Trzy razy Pan Kierownik

Autor

Aneta Dolega

galeria

Denerwuje się jak określa się go mianem animatora kultury, bo jak sam mówi - zabaw dla dzieci i emerytów w domach wczasowych nie organizuje. Kierownik produkcji, to określenie zdecydowanie bardziej mu odpowiada i nie tylko ze względu na ukończony kierunek studiów w łódzkiej szkole filmowej, ale na fakt, że w produkcji kulturalnych wydarzeń nie ma sobie równych. Rafał Bajena od lat 90. kreuje przeróżne zdarzenia z kręgu ogólnie pojętej sztuki. Przyjaciele nazywają go Panem Kierownikiem.

Między innymi odświeżył legendę Filipinek, sprowadził do Szczecina najlepsze filmy krótkometrażowe świata w ramach festiwalu Future Shorts, zainicjował na kulturalnej niwie stałą współpracę  z czeskim miastem Pilzno. Do tego wszystkiego pracuje jako fotograf, filmowiec i archiwista bankietowego Szczecina. Jest również szefem Stowarzyszenia Twórców i Producentów Sztuki pod szyldem którego zrobił szereg mniejszych lub większych imprez takich jak KafeKultura. Lubiany, również przez urzędników, nie stroni od płci pięknej i zabaw. Trochę staroświecki, zawsze trzyma klasę, prywatnie zgłębia prawo autorskie. Żeby porozmawiać musieliśmy się spotkać aż trzy razy. Rozmowa albo zawsze schodziła na inny temat, albo wpadali  znajomi albo wzywało miasto…

Spotkanie pierwsze

To co jest z tym nieszczęsnym animatorem kultury ?

To bardzo niefortunne określenie. Ja jestem kierownikiem produkcji, z całym etosem tego zawodu. Powszechnie się mówi, że jest to koleś który coś robi, tylko nikt nie wie co dokładnie. Jest to oczywiście błędne rozumowanie. Na świecie od bardzo wielu lat kierownicy produkcji są także współtwórcami, np. filmu. Moja rola polega na inicjowaniu zdarzeń, dobieraniu ludzi do współpracy i szukaniu pieniędzy, by te zdarzenia mogły dojść do skutku.

Tacy producenci to muszą mieć stalowe nerwy i paskudne charaktery. Trzymać krótko… są tacy co ciebie nie lubią ?

Pewnie są… Współpraca z niektórymi twórcami, a zwłaszcza przy rzeczach gdzie angażuję się autorsko, jak to miało miejsce np. przy filmie „Brzask”, kończy się czasem nieodzywaniem się do siebie przez kilka miesięcy. Później wszystko wraca do normy i zazwyczaj pojawia się ochota by razem znów coś zrobić. Te emocje, awantury, które towarzyszą powstawaniu dzieła są w tym zawodzie normą. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Kierowaniem, a raczej kreowaniem rzeczywistości zajmujesz się od wielu lat. Jeszcze w czasach młodzieńczych potrafiłeś swoich starszych kolegów sprowokować do oryginalnych zachowań i uwiecznić to np. na taśmie filmowej. To były często zwyczajne towarzyskie sytuacje.

Miałem chyba szczęście, że zawsze byłem tam, gdzie coś ważnego działo się w tym mieście w sensie imprezowym, zahaczyłem o kilka pokoleń twórców. Zaczęło się od LO IX i zabaw w Piwnicy przy Krypcie, gdzie bawiłem się w kabaret i spotkałem po raz pierwszy tak świetnych aktorów jak Adam Dzieciniak czy Zbigniew Witkowski. Później przyszyły czasy legendarnej już Cafe 1966.

Wiem, że tam subtelnie prowokowałeś do przeróżnych zachowań…

Nigdy nie byłem dokumentalistą, raczej para dokumentalistą. Były różne sytuacje, o których nie mogę opowiadać… no dobrze, w tamtym czasie powstał słynny już film „Świńskie nogi”, który pokazywany był w kraju i zagranicą. Przy użyciu kilku rekwizytów, w tym świńskich raciczek i ozorów, oraz kolegów powstała nieco surrealistyczna opowieść nawiązująca do tego co robiono na początku XX wieku w Paryżu, coś w stylu „Psa andaluzyjskiego”.

Przeszłość mocno ciebie inspiruje…

Krążę w okolicach czasów przedwojennych. To była szalona epoka, wiele rzeczy wtedy odkryto. Fotografia się ugruntowała, pojawiły się nowe kamery. Radio, muzyka, cudowne lata 20. i 30. Kręci mnie przedwojenny Szczecin, w ogóle Europa z tamtych czasów.

Spotkanie drugie

Rafał pierwszą dużą oficjalną  imprezę zrobił gdzieś na początku 2000 roku. To było „Lux Torpedo” w Teatrze Polskim. Spektakle teatralne, koncerty, zabawa taneczna. Jest temu wierny do dzisiaj. Potrafi zorganizować wystawę i sprowadzi do Szczecina operę z Berlina taką jak „Der Vampyr” przy pelnej widowni. Tylko na ten rok zaplanował m.in. Noce Europejskiej Kinematografii z kolejną edycją Future Shorts, ShortWaves czy z równie ważnym przeglądem filmowym na świecie jakim jest 48 Hour Film Project. Nie zabraknie też kolejnego Czeskiego Miesiąca, który w tym roku zostanie połączony z ekspedycją szczecińskich twórców do zaprzyjaźnionego Pilzna, wydawnictwa literackiego z inną ikoną miasta Przemkiem Głową. A tu jeszcze film w przygotowaniu o ważnych postaciach ze Szczecina i monodram Michała Lewandowskiego z TW.

Jak udaje ci się przekonać urzędników do swoich pomysłów, że za każdym razem dostajesz na nie pieniądze ?

Nie wiem, może pomysły mam dobre (śmiech). Nie jest to wcale za każdym razem łatwe. Na przykład w przypadku takiego dużego projektu jak Filipinki, ogromna pomoc przyszła ze strony szczecińskiego radia. Większość jednak pieniędzy pochodzi z otwartych konkursów ofert, gdzie wystarczy przedstawić pomysł i budżet.

O twórców nie powinnam się pytać, bo jak znam ciebie i życie to rzadko kto ci odmawia. No chyba, że masz jakąś ukrytą moc by np. w jednym projekcie umieścić i aktorów teatralnych i muzyków i dziennikarzy i jeszcze kilka twarzy znanych z tego, że są wyłącznie znane. Do tego współpracujesz z wieloma instytucjami, tak poważnymi jak Muzeum Narodowe. Co ty im robisz?

Nic, po prostu rozmawiam w serdecznej atmosferze (śmiech). To chyba specyfika tego miasta, że ludzie są otwarci na współpracę ze sobą, trzeba ich tylko ze sobą poznać.

Spotkanie trzecie

Chodzi oryginalnie ubrany, lubi mundury wiosną, kożuchy zimą i często zmienia uczesanie. Widziano go w kapeluszu. Rafał Bajena zawsze szarmancki wobec pań, uwielbia im robić zdjęcia, świetny kompan, dusza towarzystwa w przedwojennym stylu. Być może gdyby mieszkał w ukochanym Paryżu, bądź powrócił do równie ulubionej Antwerpii ,nie wiedzielibyśmy kim jest…, a może tam zdobyłby sławę?

Powiedziałeś kiedyś o nas kobietach fajną rzecz, że „laski w Szczecinie są piękne i charyzmatyczne, że charakterne”. Pokazałeś to najpierw na sesji poświęconej Filipinkom, którą wyprodukowałeś wspólnie z Panną Lu i Mają Holcman, a jakiś czas temu razem z Joanną Brzezińską zrobiłeś serię portretów nawiązującą do przedwojennych gwiazd filmowych, a która to zadebiutowała w czasie festiwalu Konstelacja.Szczecin.

Zawsze zachwycają mnie kobiety, uwielbiam je. Facetom mogę robić zdjęcia, ale one zawsze będą zabawne. A z kobietami zawsze mi fajnie wychodzą. Dziewczyny w Szczecinie są świetne. Jak to usłyszałem od jednej znajomej: jej kolega z Poznania po pobycie u nas stwierdził, że mamy dziewczyny piękne, ale nie naiwne. I coś w tym jest.

Potrafisz innych docenić, wyciągnąć na scenę, spowodować, że staną się znani, popularni. Trochę jak agent. Za to ty sam chyba nie jesteś doceniany jak należy.

Nie mi oceniać, ja to robię dla idei bardziej niż dla pieniędzy czy oklasków. Tzn. mógłbym to robić dla kasy, ale chyba nie tu. To nie jest łatwe w tym mieście. Z drugie strony chyba nie potrafię bez tego żyć. Wkurzam się, czasem mam ochotę rzucić wszystko w cholerę, ale później mi przechodzi.

Prestiż magazyn szczeciński
2( 53)
luty'12
gajda