- Reklama -
spot_img

Metalowe zaręczyny

Strona głównaMetalowe zaręczyny

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Legenda szczecińskiej sceny metalowej. Ma na swoim koncie siedem płyt długogrających. Występowali na wielu festiwalach, m.in. Metalmanii, w Jarocinie, na Przystanku Woodstock, a także w Kopenhadze na It’s Alive ’94, gdzie byli jedynym zagranicznym zespołem.

W Polsce znani m.in. z coverów „Kocham cię kochanie moje” i „Pretty Woman”. Obecny skład: Tomasz Skuza „Skaya”, założyciel zespołu (wokal), Marcin „Cimas” Szeremeta (gitara), Mateusz „Matek” Lazar (gitara) i Sebastian „Seba” Górski (perkusja).

Prawdziwie rockandrollowy finał miały obchody 20-lecia szczecińskiego zespołu Quo Vadis. Podczas koncertu w klubie Słowianin lider grupy Tomasz Skuza oświadczył się ze sceny swojej narzeczonej Katarzynie Kulikowskiej i został przyjęty! O nietypowych zaręczynach, a także dwóch dekadach wspólnego grania, współpracy z Jurkiem Owsiakiem i niezapomnianych imprezach z Bogusławem Lindą – specjalnie dla „Prestiżu” lider zespołu Quo Vadis Tomasz Skuza.

– Już od dawno chciałem oświadczyć się Kasi – opowiada Tomasz Skuza. – Chciałem, żeby oświadczyny miały oryginalną oprawę. I udało się! Oczywiście wcześniej kupiłem pierścionek i wszystko dokładnie zaplanowałem. – Ja nie spodziewałam się zupełnie, więc kompletnie mnie zamurowało – opowiada Katarzyna Kulikowska. – Gdy w trakcie koncertu Tomek poprosił mnie na scenę i zapytał, czy zostanę jego żoną, po prostu odebrało mi mowę. Chciało mi się śmiać i płakać równocześnie, nie słyszałam, co się dookoła mnie działo. Ale zdołałam powiedzieć „tak”! To był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu! – opowiada wzruszona.

Publiczność oszalała, wszyscy bili brawo, śpiewali sto lat. A miał kto gratulować, bo na koncercie bawiło się ponad 600 osób. Szampan lał się strumieniami, a splendoru dodawał fakt, że wystąpili wszyscy dotychczasowi członkowie zespołu. Na koncercie bawił się też radny Jędrzej Wijas, który, jak się okazało, jest wieloletnim fanem Quo Vadis.

Wszystko zaczęło się 1988 roku. Trzech zbuntowanych nastolatków postanowiło założyć zespół. Mariusz „Bączek” Bączkiewicz zaprosił do współpracy Tomka „Skayę”, potem do zespołu dołączył też Wojtek Słabicki. Połączyła ich muzyczna pasja i typowy dla wieku bunt przeciw wszystkiemu. Nazwę wymyślił Bączek.

– Jak oglądam zdjęcia z tamtych lat, to płakać mi się chcę ze śmiechu. Obowiązkowo długie włosy z trwałą, do tego wąs à la Małysz, gumowe lycry i dżinsowe katany z naklejkami. Po prostu klasyczni metalowcy – śmieje się Skaya. Koniec lat 80. i początek 90. to prawdziwy rozkwit metalu w Europie i w Polsce. Znane już na Zachodzie takie zespoły jak Sepultura, Metallica, Slayer, Destruction, Kreator czy Sodom stawały się coraz popularniejsze również u nas.

Plebiscyt na najpopularniejszy zespół w Polsce w 1993 roku wygrał punkowy zespół Armia, a słuchanie muzyki innej od czadowej uważane było za „wielką zdradę”. To czasy, kiedy powstał pierwszy teledysk Quo Vadis do utworu „Rzeźnik” o Stalinie. Teledysk kręcili na lotnisku w Dąbiu, a włosy rozwiewało im autentyczne śmigło samolotu. Tytułowy utwór z drugiej kasety demo MONofobia pojawił się w 1989 roku. Był to hymn ówczesnego pokolenia chłopaków w wieku poborowym.
– W tamtym czasie strach przed wojskiem był spory, a o sposobach unikania zasadniczej służby wojskowej mógłbym tu cały elaborat napisać… Nikt z podstawowego składu w wojsku nie służył – śmieje się Tomasz.

Początki były trudne. Na pierwszą płytę pieniądze zdobywali w najróżniejszy sposób, pożyczali od znajomych, rodziców. Także druk i dystrybucję robili sami. Sprzedali łącznie 40 tysięcy egzemplarzy, co w tamtych czasach było dużym sukcesem. Dla porównania teraz status złotej płyty osiąga się po 15 tysiącach sprzedanych płyt. Potem była płyta „Politics” i ponad 45 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Wykorzystali na płycie stary przebój Roya Orbisona „Pretty Woman”, który wszedł do żelaznego repertuaru grupy.

– Na tym niestety skończył się sukces finansowy – podsumowuje Skaya. – Oczywiście fajnie byłoby żyć z muzyki, ale z drugiej strony obawiam się, że tam, gdzie zacząłby się obowiązek „wypluwania” z siebie co rok kolejnej płyty, skończyłyby się „spontan” i radość – dodaje. Innym aspektem był imprezowy tryb życia, który doprowadził do rozpadu już niejednego zespołu. Dlatego panowie znaleźli bezpieczną równowagę pomiędzy światem muzyki a normalnym życiem. Mają rodziny, dzieci. Skaya i Seba pracują w szczecińskiej Poczcie Polskiej, Cimas jest geodetą. Matkowi udało się połączyć pracę z pasją, gdyż pracuje w muzycznym sklepie Fun.

– Reklama –

spot_img

– Chociaż lata lecą, jeszcze nie czuję się za stary żeby grać metal – uważa Skaya. – Niektórzy koledzy założyli rodziny, zapuścili brzuchy i spędzają wolny czas przed telewizorem. Cieszę się, że mam muzykę, bo siedząc tylko w domu, można zgnuśnieć. A moja córka nie ma nic przeciwko temu, że tata czasem założy skórę i daje czadu na koncercie. 

 Zespół od lat zaangażowany jest w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i cieszy się przyjaźnią z Jurkiem Owsiakiem. Niemal każdego roku występują w finale tej imprezy, w tym dwukrotnie w katowickim Spodku, trzykrotnie w telewizji w Warszawie. W kwietniu 2000 roku otrzymali też zaproszenie od Jurka Owsiaka do wzięcia udziału w V Przystanku Woodstock pod hasłem „Wieczór z Quo Vadis – Quo Vadis & Przyjaciele”. To było dla nich ogromne wyróżnienie.

– Jurek Owsiak to świetny gość i prawdziwy wizjoner. Jest szczery i naturalny do bólu. Niczego nie udaje – opowiada Skaya. Podczas występów w katowickim Spodku poznali kiedyś Bogusława Lindę. Prowadził konferansjerkę i miał ich zapowiedzieć. W jednej z piosenek jest cytat z filmu „Psy”: „A kto umarł, ten nie żyje”. – Po koncercie zerwaliśmy się z bankietu, mieliśmy swoją bazę w biurze. Wchodzimy, a tam siedzi Bogusław Linda. Zrobiliśmy wtedy niezłą imprezę… Linda to naprawdę fajny facet – wspomina Skaya.

Znajomość zaowocowała późniejszą współpracą. Pod koniec 2000 roku zespół nagrał dwie piosenki do filmu Bogusława Lindy „Sezon na leszcza”. Były to covery: „Żółty jesienny liść” i „Beata z Albatrosa”. Skaya bardzo miło wspomina te nagrania, gdyż gościnnie na akordeonie zagrał w nich jego tata – Antoni, czyli „Duży Skaya”. – A to przecież po nim mam muzyczną duszę – dodaje Tomek.

Zespół od zawsze kibicował szczecińskiej Pogoni, więc nie dali się długo prosić o napisanie klubowego hymnu. – Hymn miałem w sercu i gdy dowiedziałem się, że będziemy mogli go stworzyć, przelałem go na papier. Mam nadzieję, że usłyszę go, gdy Pogoń wróci do ekstraklasy – czego i im, i sobie życzę – mówi Tomek.

Jakie mają plany na przyszłość? Bynajmniej nie zamierzają zarzucić grania. Właśnie przygotowują kolejną płytę. I ma być ostra. Siedem kawałków jest już dopracowanych, pozostało jeszcze pięć do zrobienia, ale od dwóch miesięcy zajmują się głównie jubileuszem, dlatego płyta musi jeszcze poczekać. Już za kilka miesięcy do sklepów muzycznych powinno też trafić DVD z tego jubileuszowego koncertu. „Prestiż” życzy Quo Vadis kolejnych sukcesów i co najmniej następnych dwudziestu lat na metalowej scenie.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać