Czemu inwestorzy lubią value?
Spółki value, czyli zaliczane do tradycyjnej ekonomii i niemające wyśrubowanych współczynników P/E przyciągają wielu inwestorów poszukujących bezpiecznej przystani dla swoich środków na trudne czasy. Dla niektórych logiczne wydaje się, że skoro spółka coś produkuje, to nawet w trudniejszym okresie na giełdzie jej notowania nie powinny zbyt mocno się obniżyć, skoro nadal będzie mogła się pochwalić sensownymi zyskami. Wiele z notowanych na giełdach spółek value również wypłaca niezłą, kilkuprocentową dywidendę, co również przedstawia taką inwestycję jako całkiem sensowną ekonomicznie. W końcu nawet jeśli jej notowania nie wzrosną lub nieznacznie spadną, to można potraktować ją jaką dobrą lokatę kapitału, w porównaniu choćby do lokat bankowych.
Dlaczego to growth może być lepszą opcją?
Zakładając, że stoi przed nami bessa, nie powinniśmy zapominać, że w niemal każdym przypadku jej początkiem jest niekontrolowana euforia, która ostatecznie winduje indeksy na niespotykane wcześniej poziomy. Taki stan sprzyja przepływom kapitału z „nudnych” spółek value do dających szybkie wzrosty modnych spółek growth. Z jednej strony winduje to ceny tych drugich i przy odpowiednim wyjściu daje dobrze zarobić, a z drugiej odcina wysokokosztowe spółki produkcyjne od źródeł finansowania, co bardzo negatywnie odbija się na ich rentowności. Dlatego sięgając po akcje u brokera, warto odpowiedzialnie budować swoje portfolio – zwracając uwagę na moment cyklu, w którym aktualnie się znajdujemy.
Rynek lubi być nieprzewidywalny
Niezależnie od obranej strategii inwestycyjnej należy pamiętać, by nie inwestować więcej, niż możesz stracić. Kupując akcje w trakcie bessy czy podczas depresji raczej można liczyć na nadejście odbicia i ponowną drogę ku szczytom. Natomiast w aktualnej sytuacji rynkowej możemy śmiało powiedzieć, że znajdujemy się w okresie późnej bessy, a wyceny praktycznie dowolnego instrumentu finansowego znajdują się na ekstremalnie wysokich poziomach. Choć mogą jeszcze trochę urosnąć, to „nie ma drzew rosnących do nieba” jak mawia znane inwestorskie powiedzenie.







