Kiedy w 1952 roku Suzuki Motor Corporation wypuściło na rynek rower z doczepionym silniczkiem pojemności kapsla od butelki, nikt nie przypuszczał, że pół wieku później ich produkt zatrzęsie światem motoryzacji. Premiera w 1999r. Suzuki Hayabusa GSX1300R niosła ze sobą szereg emocji. Zupełnie jakby ktoś nas pobił na pielgrzymce. Po pierwsze osiągi. Był to pierwszy seryjnie produkowany motocykl, który przekroczył barierę 300 km/h, a pierwsza setka była kwestią 2,5 sekundy. Po drugie wygląd. Mocarna Busa była ogromna, z kształtem i owiewkami nie przypominającymi nic co dotąd produkowano. Można było ją pokochać, albo znienawidzić. Choć trzeba przyznać, że najbardziej w pysk dostali inżynierowie i szefostwo z Kawasaki. Projektowali oni bowiem w tajemnicy ZX-12R, który również osiągał 300km/h, ale zostali ubiegnięci i laury powędrowały do firmy z Hamamatsu.
Dla kogo przeznaczony był nowy motocykl? Czterocylindrowe serce o pojemności 1298 cm3 produkowało 175 KM i 140Nm, a jak na owe czasy i 215kg wagi były to wartości lotnicze. Nie ma co ukrywać, że ostre winkle nie są żywiołem Hayabusy, więc sprzedaż adresowana była głównie do krajów posiadających autostrady. Tylko tam król lewego pasa pokazywał 100% możliwości. Poza drobnymi poprawkami, w prawie nie zmienionej specyfikacji Suzuki dojechało do roku 2008, kiedy to firma ogłosiła wprowadzenie do sprzedaży nowego modelu. Z założenia miał być lepszy od poprzedniego i właśnie w takim duchu inżynierowie przystąpili do projektowania następcy GSX1300R. Przeanalizowali stary i… doszli do wniosku, że nie ma co poprawiać. Właśnie dlatego Hayabusa na rok 2008 to raczej lifting, niż zupełnie nowa konstrukcja. Kute tłoki stały się lżejsze i zwiększono ich skok, co zwiększyło stopień sprężania i pojemność do 1340 cm3. Zmniejszono wagę zaworów zamieniając je ze stalowych na tytanowe, a ich skok wydłużono. Nad wszystkim czuwa teraz najbardziej zaawansowany system wtrysku paliwa jaki Suzuki kiedykolwiek zastosowało, a to wszystko oparte na systemie z procesorem o mocy obliczeniowej kalkulatora Billa Gatesa. Poprawiono również system chłodzenia, aby mógł poradzić sobie z większą mocą. To samo dotknęło skrzyni biegów. Kształt owiewek skorygowano po wizycie w tunelu aerodynamicznym, a aluminiową ramę odchudzono zwiększając jednocześnie sztywność tylniego wahacza. Przedni widelec up-side-down jak i tylni element resorujący pochodzą z firmy Kayaba. Dodajmy do tego lekką zmianę układu hamulcowego i to koniec listy zmian „nowego” motocykla.
Ciężko oprzeć się wrażeniu, że Suzuki stworzyło motocykl idealny i zapewne wszyscy fani marki będą bronić tej tezy, choć to kwestia sporna. Nie da się jednak ukryć, że GSX-1300R był marzeniem niejednego nastolatka i właśnie to marzenie mam dziś na wyciągnięcie ręki. Szykowałem się mentalnie na to spotkanie, ale już sam widok Busy pozbawił mnie psychicznego oręża. Poza tym zimowa aura nie sprzyja jeździe, a ja obiecałem żonie, że nie wsiądę na nic co przyspiesza od 0 do 200 i hamuje z powrotem do 0 w czasie, w którym przeciętne auto Kowalskiego osiąga dopiero setkę. Pomijając oficjalną wersję prawda jest jednak taka, że dwa tygodnie temu miałem operację stopy, więc kulawy na Hayabusie zimową porą brzmi jak Cmentarz Centralny, sektor 8. Nie jest to jednak koniec historii. Wiosna zbliża się wielkimi krokami i kiedy nasze drogi ponownie się skrzyżują, spełnię w końcu marzenie nastolatka. Tylko nie mówcie nic mojej żonie…
Tyczka i pióro Nowy cykl motoryzacyjnyPrestiżu
Przemek Czerwiński, to czołowy polski tyczkarz, medalista ostatnich Mistrzostw Europy. Prywatnie człowiek o wielu pasjach i zainteresowaniach.
Fotografowanie i motoryzacja to
niektóre z nich. Przemek postanowił chwycić też za pióro. W końcu dla
człowieka trzymającego na co dzień grubą i cieżką tyczkę, trzymanie pióra
nie powinno być problemem…







