Jesteśmy bardzo zaskoczeni. To nasz, jako drużyny, pierwszy wspólny rok. Klubowe Mistrzostwa Polski w Gdyni traktowaliśmy jako rozgrzewkę. Mieliśmy plan, by zająć miejsce w pierwszej piątce i później, w kolejnych latach piąć się w górę. Zaczęliśmy od wysokiego C – opowiada kapitan Sejk Pogoń Szczecin Krzysztof Łobodziec.
Żeglarze ścigali się w 4 rundach: w Gdyni, w Szczecinie, w Świnoujściu i w Sopocie. Startowało w sumie 12 załóg. W każdym wyścigu zobaczyliśmy „Kokosa” oraz Łukasza Czaję. Dodatkowo, na zmianę, pływali z nimi Maciej Gonero, Paweł Szklarz oraz Krzysztof Żełudziewicz. W załodze byli też: Marek Borkowski, Karol Rosner i Piotr Szwoch.
– Nasz pierwszy wyścig w Gdyni to totalny kosmos. Nie pływałem dotąd na tak małych łódkach. Mimo wszystko zajęliśmy 3. miejsce – wspomina Łobodziec. – Później wygraliśmy w Szczecinie i tym samym wskoczyliśmy na pozycję wicelidera. Pojechaliśmy do Świnoujścia i tam, niestety, mieliśmy sporo pecha. Całą rundę zakończyliśmy na 7. miejscu. Gdyby to było miejsce w pierwszej czwórce, byłaby okazja powalczyć o zwycięstwo w całych mistrzostwach. W Świnoujściu ją straciliśmy.
Ostatnim etapem był Sopot. Pierwszego dnia szło rewelacyjnie, ekipa Sejk Pogoń Szczecin wygrała kilka wyścigów z rzędu. Drugi dzień już był gorszy, co sprawiło, że spadła na miejsce 4. w klasyfikacji ostatniej rundy. Całe zawody szczecińscy żeglarze skończyli na trzecim stopniu pudła.
– Żeglarstwo to nie jest dla nas wyłącznie sport. To również doskonała zabawa. W naszej ekipie jest najmniej awantur, podchodzimy do tego wszystkiego z ogromnym humorem i dystansem. Już teraz przygotowujemy się do kolejnego sezonu. Powinno być łatwiej, bo będziemy mieli już stałą załogę. Musimy pozbierać też fundusze. Dzięki trzeciemu miejscu będziemy startować w europejskich pucharach. Najpierw musimy przebrnąć przez eliminacje. Jeszcze nie wiemy, dokąd się na nie udamy. Okaże się dopiero w momencie, gdy zakończą się puchary we wszystkich krajach – podsumowuje Krzysztof Łobodziec.







