Ińskie Lato Filmowe ma już 50 lat! To jeden z dwóch najstarszych festiwali filmowych w Polsce (po Łagowie) i jeden z dwóch najważniejszych na Pomorzu Zachodnim (obok koszalińskiego „Młodzi i film”). Przybywali do Ińska sami najsławniejsi reżyserzy, aktorzy, krytycy filmowi, aby spędzić kilka dni w niespotykanej chyba gdzie indziej wyjątkowej atmosferze relaksu, luzu, bez „napinania się” i bufonady, ale za to z bezpośrednim kontaktem z widzem w środku lata nad pięknym jeziorem w otoczeniu lasów. Festiwal przez te wszystkie lata był świadkiem wielu filmowych odkryć, debiutów, sukcesów i porażek, prezentacji „młodego kina” i projekcji „starych wyjadaczy”. I na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Historia Ińskiego Lata Filmowego rozpoczyna się w czasach głębokiego PRL-u – w 1973 roku. W tym momencie aż się chce strawestować słowa przeboju zespołu Perfect: „było ich trzech, w każdym z nich inna krew, ale jeden przyświecał im cel”. Bo festiwal powstał dzięki trzem pasjonatom – Bohdanowi Kowalskiemu – ówczesnemu powiatowemu kierownikowi wydziału kultury, Dolandowi Paszkiewiczowi – aktywnemu działaczowi DKF „Kontrasty” w Szczecinie oraz Kazimierzowi Decowi – kierownikowi Gminnego Ośrodka Kultury w Ińsku.
Dlaczego Ińsko?
To jedna z najpiękniej położonych miejscowości na Pomorzu Zachodnim, na terenie Ińskiego Parku Krajobrazowego. Słynie z niezwykle czystego jeziora (uwielbianego przez płetwonurków), sielawy – przepysznej ryby oraz piosenkarki Margaret, która się tu wychowała. Ale w 1973 roku było tylko jezioro, sielawa i co prawda urokliwe, ale jednak bardzo prowincjonalne miasteczko. Ale za to z kinem – Morena w którym będą się odbywać pokazy filmowe festiwalu.
„To urokliwe miejsce wskazał Bohdan Kowalski, mieszkaniec Stargardu, miłośnik filmu i od 1973 roku kronikarz festiwalowy. Towarzystwo festiwalowe przemieszczało się zgodnie z proponowanym programem zaliczając projekcje filmowe, wykłady, kończąc na seminariach i zahaczając czasami o bar. Początki były trudne a warunki bytowe nie zachwycały. Poza hotelem przy kinie Morena, polem namiotowym i ograniczoną ilością miejsc w ośrodku wczasowym Pomeranii i MPO nie było innych propozycji. Pomimo skromnej bazy noclegowej w latach 70. nie brakowało chętnych amatorów przygody wakacyjnej z filmem a hotel „bez gwiazdek” gościł gwiazdy kina polskiego – wspominała Anna Paszkiewicz, żona Dolanda Paszkiewicza.
– Miałem wówczas 23 lata i byłem kierownikiem Gminnego Ośrodka Kultury. Nasz festiwal zorganizowaliśmy z myślą o letnikach. Postawiliśmy wówczas na komedie. I tak było przez pierwsze trzy lata. Później rozszerzyliśmy repertuar o pozycje ambitne, trudniejsze. I to chwyciło – opowiadał Kazimierz Dec w Kurierze Szczecińskim.
„Pierwsze Ińskie Lato Filmowe miało profil komediowy i trwało od 5 VIII do 19 VIII 1973 r.
Jego organizatorami byli: Wojewódzki Zarząd Kin w Szczecinie, Stargardzkie Towarzystwo Kultury (w jego ramach działała sekcja filmowa) oraz oczywiście Urząd Miasta i Gminy w Ińsku. Przygotowywano je nieco pośpiesznie, niektóre cele i możliwości programu kształtowały się w ostatniej chwili. Wydrukowano odpowiednie afisze z programem zawierającym nie tylko nazwiska reżyserów i aktorów, ale także bardzo krótkie informacje o filmach. Uczestnikami imprezy byli działacze dyskusyjnych klubów filmowych i ruch studyjnego z województwa szczecińskiego oraz wczasowicze. Frekwencja na projekcjach wynosiła około 60%. Na I ILF przyjechała p. Maria Kornatowska – krytyk filmowy oraz wykładowca Wyższej Szkoły Filmowej i Teatralnej w Łodzi” – zanotował Bohdan Kowalski, kronikarz ILF.
Na pierwszym festiwalu zapoczątkowano zwyczaj, że projekcjom film owym będą towarzyszyć imprezy kulturalne. Na inauguracji przeglądu wystąpił z recitalem znany satyryk, sławny „profesor mniemanologii stosowanej” Jan Tadeusz Stanisławski.
– Kiedy w pobliskiej restauracji „Srebrna Rybka” przygotowano kolację z jego udziałem postanowiliśmy „wzmocnić” ją jakimś trunkiem. Doland Paszkiewicz zaznaczył, że z państwowych pieniędzy nie da się tego zrobić. Zrozumiałem, że moje honoraria magnetofonowe (za nagrania prelekcji filmowych – przyp. red.) przepadły. Ale nie żałowałem. Zaproszony satyryk przyjechał z występem na jeden dzień a był w Ińsku trzy dni zauroczony jeziorem i atmosferą nie tylko filmowych spotkań – wspominał Bohdan Kowalski.
Kiedyś to było Ińsko…
Teresa Działoszewska – była burmistrz Ińska i aktualnie wiceprezes Stowarzyszenia Ińskie Lato Filmowe pojawiła się w miasteczku w 1975 roku. Miłośniczka filmów bardzo lubiła chodzić do kina. Jej ścieżki musiały więc się przeciąć z tymi festiwalowymi.
– Zaczęłam w 1976 roku i potem już chętnie brałam udział we wszystkich edycjach (śmiech). Natomiast już taki mój duży udział, jako organizatora, był w latach 80-tych, kiedy byłam sekretarzem Urzędu Miasta i Gminy. Jeszcze większy od 1998 roku, kiedy zostałam burmistrzem Ińska. Przez dwa lata – w 1996 i 1997 – imprezy nie organizował Doland Paszkiewicz, ponieważ wtedy ówczesny burmistrz uważał, że jakoś inaczej będzie to robił, zatrudnił firmę. Ale w 1998 roku, jak wygrałam wybory, to w 1999 roku, po raz pierwszy robiłam Lato z Dolandem Paszkiewiczem. Byliśmy organizatorami jako Urząd i DKF Kontrasty. Nie było kasy. Ale jakoś sobie dawaliśmy radę. Samorządy jeszcze coś tam wtedy gdzieś mogły zdobyć – opowiada Teresa Działoszewska.
Szczeciński dziennikarz radiowy – Szymon Kaczmarek pierwsze wakacje w Ińsku spędził w wieku 13 lat. – Ale wtedy jeszcze nie było festiwalu. Na pewno nie byłem na jego pierwszej edycji. Ale bywałem na festiwalu jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku. Potem, przez kilka lat, przyjeżdżałem tam jako korespondent Polskiego Radia Szczecin. Ale pojawiałem się na nim także towarzysko. Na pewno byłem na 10 festiwalach. Zwłaszcza tych za Dolanda. Poznałem Go w Kontrastach, w DKF-ie. Ińsko to był Doland. I to nie jest tylko moja opinia, również wielu innych osób. Przy całym szacunku do współorganizatorów – zaznacza Szymon Kaczmarek.
Monika Gapińska – szczecińska dziennikarka, aktualnie rzecznik prasowy Teatru Polskiego na Ińskim Lecie Filmowym pojawiła się na początku lat 2000. Wtedy relacjonowała wydarzenia festiwalowe dla „Kuriera Szczecińskiego”. – Na festiwalu byłam tylko dwa albo trzy razy. Ale najbardziej pamiętam ten z 2002 roku. Wtedy w Ińsku pojawił się Marek Koterski żeby zaprezentować „Dzień świra”. Wtedy nikt sobie nie zdawał sprawy, że za kilka lat ten film stanie się kultowym w Polsce, że teksty z tego filmu wejdą do języka codziennego, że kadry z filmu staną się podstawą do memów, jakie pojawiają się w mediach społecznościowych. Wtedy zrobiłam z wywiad z Koterskim. Zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Czasami jak się robi z kimś wywiad, to trzeba później rozmówcę nieco „poprawić”, uporządkować, doszlifować jego wypowiedzi. Bo niektóre zdania są niechlujne, chaotyczne, przeciągane, niezbyt do siebie pasujące. Natomiast jak spisywałam wywiad z Koterskim, to po prostu wszystko było idealne, każde zdanie – opowiada Monika Gapińska.
Teresa Działoszewska najbardziej pamięta festiwal z 1999 roku. – To był ten pierwszy, który organizowałam z Dolandem.
To było chyba 27 Lato Filmowe. Wtedy wymyślił on, że zorganizujemy Pierwszy Festiwal Kina Ukraińskiego. Zaprosiliśmy wtedy twórców z Ukrainy i nasze zaproszenie przyjął i przyjechał ambasador Ukrainy w Polsce – Dmytro Pawłyczko, który w tym roku zmarł w wieku 92 lat. Był pisarzem i poetą. Chcieliśmy, żeby wszystko było jak najlepsze i na jak najwyższym poziomie. Zresztą zawsze do tego dążę. I to nam się udało. Ale najbardziej chyba przeżyłam 30 Lato Filmowe, jubileuszowe. Staraliśmy się przygotować coś spektakularnego. I Doland wymyślił, żebyśmy w trakcie festiwalu wystawili „Hamleta” w plenerze, na plaży nad jeziorem. To był 2003 rok. Niestety, w kwietniu zmarł Doland. A festiwal był przed nami. Bardzo w tym wszystkim wtedy pomogła Ania Paszkiewicz, żona Dolanda, Bohdan Kowalski, już też nieżyjący i taki młody człowiek Daniel Sosnowski, który był asystentem Dolanda. Zbudowaliśmy wtedy, jako gmina, nowe molo nad jeziorem. Przyjechał Adam Opatowicz, dyrektor Teatru Polskiego w Szczecinie. Obejrzał to wszystko i stwierdził, że potrzebne jest jeszcze jedno wejście na molo. No i my takie tymczasowe wejście zbudowaliśmy w kilka dni. (śmiech) Spektakl odbył się na zakończenie festiwalu. Najpierw odbyło się wręczenie nagród uczestnikom festiwalu. W międzyczasie zrobił się zachód Słońca. Spojrzałam na plażę i proszę mi wierzyć, tylu ludzi nigdy nie widziałam na żadnej imprezie w Ińsku. Jeden przy drugim, chyba z 1,5 tysiąca osób, może nawet 2 tysiące. Pamiętam, że jedna z gazet napisała wtedy, że to było wydarzenie kulturalne 2003 roku – opowiada wiceprezes SILF.
Jak wspominasz festiwal Szymon Kaczmarek? – Najpiękniejsze Ińskie Lato Filmowe przeżyłem, nie wiem w którym roku, ale gośćmi wtedy byli aktorzy Adam Kamień i Maciej Kozłowski. Może nie przyjaźń, ale połączyło nas zażyłe koleżeństwo, przetrwało festiwal. Z Adamem trwa do dzisiaj. Jak poznałem Kamienia? Na przeciwko Centrum Nurkowego były resztki pomostu. Leżę na nim z moją ówczesną partnerką. Niedaleko obok są aktorzy – Kamień i Kozłowski. Skoczyłem do wody, pływam sobie, nagle wymacałem stopą spory kamień na dnie. Stanąłem na nim. Woda sięga mi do pasa. Moja dziewczyna pyta: „tam jest tak płytko ?”. Już chcę odpowiedzieć, że stoję na…I w tym momencie widzę wzrok Adama Kamienia utkwiony we mnie. Odpowiadam więc: „nie, po prostu stoję na głazie narzutowym z epoki lodowcowej”. Śmiech aktorów, i tak się poznałem z Adamem Kamieniem. Załatwiłem wtedy u znajomego ińskiego rybaka, pana Miecia – najlepszego wędzarza ryb na Pomorzu Zachodnim, skrzynkę sielaw. Adam z Kozim kupili skrzynkę piwa i pod tym pomostem, ucztowaliśmy sobie, siedząc po pierś w wodzie, ze skrzynką z piwem i z pływającą na dętce skrzynce z rybą, ciepłą jeszcze z wędzenia. Pokazałem im wtedy także pijalnię piwa „Pod Latarnią” przy stacji kolejki wąskotorowej. Większość gości ILF chętnie tam przychodziła. Choć atmosfera i klienci – „lokalsi” bardzo specyficzni. Filmowcy bratali się tam ze społecznością lokalną. Nawet do takiego stopnia, że jeden z artystów, któremu nieco „sodówka ”na chwilę odbiła i „szpanował” mówiąc po prostu dostał za to „w ryj” od miejscowego. Jak dostał „w pędzel”, to tylko usiadł. Byłem tego świadkiem – wspomina dziennikarz.
Festiwal z 2002 roku Monika Gapińska pamięta z jednego, bardzo ważnego powodu. Atmosfery – niepowtarzalnej, rzadko spotykanej, luzu i otwartości. – W 2002 roku często jeździłam na plany filmowe i na plany zdjęciowe seriali. Wtedy panował na nich pewnego rodzaju rygor. Każda wypowiedź, każdy wywiad musiały być autoryzowane, również zdjęcia. I kiedy przyjechałam do Ińska, to zobaczyłam zupełnie inny świat, wyluzowanych artystów, którzy nie wymagają żadnych autoryzacji swoich wypowiedzi czy wywiadów, do których można się po prostu przysiąść do stolika, zapytać, porozmawiać. Oni zawsze byli chętni. Czasami te wywiady robiło się w częściach – jedna np. po śniadaniu, druga po obiedzie. I to się tak fajnie snuło.
Dla mnie to było zupełnie coś nowego, innego. Jedyną osobą chyba, która funkcjonowała trochę inaczej był Cezary Pazura. Przyjechał na festiwal ze swoją ówczesną żoną Weroniką, która była jednocześnie jego menadżerem. Bardzo pilnowała kontaktów z dziennikarzami. Pazura chyba jako jedyny nie rozmawiał tak swobodnie z nimi jak inni aktorzy i reżyserzy. Zawsze przy nim pojawiała się menedżerka i żądała autoryzacji każdej wypowiedzi i każdego zdjęcie Pazury. Ściśle tego pilnowała – stwierdziła dziennikarka.
Na festiwalowy klimat zwraca uwagę także Szymon Kaczmarek. – Wielu anegdot nie można wykorzysta ć w mediach ze względu na specyficzną prywatną atmosferę jaka panowała w Ińsku podczas festiwalu. Są opowieści, zdarzenia pikantne i wesołe historie. Natomiast nie po to ci artyści tam przyjeżdżali. I moim zdaniem to jest też jedna z różnic między festiwalami w Łagowie i Ińsku. Wielu artystów – gości ILF właśnie na to wskazywało. W Ińsku by ł klimat, fajni ludzie, relaks, ale i dobre jedzenie np. w restauracji Omega. O Boże, jeszcze raz chciałbym stamtąd skosztować pieczeni wieprzowej z buraczkami! Albo potraw w Allegro. A imprezy otwierające festiwal?!? Niektórzy tylko po to przyjeżdżali na festiwal (śmiech) – dodaje dziennikarz.
O nietypowych przysmakach związanych z festiwalem wspominają za to inni goście ILF. –Podczas Ińskiego Lata Filmowego można nie tylko oglądać, ale również smakować dzieła kinematografii. Paulina Wnuk, autorka książki „Kuchnia filmowa”, serwowała widzom zupę porową z „Dziennika Bridget Jones” czy zapiekane jabłka z „Rzezi” Romana Polańskiego – relacjonowali z Ińska w 2014 roku Michał Twardowski i Patrycja Gut z Reflektora.– „Ogólnopolskiego czasopisma kulturalnego rodem z Katowic”.
Goście, goście…
W ciągu 50 lat w festiwalu wzięło udział bardzo wielu znanych reżyserów, którzy w Ińsku prezentowali swoje najnowsze filmy m.in. Sylwester Chęciński, Robert Gliński, Jerzy Hoffman, Agnieszka Holland, Jerzy Kawalerowicz, Jacek Koprowicz, Marek Koterski, Krzysztof Krauze, Waldemar Krzystek, Marek Piwowski, Maciej Drygas i Grzegorz Królikiewicz. Piotr Szulkin, Jan Jakub Kolski, Jan Kidawa-Błoński, Grzegorz Królikiewicz, Robert Gliński, Maciej Drygas, Jerzy Hoffman, Krzysztof Zanussi, Tomasz Lengren, Barbara Sass – Zdort, Mieczysław Waśkowski, Wiesław Saniewski, Miorosław Bork, Stefan Szlachtycz, Jan Jakub Kolski, Łukasz Palkowski. Nie zabrakło również wielu znanych polskich aktorów. W Ińsku pojawili się m.in. Jan Machulski, Iga Cembrzyńska, Artur Żmijewski, Cezary Pazura, Leon Niemczyk, Maciej Kozłowski, Krzysztof Pieczyński, Małgorzata Potocka, Wojciech Wysocki, Adam Kamień, Franciszek Trzeciak, Michał Bajor, Ludwik Benoit, Olaf Lubaszenko, Olgierd Łukaszewicz, Maria Probosz, Hanna Dunowska, Krzysztof Kolberger, Stanisława Celińska, Ewa Kasprzyk, Gabriela Muskała, Andrzej Chyra, Grażyna Błęcka-Kolska, Michał Koterski, Marian Dziędziel. Chętnie do Ińska przybywali także krytycy filmowi np. niekwestionowany autorytet w tym środowisku Leon Bukowiecki i Andrzej Werner, Adam Horoszczak.
„Leon Bukowiecki mając możliwość wynajęcia kajaka w bazie rybackiej szlifował kondycję wiosłując wzdłuż i wszerz wielkiego jeziora. Doland żartował, że przestawał wiosłować tylko wtedy, kiedy miał zapowiedzieć stary film albo przygotowywał siedemdziesiąte któreś przyjęcie urodzinowe” – wspominała Anna Paszkiewicz.
– Największe wrażenie na mnie zrobił na pewno Krzysztof Zanussi, który był u nas dwa, albo nawet trzy razy. Jego sama osobowość jest niezwykła, to jest piękny człowiek. Nigdy nie był jakiś wyniosły, czy z dystansem. Ale super wrażenie na mnie wywarł i był świetnym człowiekiem nieżyjący niestety już aktor Wojciech Siemion, z którym oglądałam wszystkie kościoły w okolicy, bo był znawcą sztuki sakralnej. A niezapomniane chwile na pewno spędziłam z Leonem Niemczykiem. Najpierw go spotkałam na festiwalu filmowym w Nowogardzie i zaprosiłam go do Ińska. Przesympatyczny człowiek, nigdy nie zmęczony, zawsze tryskający humorem. Myślę, że aktorzy i reżyserzy, którzy przyjeżdżają do Ińska zarażają się tą naszą imprezą, jej klimatem i chcą do nas wracać. Nawet z rodzinami – zapewnia Teresa Działoszewska.
– Na jeden z festiwali przyjechałem z moim psem Merlinem – owczarkiem francuskim. Był wtedy pokaz polskiego filmu „Deszczowy żołnierz”. Było także spotkanie z reżyserem tego obrazu. Na ten film poszedłem jak na każdą inną projekcję
– z moim psem Merlinem, potulnym i spokojnym, choć olbrzymim. Na Sali, w czasie seansu, kosmiczna nuda. W pewnym momencie Merlin głośno zajęczał przez sen. Wzbudziło to salwę śmiechu. I to był chyba najbardziej ekscytujący moment tego filmu. Skończył się pokaz. Wychodzi reżyser i zaczyna tłumaczyć widzom, że ten film jest tak skomplikowany, że trzeba go dwa razy zobaczyć, aby go zrozumieć. Reżyser to mówi! Podniosłem więc rękę i mówię: „chciałem wszystkich Państwa przeprosić za zachowanie mojego psa. Bo chyba przyśniło mu się, że musi drugi raz ten film obejrzeć”. Śmiech na sali. Bywałem też na łagowskim festiwalu filmowym. Dwa albo trzy razy. W Ińsku nie było takiego zadęcia jak tam. Nawet jak przyjeżdżali naprawdę wielcy artyści, nigdy nie było żadnej „napinki”, bufonady, zadzierania nosa. Choć był pewien reżyser, prawdziwy bufon.
Nie wspomnę nazwiska, bo i on sam i jego twórczość, przynajmniej na mnie, nie robi wrażenia – dodaje Szymon Kaczmarek.
– Pamiętam też, że wtedy na festiwalu w 2002 roku był Stanisław Manturzewski – żywa historia polskiej kinematografii.
Do Ińska przywiózł swój film dokumentalny o Janie Himilsbachu. Ja Go wtedy nie znałam, to nazwisko niewiele mi mówiło, nie znałam Jego twórczości. Natomiast rozmowy z Nim były fascynujące. Chętnie z nim rozmawiałam nie tylko żeby zrobić wywiad, tylko żeby Go słuchać. On był głównie twórcą filmów dokumentalnych, pisał książki o filmie. Ale występował też w wielu filmach jako aktor – naturszczyk, czy też jako statysta. Znał się świetnie z Markiem Piwowskim, z Jerzym Hoffmanem, z Andrzejem Wajdą. Opowiadał wspaniałe historie, anegdoty z planów zdjęciowych. Fantastyczna osoba, rozchwytywana, wszyscy chcieli z nim rozmawiać. Wokół Niego ciągle kłębiło się mnóstwo ludzi – wspomina Monika Gapińska.
Teresa Działoszewska chętnie wspomina pewne wydarzenie związane z ILF. – Może nie anegdota, ale bardzo fajna historia. Jak pierwszy raz do Ińska przyjechał Olaf Lubaszenko. Miał wtedy może 18, 19 lat, zagrał w kilku swoich pierwszych filmach. Zawsze organizowałam w domu kolację, w której brali udział Doland i Ania Paszkiewicz i inni goście związani z festiwalem. Doland idąc do mnie zaprosił także Olafa. A Olaf był dżentelmenem i postanowił przyjść z kwiatami. Tylko, że w Ińsku nie było kwiaciarni. „Pożyczył” więc trochę kwiatów od moich sąsiadów i przyniósł mi bukiet pięknych gladioli (śmiech) – opowiada wiceprezes SILF.
Przed nami jubel
Od 31. edycji festiwal był organizowany przy udziale Internetowego Serwisu Filmowego Stopklatka.pl. Impreza koncentruje się szczególnie na prezentacji najnowszego kina polskiego, a także twórczości związana z różnicami kulturowymi. Ważne miejsce odgrywają młodzi twórcy i prezentacje ich dorobku. Obecnie imprezę organizują: Stowarzyszenie Ińskie Lato Filmowe oraz Urząd Gminy i Miasta w Ińsku. – Byłam burmistrzem dwie kadencje, do 2006 roku. W 2004 roku stwierdziłam, że nie wiem jaki będzie mój następca, czy będzie kochał kino tak jak ja, czy będzie grupa ludzi, która to wszystko pociągnie dalej. W grudniu 2004 roku w Książnicy Pomorskiej założyliśmy Stowarzyszenie Ińskie Lato Filmowe – wyjaśnia Teresa Działoszewska.
W tym roku festiwal obchodzi jubileusz – 50-lecie powstania.
Co nas czeka? – Będzie mnóstwo atrakcji np. film zrobiony specjalnie z okazji jubileuszu. Ale najważniejsze chyba będzie otwarcie Omegi, byłej sławnej restauracji w Ińsku. Teraz będzie ona pełnić funkcję Galerii Ińskiego lata Filmowego. W 2021 roku, w maju, Stowarzyszenie postanowiło kupić ten obiekt. Każdy, ile miał, tyle dał i kupiliśmy lokal. Znalazłam dofinansowanie z Ministerstwa Kultury. Dzięki tym funduszom zrobiliśmy generalny remont. Teraz zamiast Omegi jest O! Mega (śmiech). Otwarcie będzie 12 sierpnia. Obok galerii będzie tam m.in. biuro festiwalowe, stała wystawa poświęcona tej imprezie, sala multimedialna, kawiarnia. W tym roku na inauguracji festiwalu ma również wystąpić orkiestra dęta z domu kultury 13 Muz w Szczecinie, czyli „Szczecińska Trzynastka”. A na zakończenie wystąpi Warszawska Orkiestra Sentymentalna. No i oczywiście filmy, filmy i jeszcze raz filmy. Atrakcji przewidzieliśmy sporo, codziennie coś będzie się działo. Zapraszamy! – zachęca wiceprezes SILF.
foto: Małgorzata Bortnik – Stowarzyszenie Ińskie Lato Filmowe, archiwum Roberta Stachnika i Szymona Kaczmarka oraz zbiory Bohdana Kowalskiego.













