Nie krawat zdobi mężczyznę tylko buty. Sportowe, miejskie obuwie ma od jakiegoś czasu status kultowego i jest skórzanym obiektem pożądania wielu panów. Panowie chcą mieć wszystkie wzory i kolory tych potocznie nazywanych sneakersami, kickersami, kicksami, czyli naszymi „adidasami”.
W Londynie przeprowadzono ciekawe badanie: „W których butach najczęściej dokonywane są przestępstwa”. Badania wykazały, że rekord należy do firmy „Nike”, a ulubionym obuwiem przestępców jest model Air Max 95. Jaki wniosek z tego? Jak „gwałcić i rabować” to tylko w dobrym stylu. To oczywiście żart, ale z drugiej strony, jak widać, wygoda i klasa liczą się w każdej sytuacji…
Moja babcia zawsze mawia, że jeżeli mężczyzna ma dobre i czyste buty to znaczy, że jest coś wart.
No cóż, nie tylko panie bez opamiętania wydają pieniądze na obuwie. Jak się okazuje, mężczyźni wcale nie są w tym gorsi, a czasem nawet nas w obuwniczym „szaleństwie” przewyższają, o czym przekonało mnie czterech z nich.
„Najki z bajki”, a Armani
– Moja kolekcja liczy aktualnie 100 par – wyznaje prawnik Konrad Łukaszewicz. – Mam cztery zbiory butów. Do pracy klasyczne i eleganckie, to głównie „Zara” i „Gino Rossi”. Druga grupa to sportowa-elegancja czyli „Armani”, „Vagabond” i mokasyny od „Zary”. Sportowe buty to przede wszystkim ukochane „Nike”, w tym Air Max 90 i Air Max 89 Pegasus, a także Air Force One, do tego trampki „Convers”, „New Balance”, „Reebok”, „Adidas” i „Asics” – wszystkie w różnych kolorach i wzorach. Ostatnią grupę stanowią kozaki „Zary” i „Gino Rossi” w kolorze czarnym, brązowym i szarym. Ponadto, mam osiem par japonek – wymienia.
Na świecie jest mnóstwo tzw. sneaker-freaków, którzy buty kolekcjonują w ilościach hurtowych, mają mnóstwo limitowanych edycji i perełek. – Ja po prostu je lubię – mówi Patryk Petrusewicz. Ma kilka par tzw. slip-on czyli materiałowych butów bez sznurówek, wsuwanych na stopę. Są to buty „Pumy”, „Lacoste”, „Vans” i „Polo Ralph Lauren”. W jego kolekcji jest też kilka par niskich, wiązanych butów takich marek jak „Reebok”, „Sergio Tacchini”, „Polo Ralph Lauren” i „Fred Perry”. Ponadto dwie pary wysokich tenisówek z materiału „Adidasa” i „Banana Republic”, dwie pary niskich zapinanych na rzepy „Everlast” i „Kappa”, a także wysokie, koszykarskie od „Reebok’a”. – Mam dwie ulubione pary, obie praktycznie nie do zidentyfikowania w sieci. Pierwsze to znalezione na allegro „Adidasy” Whitnall, natomiast drugie przywiezione z Czech „Reebok” NPC II z czeskimi flagami. Z tego co zdążyłem się zorientować: część limitowanej edycji z flagami uczestników World Cup 2006 – mówi z dumą.
Podobne podejście i nie gorszą kolekcję ma również Michał Foltyn, menager „Red Bull”: – Posiadam kilkadziesiąt par butów. Nie liczę dokładnie ile, bo to nie chodzi o wyścig, tylko o przyjemność – mówi. – Ze względu na mój styl ubierania są to głównie buty sportowe, dlatego też ich najwięcej kupuję. Jeśli chodzi o marki to nie jestem oryginalny. „Nike” to firma numer 1, najwygodniejsze buty na świecie. Cenię sobie „Adidas” Originals i „Lacoste” ze względu na jakość i ciekawe modele. Ponadto, buty „DC”, „Etnies”, często też przyglądam się, ze względu na „wspomnienia z młodości”, „Conversom”, „Martensom” i „Vansom”. Mam kilka modeli „Pumy” – wyznaje.
Nie ma ryzyka, nie ma butów
Czółenka Jimi’ego Choo czy Manola Blahnika to marzenie niejednej pani. Absolutne mistrzostwo jeśli chodzi o buty. Te otoczone czcią marki do tej pory przeznaczone były wyłącznie dla pań. Właściciele firm widząc jednak w mężczyznach bardzo dobrych klientów postanowili przełamać tradycję i wypuścili kolekcję dla panów. Zakupy przestały być męską zmorą.
– Teraz pojawia się mnóstwo butów produkowanych przez producentów typowo „ciuchowych” takich jak „Zara”, „Reserved” czy „Pull and Bear” – opowiada Michał. – Ja jednak najczęściej kupuję przez internet albo w berlińskich w sklepach. Jest najbliżej i najtaniej. W Polsce największy wybór zauważyłem w Poznaniu, Trójmieście i Warszawie. Jeżeli ktoś ma więcej pieniędzy to polecam zakupy w Londynie, a szczególnie sklep „Size?”– zdradza.
Najlepszym źródłem jednak zakupów jest internet. Fani męskiego obuwia nie mają co do tego wątpliwości. – Większy asortyment, lepsza cena, niepowtarzalność – stwierdza Marek Roszak, specjalista ds. energetyki odnawialnej. A Michał dodaje: – W sieci można kupić modele, których nie widać na polskich ulicach. Sklepy internetowe w Chinach, USA czy Niemczech bez problemu wysyłają paczki do Polski i nie jest to wcale droga sprawa.
Główne wady zakupów przez sieć są takie, że nie mamy możliwości, aby dokładnie określić ich rozmiar. Druga wada to ryzyko trafienia na nieuczciwego sprzedawcę i utratę pieniędzy. Ale jak to mówią „nie ma ryzyka, nie ma zabawy”.
Gładkie z odrobiną szaleństwa
– Jestem „butocholikiem” – wyznaje Konrad. – Kocham mieć ciągle nowe buty. Nie niszczę ich i bardzo o nie dbam. Nie schowam na półkę póki nie wyczyszczę włącznie z umyciem podeszwy. Kupuję głównie z uwagi na fason i kolor, marka też jest ważna. Chętnie kupowałbym obuwie od światowych dizajnerów ale nie ma w Polsce odpowiedniego butiku. Moje wymarzone: to buty od Ricka Owens’a, Dirka Bikkemberg”, Jil Sander oraz projekty dizajnerów dla firm sportowych, np. Hussein Chalayan czy McQeen dla „Pumy” – dodaje.
Fason, marka, kolor, cokolwiek innego. Panowie w wyborze kierują się tym samym co panie. Nie wystarczy, że mają być wygodne i praktyczne.
– Ostatnio zmieniłem technikę i kupuje buty, do których dopasowuję resztę stroju – mówi Marek. – Teraz najważniejszym kryterium jest ich wygląd. Aktualnie są to białe, czarne, czerwone lub żółte, bardziej gładkie niż z wzorami – dodaje.
Podobno z butami jest jak z dziewczynami… – Raz lubisz blondynkę, raz brunetkę, raz wysoką, a raz niską. Po prostu muszą mieć to „coś”, co wpada w oko i nie chce wypaść – śmieje się Michał.
Patryk natomiast doradza: – Buty są ważne, bo tylko szewc bez butów chodzi, a i wizytówkę człowiekowi zastępują. Staram się więc nie być na bakier z ludowymi mądrościami – mruga okiem. – A tak poważnie. Fajne buty potrafią świetnie uzupełnić strój, być taką swoistą kropką nad, a w zasadzie pod „i”. Natomiast brzydkie lub niestylowe buty mogą pogrzebać cały wizerunek i sprawić, że nawet fajna koszulka będzie słabo wyglądała na „nosicielu” – mówi.
Dla wielu osób facet kochający buty nadal wydaje się… niemęski. Kobiety – tak, mężczyźni – nieco dziwne. I gdzie tu mowa o równouprawnieniu?
Męskość liczona na podeszwy
– Podobno męskie jest mieć jedną parę butów do chodzenia, jedną do garnituru i jedną do trumny – uśmiecha się Patryk. – Jeśli o mnie chodzi, może to być moja estrogenowa strona, nie przeszkadza mi to. Poza tym od kiedy słowo „moda” przestało mieć konotacje kobiece, dobieranie odpowiedniego obuwia do reszty stroju wydaje mi się czymś naturalnym, wykraczającym poza zwykły damsko-męski podział – dodaje.
– Buty mówią wiele o charakterze, tak jak inne dodatki: zegarki, czapki, okulary czy krawaty. Uwielbiam się tym wyróżniać. Może u mnie to jest ten pierwiastek kobiecy, który podobno jest w każdym mężczyźnie? – zastanawia się Michał. – Z drugiej strony myślę sobie, że to jest tak jak z kolorem różowym: tylko prawdziwy mężczyzna może ubrać różowy ciuch i wyglądać męsko. Parafrazując, tylko prawdziwy mężczyzna może się przyznać do słabości do butów i dalej przyprawiać kobiety o drżenie serca – dodaje z uśmiechem.









