Fach odziedziczył po ojcu i dziadku, bardzo rozwijając rodzinną firmę. Paweł Lepert jest świetnym optykiem – w Szczecinie prowadzi dwa salony – Optyk Lepert i Manufakturę Wzroku. Jest także utalentowanym projektantem okularów. Stworzył m.in. okulary dla Jurka Owsiaka, kolekcję dla Vistuli, a jest szansa, że jego okulary nosić będzie sam książę Monako – Albert. Nam opowiedział o swojej pasji, o genach i miłości do okularów.
Panie Pawle – jak to się wszystko zaczęło?
Z branżą optyczną jestem związany poprzez geny. Wpływ na mnie mieli dziadek, ojciec i wujek, który w Szczecinie także prowadził salon Optyk Tęcza. Nasz salon, zanim mój dziadek go wykupił w 1981 roku od państwa, nosił nazwę Foto Optyka. Znajdował się w tym samym miejscu co Optyk Lepert, przy Al. Wojska Polskiego.
W salonie, który prowadził znajdowały się podstawowe, raczej klasyczne okulary, niczym się niewyróżniające. Kiedy tata zaczął pracować u dziadka. pojawiły się nietuzinkowe okulary, będące znakiem rozpoznawczym salonu. Ojciec sprowadzał oprawy z Japonii, Francji, Włoch. Był bardziej rzemieślnikiem niż przedsiębiorcą, niekiedy kupował przedziwne, niezwykle oryginalne fasony. Przez to salon był bardzo ciekawym miejscem, nie tylko na tle Szczecina, ale całej Polski. Do jego popularności przyczynili się również sami klienci. Ojciec miał dar zjednywania sobie ludzi, dar rozmowy. Bardzo wielu klientów stało się też jego przyjaciółmi. Aktualnie po okulary przychodzą dzieci tamtych klientów oraz ich dzieci.
Był Pan niejako skazany na bycie optykiem…
Zazwyczaj jest tak, że jak dzieci są z boku w biznesie, to pragną w dorosłym życiu spróbować czegoś innego. Podobnie było ze mną. Przez dwa, trzy lata byłem informatykiem, po czym jednak trafiłem do salonu ojca, gdzie przez 6 lat pracowałem razem z nim, ramię w ramię. Tata zajmował się sprzedażą, a ja warsztatem – oprawiałem szkła.
Zawód optyka jest dość specyficzny, gdyż jak się sprzeda taką oprawę to jeszcze trzeba, po zamknięciu zakładu, oszlifować szkła. Przygotowanie oprawy do wydania zajmuje od 40 minut do półtorej godziny. Trzeba również przygotować soczewki. Co ciekawe nikt z nas nie jest symetryczny, nikt z nas nie ma takiej samej wady wzroku, więc okulary powinno wykonywać się wyłącznie w salonie optycznym. Optyk potrafi idealnie dobrać odpowiednią moc. Dla wielu klientów soczewki okularowe to transparentny plastik. My optycy widzimy technologię, która co roku się zmienia.
Szlifowanie szkieł jednak Panu nie wystarczało?
Moim marzeniem zawsze było projektowanie okularów oraz ich produkcja. Interesował mnie design, lubiłem projektować. Produkcja, żeby ją zacząć, wymagała bardzo dużych nakładów finansowych. Uznałem więc, że raz się żyje i … sprzedałem mieszkanie oraz samochód i za te pieniądze kupiłem starą produkcję okularów, która stanęła w garażu, który mi z tego wszystkiego pozostał. Produkcja okularów jest trudnych technologicznie procesem, którego nikt mnie nie nauczył. Na tamten czas w Polsce było tylko dwóch producentów, którzy nie chcieli się ze mną dzielić technologią. Nie było filmów instruktażowych, chociażby tych na You Tube. Uczyłem się zatem sam, często na własnych błędach. Trwało to półtora roku, a w międzyczasie cały czas pracowałem u ojca.
W 2009 roku na targach w Poznaniu, wystawiłem się po raz pierwszy ze swoimi autorskimi okularami pod nazwą Paul Vadim. Nazwa pochodzi od moich imion – Paweł i Wadim. Większość klientów myślała, że oprawki do okularów wykonane były z plastiku, a są naprawdę z naturalnego materiału o nazwie acetat celulozy. Jest to drogi materiał, który produkuje się głównie we Włoszech. Ten sam acetat, który użyłem w swoich oprawkach, wykorzystywany jest w okularach Dior, Ray Ban czy Gucci. Wymyśliłem przy tym, że będę robił okulary a’la drewniany look, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Pomimo, iż moje stoisko nie wyglądało jakoś okazale, targi okazały się sukcesem. Miałem dużo zamówień. Pracowałem w salonie ojca po 10-12 godzin, a wieczorami robiłem swoje okulary. I tak krok po kroku rozwijałem produkcję. Zaprojektowałem okulary m.in. dla Jurka Owsiaka, w których występował w różnych spotach, a które później zasiliły aukcję jego Orkiestry. Zaprojektowałem także kilka kolekcji opraw okularowych dla różnych firm, w tym dla Vistuli.
W międzyczasie, kiedy produkowałem swoje okulary, otworzyłem drugą firmę, która zajęła się dystrybucją markowych okularów w Polsce i dostarcza okulary do ponad 4 tysięcy salonów optycznych na terenie całej Polski.
Ale to nie wszystko. Wyszedł Pan z okularami daleko poza Szczecin.
Otworzyłem w Warszawie showroom, w którym dobieramy celebrytom okulary z naszej dystrybucji. Naszymi klientami byli m.in. Jolanta Kwaśniewska, Radosław Majdan czy Bogna Sworowska. Ogólnie nasi wszyscy klienci są dość specyficzni. To ludzie, którzy doceniają jakość i szukają nietuzinkowych okularów. Mamy przedział cenowy dla każdego klienta. W niezależnych salonach optycznych takich jak nasze, ma on pewność, że przychodzi do kogoś kto uwielbia to, traktuje ten zawód jako pasję, upaja się tym. Personel, który pracuje w naszych salonach to świetnie wykształcone i mające spore doświadczenie pracownice. Jako ciekawostkę przytoczę, że średnia naszego doświadczenia w zespole to ponad 14 lat na pracownika a od 1981 wykonaliśmy ponad 100 000 okularów dla Szczecinian – taką historią może pochwalić się mało który optyk w Polsce.
A co z projektowaniem. Przez pewien czas zarzucił to Pan. Będzie powrót?
Wszystkie moje firmy żyją już własnym życiem, w każdej jest osobny CEO. W ułożeniu wszystkiego od blisko 10 lat pomaga mi też moja partnerka Agnieszka. Jest więc czas by wrócić właśnie do projektowania. W Polsce nie ma takiego zawodu jak projektant okularów. Nikt też nie zabłysnął jako projektant okularów na międzynarodowej arenie. Patrząc na to mam chęć zdobyć ten rynek. Przez splot różnych sytuacji, w kwietniu tego roku podpisałem umowę z Księstwem Monako jako pierwsza firma z Polski, która podpisała jakikolwiek z nimi kontrakt. Będę dla nich produkował okulary pn. Monte Carlo. Użytkownikiem tych okularów będzie sam książę Albert.
Ogromny sukces!
Na to jestem nastawiony. Niemniej jednak najważniejszym dla mnie sukcesem jest to, że przekroczyliśmy tę liczbę 100 000 par wydanych okularów i co roku wzrasta liczba klientów, którzy nam zaufali i właśnie nam powierzyli wykonanie swojej pierwszej, bądź kolejnej pary opraw.
O czym to według Pana świadczy?
To świadczy m.in. o tym, że okulary to nie tylko proteza wzroku, ale także ozdoba, akcesoria modowe, a my za modą nadążamy, a nawet ją kreujemy.
Dziękuję za rozmowę.












