Gdzieniegdzie tylko spotkać można tych najbardziej zdeterminowanych obywateli, którzy na rowerach próbują przemierzać oblodzone drogi lub biegają po zaśnieżonych leśnych duktach czy parkowych alejkach. A wszystko to w poszukiwaniu wiosny. Ale czy warto za nią aż tak tęsknić? Czy warto do niej wzdychać? Już pierwsze wiosenne dni w kalendarzu mówią NIE! Bo znowu tragedia narodowa. Najpierw przegrana i katastrofalna gra naszej kadry w piłkę kopaną z sąsiadami z Ukrainy. Kilka dni później nieprzekonywujące zwycięstwo tychże samych reprezentantów z amatorami z San Marino. I niby zwycięzców się nie sądzi, ale jeżeli ledwo dają radę grając z piłkarzami którzy na co dzień pracują jako kelnerzy, kucharze czy pracownicy bankowi to trudno powstrzymać się z krytyką. A zimą? Może i zimno, mroźno, może śnieżyce i gołoledź, ale sukcesów mijającej zimy naprawdę nie brakowało.
Od wielu lat ta pora roku kojarzyła nam się najpierw z Adamem Małyszem, potem z Adamem i Justyną Kowalczyk, ostatnio juz tylko z Królową Nart Justyną I. To i tak niezły wynik, kiedy wspomni się czasy jeszcze wcześniejsze. No, a dzisiaj? Szaleństwo. Sukces goni sukces. Już nie tylko jeden skoczek, a cała reprezentacja punktowała w Pucharze Świata. Indywidualnie Kamil Stoch Mistrzem Świata, ale po raz pierwszy mamy także podium dla drużyny. No i zyskaliśmy absolutną gwiazdę medialną ostatnich tygodni. To, co w coraz liczniejszych wywiadach wyprawia Piotr Żyła jest absolutnie niepowtarzalne. Nawet cytowane często przed laty wypowiedzi Mistrza Adama do pięt nie dosięgają sentencjom wypowiadanym przez przesympatycznego pana Piotra. Wiele dobrego zdarzyło się w mijającym właśnie sezonie skoczków, ale to była także cudowna zima dla naszej jedynaczki w narciarskich biegach. Justyna Kowalczyk jako druga zawodniczka w historii tej dyscypliny zdobyła Kryształową Kulę Pucharu Świata po raz czwarty. Tym cenniejsze to osiągnięcie w sezonie gdzie dobrze biegających Norweżek na trasach coraz więcej, a Polek ciągle tylko ubywa. I w poprzednich sezonach tyle byśmy się chwalili. No może raz na kilka lat z dobrej strony pokazał się nam biathlonowy mistrz – Tomasz Sikora. Ta zima sypnęła jednak oprócz śniegu bardzo miłymi niespodziankami. Wspaniałe wyniki i pierwsze medalowe sukcesy naszych biathlonistek na Mistrzostwach Świata i Europy. I to już nie jest odosobniony sukces jakiegoś uzdolnionego indywidualisty.
W końcu po medale sięgała Krystyna Pałka i Monika Hojnisz, ale i w zawodach drużynowych nasze zawodniczki „ocierały” się o podium. A na koniec tego rozliczenia się z zimą wspomnieć trzeba koniecznie o polskich panczenach. No po prostu potęga. W ubiegłym roku nasza kobieca reprezentacja zdobyła brąz. W tym panie poprawiły się o jedną lokatę i do kraju przywiozły medale ze srebra, panowie zaś po raz pierwszy stanęli na podium. Zaraz za takimi potentatami jak Holendrzy czy Koreańczycy. Jeżeli utrzymają taki progres to aż strach pomyśleć co wydarzy się w następnym sezonie. A kibicom przypominać nie trzeba, że ten kolejny to sezon olimpijski.
Jeszcze kilka lat temu obok zimowej olimpiady przechodziliśmy raczej obojętnie, a zmagania hokeistów, narciarzy, saneczkarzy czy łyżwiarzy śledzili tylko najbardziej zagorzali. Ten stan zmienił się nieco po sukcesach Małysza i Kowalczyk. Ale miniony sezon dyscyplin zimowych i sukcesy naszych reprezentantów, pokazały, że na przyszłoroczne Igrzyska w Soczi spoglądać będziemy z jeszcze większą uwagą i zainteresowaniem niż na jakiekolwiek w przeszłości. I oby tych medali było nie mniej niż naszych sukcesów ostatniej zimy. Bo sportowa zima w tym roku nie była taka zła, a nam teraz przychodzi tylko czekać na wiosnę i sukcesy w tych bardziej letnich dyscyplinach.






