Portugalia to dla wielu kraj, który leży w cieniu Hiszpanii. Agata Grzelczak, właścicielka biura podróży Tour Club, całkowicie temu zaprzecza. To miejsce z duszą, znane nie tylko jako ojczyzna żeglarzy i wielkich odkrywców. To także niesamowite dźwięki muzyki fado, charakterystyczne wino porto i niezwykle urocze zabytkowe miasteczka ozdobione biało-niebieskimi kaflami azulejos. Podróż przez ten kraj jest jak sen. Ciepła, spokojna, pełna kolorów, zapachów i dźwięków. Właśnie taka przyśniła się Agacie.
O Portugalii marzyła od zawsze, jednak taką podróż traktowała jako lekką fanaberię. Swoje podróże dzieli na prywatne, na których odpoczywa, i na służbowe, podczas których szuka wygodnych hoteli dla swoich klientów. Ta wycieczka zarezerwowana była tylko dla niej i jej życiowego partnera. – Bilet kupiłam w środku mroźnej zimy. Potrzebowałam celu, by przetrwać chwile stresu i ogrom pracy – wspomina Agata. – Potem już tylko czekałam, żeby jak najszybciej wylądować na zalanym słońcem lotnisku – dodaje. Marzyła o skalistych wybrzeżach, złotych plażach, wzgórzach pokrytych winnicami, mauretańskich warowniach, pięknych pałacach, ale też kasynach i szalonych nocach w słynnych lizbońskich klubach.
W górę i w dół
Już w pierwszych minutach ich pobytu w Portugalii sprzyjał im dobry los. Do hotelu zawiózł ich Charles, który barwnie opowiadał o Lizbonie i jej mieszkańcach. – Z natury jestem ciekawska i z wypiekami chłonęłam wszystkie informacje. Opowiadał nam, co jadł na śniadanie, jak smakuje kolacja w Portugalii, jak bawili się goście na jego weselu oraz gdzie i co pije z kolegą, kiedy jest smutny – wspomina ze śmiechem.
Charles okazał się nie tylko przemiłym taksówkarzem, ale także świetnym przewodnikiem po mieście. Wiedzą to, bo rzucony zazwyczaj frazes „musimy się spotkać” on potraktował poważnie i wziął ich na koncert muzyki fado. – Dzięki niemu trafiliśmy do knajpki, w której wieczorami spotykają się okoliczni mieszkańcy. Tam piliśmy i jedliśmy jak Portugalczycy, ale przede wszystkim poznaliśmy prawdziwą i wzruszającą muzykę fado. Muzykę o przegranym życiu, zaprzepaszczonych miłościach i niezaspokojonych namiętnościach – mówi.
Zanim poznali prawdziwą portugalską noc, najpierw sami odkrywali smaki i widoki Lizbony. Wąskie, strome uliczki, czerwone dachy, domy przyklejone do siebie z małymi oknami i drzwiami. – Najbardziej uwiodły mnie uliczki z dala od szlaków turystycznych, suszące się między oknami pranie, wszędobylskie koty i miniogródki, jak dla krasnoludków w oknach lub na ulicy – wspomina.
Wędrowali to w górę, to w dół, bo tak położona jest cała Lizbona. – Brukowane ulice nie dają żadnych szans obcasom, dlatego miasto przechodziłam w klapkach lub butach na górskie szlaki – wspomina ze śmiechem.
Ich hotel znajdował się na wzgórzu, przy zamku Castelo de Sao Jorge, dlatego gdziekolwiek się wybierali, ich droga prowadziła przez całą masę schodów.
Kulinarne wpadki
Zapachy Lizbony to grillowane mięsa, ryby, owoce morza i ciasta, szczególnie pasteis de nata, czyli krucha tarta ze słodkim kremem jajecznym. Restauracje przy zamku to po prostu mieszkania na parterze, w których umieszczonych jest kilka stolików. W wąskich uliczkach nie ma mowy o wydzielonych ogródkach z ratanowymi krzesłami czy parasolami. Stoi zazwyczaj tylko tablica informująca o daniu dania. Mimo tak oszczędnej reklamy w środku zawsze jest tłoczno i gwarno. – Ponieważ w każdym nowym miejscu muszę zawsze spróbować lokalnych specjałów, rzuciłam sie na słynnego dorsza – bacalhau, którego Portugalczycy robią na 365 sposobów. Dosłownie na każdy dzień roku mają inny przepis – tłumaczy Agata. – Niestety był to za każdym razem nietrafiony wybór. Oni jedzą bardzo tłusto, a ja nastawiona byłam na lekkie śródziemnomorskie dania, więc szybko porzuciłam ich specjały na rzecz wspaniałych owoców morza serwowanych w knajpkach rybackich przy porcie, w tzw. dokach. O kuchni portugalskiej różnie się mówi, często są to niepochlebne opinie o niejadalnych potrawach. W dawnych czasach rybacy i żeglarze musieli jeść pełnotłuste i kaloryczne dania, stąd tradycja solidnych posiłków. Z drugiej strony dla ludzi lądu zostawały już tylko odpadki – wnętrzności ryb i podroby, z których prawdziwa portugalska kucharka potrafi podobno zrobić niezwykłe dania – tylko kto obecnie lubi faszerowane podrobami kalmary czy też flaki z ryby? – dodaje. Całe szczęście klimat stolicy, odrapane mury i charakterystyczne biało-niebieskie kafle rekompensowały im kulinarne wpadki.
Nowoczesność kontra tradycja
Klimat miasta zmieniał się w zależności od położenia. Im bliżej wody, tym bardziej nowocześnie, chodniki szersze, a budynki bardziej okazałe. Przy alei Avenida de Liberdade jest mnóstwo salonów słynnych projektantów. Natomiast nad Tagiem, „słomianym morzem”, znajdziemy niezwykłą bryłę architektoniczną oceanarium, skąd koleją linową możemy przedostać się do największego centrum handlowego Europy, po którym klienci jeżdżą meleksami. W tle widać współczesny most, niemal identyczny jak w San Francisco.
Ich jednak kusiło stare miasto. – Kiedyś od starego żeglarza z Cannes usłyszałam, że im wyżej tym taniej, jedzenie lepsze, a atmosfera bardziej gorąca. W Lizbonie jest podobnie, dlatego chętniej wracaliśmy w okolice naszego zamku – wspomina Agata.
Skrupulatnie wybierany hotel okazał się idealny. Średniowieczne mury, ceramiczne mozaiki, piękne pnącza kwiatów oraz przechadzające się po dziedzińcu królewskie pawie. – Hotel miał naprawdę niesamowitą atmosferę. Zrobiony z domu kucharek przy średniowiecznym zamku króla Portugalii – wspomina. – Spaliśmy w komnacie jak z bajki – mówi rozmarzona. O wieczorach i nocach nie chce za bardzo opowiadać. – Piłam najlepsze mojito świata – wspomina tylko z szelmowskim uśmiechem.
Dwa dni w Lizbonie minęły błyskawicznie. Przed nimi jeszcze podróż w głąb kraju.
Z północy na południe
Najpierw wybrali się na północ w kierunku małego miasteczka Obidos. – Choć wszędzie mijaliśmy zabytkowe sanktuaria, bardziej interesował nas klimat miejsca i to, aby poznać codzienne życie ludzi – mówi Agata. – Zauroczyły nas maleńkie białe domki zagubione w bujnych kolorowych bugenwillach. Wracając na południe, wybrali drogę wzdłuż wybrzeża. Kilka chwil postanowili spędzić w Sintrze, położonej w pięknej okolicy niedaleko oceanu. Jej urokiem zachwycili się już portugalscy królowie, którzy wznieśli tam swoją letnią rezydencję. – Tam dworski nastrój dodatkowo tworzył gitarzysta, który tuż obok starych murów wygrywał średniowieczne menuety – mówi Agata.
Kolejny punkt na mapie to Cascais i plaża Guincho, idealna dla surferów. – Ich wyczyny na falach robiły naprawdę duże wrażenie, tym bardziej że kilkanaście metrów dalej widać było niebezpieczne skały słynnych Ust Piekieł – wspomina.
Jeszcze tego samego dnia wyruszyli w kierunku Setubal i Sesimbry.
– Nasze ostatnie dni w tym kraju to istna sielanka – wspomina melancholijnie Agata. – Spaliśmy w uroczym pensjonacie, który został zbudowany w starym wiatraku na wzgórzu, kąpaliśmy się w basenie z widokiem na ocean.To był raj na ziemi – mówi.
Tutaj naprawdę odpoczęli, a urok tego miejsca sprawił, że w ciągu jednego popołudnia Agata napisała opowiadanie pełne tęsknoty i nostalgii – po prostu: saudade. – Teraz już wiem, jak bardzo klimat i miejsce może wpłynąć na stan duszy – dodaje.
Na pewno oprócz samej okolicy pomogło też wino z lokalnej winnicy. – Podczas zwiedzania jak zwykle zwyciężyła moja ciekawość i udało mi się przekonać właścicieli, żeby oprowadzili nas po całym obiekcie i opowiedzieli, jak robi się wino – dodaje.
Choć gospodarze winnicy na początku kręcili nosem, urok naszej bohaterki od razu ich przekonał i wycieczka zakończyła się degustacją.
Na cudownej podróży pozostała tylko jedna skaza. Przez mleczną mgłę na oceanie nie zobaczyli delfinów, które zobaczyć z bliska, w naturalnym środowisku, pragną od dawna. Widocznie jeszcze nie było im to pisane. – Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo to oznacza, że wrócę tu jeszcze. A tego pragnę najbardziej. Jeszcze raz chcę poczuć smak porto o zachodzie słońca, poczuć wiatr we włosach na brzegu oceanu i usłyszeć dźwięczne „ne nada” – „nie ma za co” w odpowiedzi na moje „obrigado” – „dziękuję” – dwa najczęściej używane wyrażenia w Portugalii.
DARIA PROCHENKA
Ciekawostki/CENY:
Jak się tam dostać?
Lot Easy JET z Berlina trwa 2,5 godziny i kosztuje ok. 150 euro w dwie strony. www.easyjet.com
Ile kosztuje wypożyczenie samochodu?
Budget www.budget.com Samochód typu Seat Ibiza, rocznik 2009, wynajem na 1 dzień: 37 euro; na 3 dni 132 euro.
Ile kosztuje hotel?
Hotel Solar Do Castelo: cena za pokój 2 os. ze śniadaniem za 1 nocleg: 195 euro; śniadanie to poezja smaku, wyciskane soki z owoców podawane w czerwonych kryształowych szklankach, szampan, truskawki, wspaniałe wędliny, francuskie rogaliki, konfitury, cała plejada serów, oliwek i warzyw, www.heritage.pt
Agroturystyka w Setubal: Há Mar ao Luar, domek dla 2 osób ze śniadaniem za 1 nocleg: 80 euro (śniadanie przygotowuje się samemu, w lodówce zawsze jest świeży sok pomarańczowy, ser żółty, szynka i masło, świeże pieczywo znajdziemy w lnianym worku zawieszanym codziennie rano na klamce drzwi wejściowych) www.hamaraoluar.com
Dla łasucha
Kolacja z owoców morza w jednej z Marisquiera w porcie przy dokach: 20-50 euro za posiłek. Cena uzależniona jest od ilości i rodzajów zamówionych kalmarów, krewetek, langust, homarów, małży.
Lunch w małej rodzinnej restauracji w jednym z mieszkań na starówce: 12-15 euro z winem.
Kolacja w typowym Barze Tascas, gdzie możemy zjeść duszone potrawki mięsne (brrrr) lub wspaniałe grillowane sardele – 7-11 euro za posiłek.
Deser, wspaniałe ciastka z kremem jajecznym wypiekane od lat według ściśle strzeżonej receptury. Pakowane po sześć w pudełkach kosztują 12 euro. Kawa wraz z ciastkiem serwowana przy stoliku w sali ozdobionej słynnymi azulejos – 8 euro.
Wino w jednej z wielu winiarni na wzgórzach Costa Azul: butelka czerwonego wina wytrawnego oznaczonego medalem od 35 do 250 euro za butelkę, wino stołowe lane do bukłaków lub plastikowych kanistrów 1 euro za litr, www.bacalhoa.com
Życie nocne
Kolacja w lokalu z muzyką fado: ok. 30 euro od osoby; przystawki, zupa oraz danie główne, dodatkowo możliwość śpiewu wraz z artystami oraz pozostałymi klientami przy stolikach obok.
Niezrównane mojito w jednym z wielu barów w słynnej z życia nocnego Bairro Alto – 3 euro.
Wejście do słynnego klubu Lux, którego właścicielem jest John Malkovich: panie gratis, panowie 30 euro, drink 25 euro www.luxfragil.com
Przygoda
Lekcja pływania na desce surfingowej na plaży w Gincho niedaleko Boca do Inferno (Usta Piekieł): 25 euro, cały dzień pływania z poczęstunkiem: 40 euro. www.guinchosurfschool.com
Oceanarium: bilet wstępu dla osoby dorosłej 11 euro, www.oceanario.pt
Rejs statkiem w poszukiwaniu delfinów: 50 euro, informacja turystyczna w Setubal, tel. 265 534 402, www.costa-azul.rts.pt
Portugalia, Republika Portugalska (port. República Portuguesa) – Kraj położony na Półwyspie Iberyjskim o powierzchni około 1/3 Polski. Do Portugalii należą także Azory oraz Madera – wyspy na Oceanie Atlantyckim. Stolica to Lizbona, a główne miasta Porto, Coimbra, Braga, Santa Maria. Panuje tam morski umiarkowany klimat, chłodny i deszczowy na północy, cieplejszy i suchszy na południu. Ze względu na ciepły klimat i wybrzeże Portugalia jest popularnym celem wyjazdów wśród turystów. Dodatkową zachętą jest niewątpliwie wspaniała kuchnia i bogata kultura.








