Na kotach dobrze się nie znam, ale jednak coś tam o nich wiem. O Julku, kocie mojego kuzyna Roberta mogę powiedzieć z całą stanowczością, że jest tłustym kotem. Ktoś mniej delikatny orzekłby wręcz, że bardzo tłustym. Twardą podstawę do sięgania po tak jednoznaczny epitet stanowi nie tyle rzucająca się w oczy nadwaga Julka, ile jego ruchowa aktywność. A właściwie całkowity jej brak.
Pamiętam – a było to ładnych parę marców temu – jak Julek czaił się nieustannie, żeby tylko przecisnąć się przez szparę w drzwiach i wybiec na ogród. Myszy mu tylko były w głowie i kocice. Jakie miał sukcesy na polu kocic za wiele nie wiem, ale na własne oczy widziałem, jak zmachany Julek wracał wieczorem do domu z pięcioma myszami w pysku. Duma rozrywała mu pierś i ogon stawiała na sztorc.
Dziś Julek wciąż tylko leży i sennie mruczy. Pomyślałby kto, że śni mu się rzeka mleka, taki rozmarzony ma Julek ten swój pysk. Ale ja już Julka dobrze znam i wiem, że mleko to on ma w dupie. Jemu buciczki się śnią, i to nie żadne takie tam starocie z cholewami, w jakich paradował Kot w butach. Julkowi buciczki Gucciczki chodzą po głowie i pantofle od Prady i sneakersy od Balenciagi i jeszcze pomady wszelakie marki Chanel, żeby mu wąsy ładnie sterczały. Taki to z Julka tłusty kot.
Bądźmy realistami. Tyle z tych Julkowych marzeń się ziści co kot napłacze. Mój kuzyn Robert to nie żaden Karl Lagerfeld. Z pewnością swojego Julka kocha, ale złotej kuwety mu przecież nie kupi. To nie jest taka miłość jaką Karl obdarzył swoją Choupette, niebieskooką białą kotkę rasy birmańskiej, codziennie sześć razy czesaną przez dwie osobiste pokojówki, karmioną przez własnego szefa kuchni i całodobowo strzeżoną przez boadyguard team.
Jeśli Twój kot jest tłustym kotem, to mam dla Ciebie propozycję. Okaż swojemu kotu miłość uszczęśliwiając go którymś z tych fantastycznych dań. To może być na przykład mała puszka British Banquet za marne 200 funciaków. Twój kot otrzyma zbilansowaną potrawę, w której dominującymi składnikami będą – tu cytuję – „homar z Norfolk, krab z Devon i poławiany na wędkę szkocki łosoś”. Jako alternatywę proponuję saszetkę Catz Finefood Purrrrly, w wersji serce jagnięce plus krewetki lub w wersji lama i struś. Wszystko do kupienia w Internecie.
Najwięcej tłustych kotów znajduje się nie wśród kotów, a wśród ludzi. Cóż, to i owo o tym wiem. Głównie z autopsji. Daleko mi do luzu w kieszeniach Lagerfelda, ale i tak przecież przez żadne szpary w drzwiach przeciskał się nie będę, bo nie trawi mnie już żaden głód. Nie wstanę o świcie, nie zarwę nocki, nie stanę na głowie, nie ubrudzę sobie rąk. Ja już się w życiu nawiosłowałem. Pewnie, miło byłoby zdobyć jeszcze w życiu jakiś mały choćby szczyt, byleby tylko zerowym kosztem.
Chyba nie wywołam żadnych kontrowersji, jeśli powiem, że tłustych kotów nie brakuje również wśród państw. Bo państwa funkcjonują w podobnych cyklach jak ludzie. Też się rodzą, dojrzewają, krzepną, gromadzą tłuszcz, starzeją i wreszcie – choć to może trwać długo – umierają. Patrzę na Francję i widzę Julka, patrzę na Niemcy – wykapany Julek, patrzę na cały Zachód – wszędzie Julek. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Stany to jeszcze taki wciąż głodny kot. Nic bardziej mylnego.
Mam tu przed nosem trochę faktów i liczb. Kalifornia – stan, który kocha się w swoim wizerunku globalnej kolebki innowacji – w 2008 roku postanowiła zbudować szybką kolej z San Francisco do Los Angeles. Jakieś 800 kilometrów. Planowany termin zakończenia? 2020. Budżet? 33 miliardy dolarów. Minęło siedemnaście lat. Nie ma ani jednego odcinka zdatnego do przewozu pasażerów. Budżet? 106 miliardów i rośnie. Termin? Nieznany. To tylko mały przykładzik.
W tym samym czasie – dokładnie w tym samym – Chiny zbudowały 50 tysięcy kilometrów kolei dużych prędkości. Pierwszą linię uruchomili w 2007. W 2020 mieli już 36 tysięcy kilometrów. Teraz mają ponad 50 tysięcy. To liczby z głośnej książki „Dostatek” Ezry Kleina i Dereka Thompsona. Polecam! Chiny wciąż są głodne. Nie krępuje im ruchów żaden „tłuszcz”. Żadnych regulacji, praca na trzy zmiany po 12 godzin dziennie, warunki koszarowe, spotkanie z rodziną raz w roku. Cena szybkiego wzrostu.
Julek ma się dobrze, bo Julek ma Roberta. Whiskas zawsze w domu się znajdzie. No ale powiedzmy sobie szczerze, gdyby nie Robert, Julek miałby przerąbane. Wszystkie głodne koty sprzątnęłyby mu sprzed nosa każdą mysz.
Zbigniew Skarul
P.s. Felieton inspirowany lekturą książek: „Dostatek”, „Chiny 5.0”, „Chiny bez makijażu”, „Chińczycy trzymają na mocno”, a przede wszystkim „Jak radzić sobie ze zmieniającym się porządkiem świata. Zasady. Dlaczego narody odnoszą sukcesy i upadają” Raya Dalio.





