Łukasza Nazdraczewa trudno złapać w jednym miejscu – jeśli już się to uda, to najpewniej z aparatem w ręku, gdzieś między startem a metą, skokiem a lądowaniem, ruchem a zatrzymaniem czasu. Od ponad dwóch dekad fotografuje na świecie to, co inni wolą podziwiać z bezpiecznej odległości: zawody kitesurfingowe, ekstremalne rajdy rowerowe, wyścigi Formuły 1, motocross. Zawsze jest tam, gdzie poziom adrenaliny sięga zenitu.