Właścicielka firmy w centrum Paryża, prowadząca warsztaty z managementu interkulturowego oraz szkołę językową. Głównie uczy języka francuskiego, ale także angielskiego. Ten opis pasujący do francuskiej dziewczyny ze stolicy dotyczy rodowitej szczecinianki – Mileny Koralczyk, która do Francji wyjechała w 2002 roku, czyli zanim Polska dołączyła do Unii Europejskiej.
Jeszcze będąc nastolatką, po szkole podstawowej nr 59 na prawobrzeżu, wybrała edukację w LO III w Dąbiu, jak sama mówi – z uwagi na planowaną klasę z rozszerzonym językiem właśnie francuskim. Ostatecznie jednak z planów wyszły wówczas nici i Milena postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Zdała maturę i wyruszyła do Paryża jako au pair. W Szczecinie mieszkała więc tylko do osiemnastego roku życia, a jej wspomnienia kończą się na pracy jako sprzedawca lodów podczas Dni Morza i w wypożyczalni kaset video na osiedlu Bukowym pod koniec nauki w liceum.
Przyjazd, a nie wyjazd
Kierunek Paryż nie był w przypadku Mileny przypadkowy. Jako dziecko mnóstwo czasu spędzała z babcią, która właśnie francuskiego zaczęła uczyć się jeszcze przed wojną, a potem kontynuowała naukę w państwowym gimnazjum.
– To właśnie ona zaszczepiła we mnie najpierw fascynację językiem, a wkrótce także kulturą i samym wyobrażeniem Francji – wspomina Milena Karolczyk. – To nie były przecież czasy internetu, gdzie w każdej chwili można zobaczyć dowolne miejsce na świecie. Wówczas obraz powstawał w mojej wyobraźni na podstawie opowieści babci! Nieco później, w szkole, na lekcjach języka i historii, ale i nauk ścisłych, widziałam, jak wiele nurtów, trendów kulturowych i intelektualnych pochodzi właśnie z Francji i moje zainteresowanie tym krajem nieustannie rosło.
Milena nie tylko uczyła się języka, ale także zgłębiała wiedzę o historii kraju, ludziach tworzących tamtejsze społeczeństwo i poszczególnych miastach. Wśród wielu atrakcyjnych miejsc szybko szczególną jej uwagą zaczął cieszyć się sam Paryż. Sama nazwa przywodzi do głowy charakterystyczne obrazy nam wszystkim, nie tylko dlatego że sami mieszkamy w Paryżu północy… Rezultatem tej narastającej fascynacji Francją i jej stolicą był właśnie przyjazd do niej. Milena podkreśla, że jej podróż to nie był wyjazd z Polski, ale właśnie przyjazd do Paryża.
– Mnie przyciągnęły przede wszystkim estetyka i pocztówkowa atmosfera miasta, jak również dostęp do kultury przez wielkie „K” – mówi Milena. – Dodatkiem było szerokie pojęcie wolności, jakiego wyobrażenie powstało w moich marzeniach i w dość dużym stopniu okazało się rzeczywistością. Duże miasta przyciągały mnie od zawsze, ale pomimo tego wszystkiego, wcale nie było tak sielankowo od samego początku. Zanim poczułam, że Paryż to moje miejsce w stu procentach, przebyłam dość długą drogę i to daleką od pocztówkowych malowniczych alei…













