- Reklama -
spot_img

Caspar David Friedrich – śladami romantyka z Pomorza

Strona głównaStyl życiaKulturaCaspar David Friedrich – śladami romantyka z Pomorza

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

W Muzeum Narodowym w Szczecinie można obejrzeć wystawę „Figura odwrócona” przygotowaną przez naszego redakcyjnego kolegę – Daniela Źródlewskiego, a w ostatnim tygodniu miesiąca odbędzie się kilkudniowy festiwal poświęcony jednemu z najsłynniejszych malarzy świata – mistrza niemieckiego romantyzmu Casparowi Davidowi Friedrichowi. Artysta pochodzi z Pomorza – urodził się pobliskim Greifswaldzie. Daniel od blisko 15 lat bada jego twórczość i podąża jego, nie tylko artystycznymi, śladami.

 

Powodem jest 250 jubileusz urodzin Caspara Davida Friedricha, który w całych Niemczech jest obchodzony wręcz bizantyjsko. Ale to nie wszystko?

Tak naprawdę oczy na Caspara Davida i jego twórczość spoglądają z całego świata. Jego sława przekroczyła znacznie granice niemieckiego romantyzmu – mówimy w końcu o jednym z najsłynniejszych malarzy świata. Przez cały rok odbywały się i odbywają wystawy, festiwale, spektakle, koncerty… Rynek wydawniczy i pamiątkarski puchnie od „friedrichomani”. Z jego obrazami można kupić niemal wszystko – od magnesów i kubków po bieliznę (śmiech). Drugi powód jest bardziej prozaiczny, ale przez to zaskakująco ciekawszy, gdyż to pomorski „ziomal”, nasz kamrat. Friedrich jest chłopakiem z Pomorza, urodził się w zaprzyjaźnionym i sąsiadującym ze Szczecinem Greifswaldzie. Trzeci powód to moja nieposkromiona fascynacja jego twórczością.

Kiedy się w nim „zakochałeś”. Jakie były okoliczności tej fascynacji?

Wszystko zaczęło się w 2009 roku. Pracowałem wówczas w Telewizji Polskiej i zajmowałem się także tematyką morską. Wybrałem się z grupą dziennikarzy w rejs „Darem Młodzieży”, na trasie Szczecin – Petersburg – Gdynia. Ponad tygodniowa droga do Petersburga to było coś wspaniałego. Większości nocy nie przespałem, gdyż to co mogłem oglądać na horyzoncie było niesamowite – te wszystkie wschody i zachody słońca, noce, poranki. W Petersburgu punktem obowiązkowym jest zwiedzanie Ermitażu, na które mieliśmy bardzo mało czasu. Pamiętam, jak biegłem przez całe muzeum, by zobaczyć jak najwięcej i na dłużej zatrzymałem się tylko przed jedną ścianą. Cała była wypełniona malarstwem Caspara Davida Friedricha. Nie wiedziałem jeszcze wtedy kto to jest. Za to zobaczyłem w tych obrazach to, co mnie tak urzekło, gdy płynąłem żaglowcem. Kilka lat później w Berlinie ponownie natknąłem się na Friedricha i dopiero wtedy sprawdziłem kim jest autor tych niesamowitych obrazów. Okazało się, że to „nasz” człowiek. Zafascynowany jego osobą, zacząłem zwiedzać kolejne muzea, oglądać jego dzieła, czytać o nim i o jego twórczości, próbować zrozumieć jego fenomen i geniusz. I tak minęło 15 lat.

 

 

Od lat w mediach społecznościowych dzielisz się relacjami z niezwykłych podróży.

Tak, by zrozumieć jego sztukę, byłem chyba we wszystkich miejscach z nim związanych. Dokładnie poznałem miasta jego życia – Greifswald oraz Drezno. Podążałem szlakami jego podróży, tak dobrze dokumentowanych w listach, notatkach czy na kartach szkicowników. Była Rugia, Szwajcaria Saksońska, Karkonosze, ale także Góry Harzu czy okolice obu jego miast. Dokładniejszą „mapą” tych ekspedycji były wreszcie same obrazy i miejsca na nich uwieczniane, m.in. ruiny zamku Landskrone, dęby w Ivanecke czy Breesen, katedra w Neubrandenburgu, Przylądek Arkona, skały kredowe w Jasmundzie, rugijskie dolmeny, a wreszcie ruiny klasztoru Eldena w Greifswaldzie. Tu nawet pokusiłem się o swoisty „challenge” odwiedzając to miejsce wielokrotnie o każdej porze roku, dnia i nocy (śmiech). W Reinhardtsdorf-Schöna niedaleko Drezna znalazłem skałę ze słynnego „Wędrowca nad morzem mgieł”.

No właśnie, patrząc na jego najsłynniejszy obraz, czyli wspominanego właśnie „Wędrowca nad morzem mgieł” odnoszę wrażenie, że już go gdzieś widziałam. Ten człowiek na szczycie góry towarzyszy mi prawie od dziecka i kojarzy mi się ze… szkołą.

Ktoś kiedyś za „komuny” wpadł na szalony pomysł i obraz „Wędrowiec nad morzem mgieł” stał się obowiązkową ilustracją „Kordiana” Juliusza Słowackiego, którego mieliśmy jako lekturę obowiązkową na lekcji języka polskiego. Jednak prawdziwy szał na „Wędrowca” przyszedł wraz ze smartfonami z aparatem fotograficznym. To najczęściej reprodukowany obraz świata. Każdy kto był choć raz w górach zrobił sobie fotkę na jakimś szczycie, spoglądając przed siebie. Oczywiście nie o to chodzi w tym dziele. To co od razu zauważymy to, że bohater tego obrazu stoi do nas tyłem. Jest to charakterystyczne dla twórczości Caspara Davida. Niektórzy złośliwie twierdza, że artysta nie potrafił w twarze. Być może nie potrafił a może po prostu nie lubił. A może był to celowy zabieg. Kiedy patrzymy na ten obraz, czy na inne, gdzie postacie stoją do nas tyłem, możemy identyfikować się z bohaterami tych dzieł i patrzeć ich oczyma na to co przed nami. Z drugiej strony może faktycznie nie był najlepszy w twarzach. Malował sporo na zamówienie. Nie były to jednak klasyczne portrety. Na przykład na jednym obrazie umieścił łódkę z imieniem osoby, dla której był to obraz. Sprytne.

 

 

 

Albo oryginalne. Na czym jeszcze polegał jego fenomen i oryginalność?

O Friedrichu można powiedzieć, że jest prekursorem photoshopa. Krajobraz z „Wędrowca” w całości nie istnieje, ale te poszczególne masywy, formacje skalne, które go tworzą, istnieją naprawdę, tylko osobno. Caspar nie był malarzem sztalugowym w tym sensie, że brał niezbędne sprzęty i szedł malować w konkretne miejsce, tylko w czasie wędrówek robił dużo szkiców fragmentów pejzażu, który napotkał po drodze. To arcydokładne rysunki, na podstawie których można by wydać jakiś podręcznik do biologii (śmiech).

Później te kawałeczki umieszczał na płótnach tworząc zupełnie nową jakość. akim przykładem są ruiny klasztoru Eldena w Greiswaldzie, które umieścił na tle… Karkonoszy.

Który z jego obrazów, jest Twoim ulubionym?

Bez cienia wątpliwości „Etapy życia”. To symboliczna scena o niezwykłej urodzie. Na brzegu morza, przy zachodnie słońca, stoi pięć postaci, w różnym wieku – owe etapy życia. Każdej z postaci przypisany jest odpowiedni „windjammer” na morzu… A do tego te barwy! Piękny i mądry obraz.

– Reklama –

spot_img

Był doceniany za życia, był lubiany?

Na początku nie przebijał się ze swoją sztuką. Warto też wspomnieć, że na studiach w Kopenhadze uczył się rysunku, nie malarstwa. Olej w jego twórczości pojawił się dość późno, bo dopiero w 1908 roku, Objawił się dopiero obrazem, na który widzimy krzyż stojący na górze, a prawdziwe „zamieszanie” w konserwatywnym świecie sztuki wywołał dopiero płótnami: „Mnich nad morzem” oraz „Ruiny klasztoru w Dąbrowie”. Nie każdy z jego obrazów się podobał, nie zawsze się sprzedawał. Sam Caspar David jako człowiek był mrukiem. Wpływ na to miała tragedia jak wydarzyła się w jego dzieciństwie. Szybko stracił mamę, a później ukochanego brata Christiana. Ponoć było tak, że chłopcy poszli pojeździć na łyżwach na rzece i w trakcie jazdy załamał się pod nimi lód. Brat uratował Caspara, ale sam nie wydostał się już spod lodu. Jest też inna wersja, która mówi, że chłopcy bawili się na fosie, przygotowanej przez rodziców wanience udającej łódkę. Łódka się wywróciła i brat Caspara zmarł.

Abstrahując od tej tragedii, Friedrich był też wielkim patriotą. Widać to na jego niektórych obrazach, chociażby na tym, na którym stoi dwóch mężczyzn spoglądających na księżyc. Obaj ubrani są w stroje staroniemieckie, które w takim okresie były, nazwijmy to w cudzysłowie „zakazane”. Można powiedzieć, że był przy tym buntownikiem. Na jednym obrazie namalował nagrobki, na których umieścił nazwiska filozofów, których poglądy były sprzeczne z obowiązującymi wówczas doktrynami. Chciał ich w ten sposób przywołać.

 

 

 

Jakie miejsce zajmuje twórczość Friedricha współcześnie. Jaki ma wpływ na dzisiejszych artystów?

Jego twórczość jest bezcenna. Namalował ok. 300 obrazów, kilkadziesiąt zostało zniszczonych albo uważa się je za zaginionych. Sporo jego dzieł znajduje się w prywatnych kolekcja, na rynku znajdują się jego rysunki. Dziś obok Friedricha, niemal jednym tchem, wymienia się zaprzyjaźnionych z nim takich malarzy jak Carl Gustav Carus, Johan Christian Clausen Dahl, Georg Friedrich Kersting czy Philipp Otto Runge (notabene urodzony w pomorskim Wolgast). Później z twórczości Friedricha „korzystali” koleni wielcy, choćby Arnold Böcklin czy Edvard Munch, a nawet Max Ernst, René Magritte czy Lyonel Feininger. Patrząc na nasze lokalne podwórko, to muszę wspomnieć o znakomitej malarce. Katarzynie Szeszyckiej. Katarzyna wychodzi z malarstwa romantycznego. Jak nikt inny, potrafi najlepiej w swojej twórczości oddać ducha Friedricha i jest to absolutnie wspaniałe.

Gdzie można najlepiej poznać malarstwo Caspara Davida Friedricha.

Do początku stycznia w Albertinum w Dreźnie trwa wielka retrospektywa „Caspar David Friedrich. Gdzie wszystko się zaczęło”. Poprzednie miały miejsce w Hamburgu i Berlinie, oczywiście byłem (śmiech). W Greifswaldzie, w Muzeum Pomorza, wciąż można oglądać wystawę specjalną z kilkoma obrazami artysty („Łąki pod Greifswaldem”). Gdy miną obchody jubileuszowe i dzieła wrócą na swoje miejsce, to polecam wyprawę do Hamburga („Wędrowiec…”), Lipska („Etapy życia"), albo do Berlina („Mnich and morzem”).

Dziękuję za rozmowę.

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać