Z kościoła garnizonowego procesja św. Łucji zaprowadziła wszystkich wprost na tradycyjne duńskie przyjęcie. Jak co roku żołnierze z Dowództwa Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego i ich rodziny tak świętowali Jule Glögg, czyli przedświąteczny czas.
Po duńsku Jule – znaczy Nowy Rok, a Glögg – to czerwone grzane wino. Na stołach królowały śledzie, bez których nie odbywa się żadna duńska uroczystość. Goście zajadali się też łososiem, krewetkami, pieczonymi ziemniaczanymi kulkami i serami.
Obowiązkowo też wszyscy próbowali tradycyjnego pasztetu z mocno wypieczonym boczkiem. Ważnym punktem spotkania był charytatywny bazar świąteczny zorganizowany przez żony duńskich oficerów. Oczywiście w spotkaniu wzięła udział cała społeczność wielonarodowego korpusu. dp





