- Reklama -
spot_img

Być matką na kwarantannie

Anna Ołów-Wachowicz
Szczecinianka z wyboru, twórczyni popularnego fejsbukowego bloga „Jest Sprawa”, którego teksty powędrowały na scenę tworząc spektakle „My hrabiny nie płaczemy” oraz „Hrabiny Przodem”. Nominowana do Szczecińskich Szczupaków w 2023 r. Autorka monodramu „Frida. Kolekcjonerka z Westendu” nagrodzonego w Bursztynowym Pierścieniem oraz tekstów dla sceny kabaretowej Czarnego Kota Rudego. W 2024 roku wydała książkę pt. „My Hrabiny. Myślę, więc zapisałam”. Stanowi tandem twórczy z Olgą Adamską, aktorką Teatru Polskiego.
Anna Ołów-Wachowicz
Szczecinianka z wyboru, twórczyni popularnego fejsbukowego bloga „Jest Sprawa”, którego teksty powędrowały na scenę tworząc spektakle „My hrabiny nie płaczemy” oraz „Hrabiny Przodem”. Nominowana do Szczecińskich Szczupaków w 2023 r. Autorka monodramu „Frida. Kolekcjonerka z Westendu” nagrodzonego w Bursztynowym Pierścieniem oraz tekstów dla sceny kabaretowej Czarnego Kota Rudego. W 2024 roku wydała książkę pt. „My Hrabiny. Myślę, więc zapisałam”. Stanowi tandem twórczy z Olgą Adamską, aktorką Teatru Polskiego.

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Ferie. Cudowny wynalazek w środku roku, wentyl bezpieczeństwa, pomyślany po to, aby człowiek, któremu przyszło być matką nie sfiksował już do reszty. W sam raz po karuzeli, jaką były święta, nadchodzą upragnione dla matki dwa boskie tygodnie, kiedy za pomocą wszelkich dozwolonych prawnie w Polsce środków ma prawo pozbyć się potomstwa z domu i czekać na nie z utęsknieniem.

I otóż w tym roku wentyl się zatkał. Z powodu Sami Wiecie Czego.

Świat stoi na głowie, a w naszym kraju Monty Python siedziałby bezrobotnie, bo wszystkie najlepsze skecze już się dzieją. Ferie są w całej Polsce. Cała Polska jest w domach. Wszystkie dzieci są w domach. Wszystkie stoki, hotele, aquaparki są w czarnej doopie.

Musimy się bardzo kochać, bo się właściwie nawet na chwilę nie rozstaniemy. Czuję się jak szympansica w naturalnym środowisku: ciągle to samo drzewo w dżungli i młode uwieszone na sierści 24/7. Pod choinkę dostaliśmy nowe Monopoly i Scrabble… Nienawidzę też Super Farmera i Chińczyka. Dotarliśmy chyba do końca Netfliksów. Wczoraj oglądaliśmy dokument „Czego nauczyła mnie ośmiornica”, siedząc jak pęczek warzyw na jednej kanapie. Metabolizm nam zwolnił poświątecznie, a w lodówce jeszcze dwa słoiki maminego bigosu i szuflada pierogów w zamrażarce. Znikąd nadziei.

Co roku o tej porze pozwalałam sobie na niepopularną szczerość i cieszyłam się otwarcie z malutkiego urlopu od dzieci. Ach jak to, matka Polka z TAKIMI uczuciami?! Że jak się ma dzieci, to trzeba kochać, a nie takie oburzające tezy wygłaszać, że raz na jakiś czas trzeba potomstwo sprzedać, żeby we śnie tego szczęścia nie podusić. Kocham, kocham. Ale czasem bym udusiła.

Ehh, a w zeszłym roku… Machając na dworcu chusteczką, w tłumie innych mam wzruszonych wyjazdem pociech na obóz w Karpaczu, z trudem hamowałam radosną chęć objawienia tymczasowego zespołu Tourette’a: heeeeell yeah, …@#$%^&*!!!! – wrzeszczał sobie człowiek do środka i w sekundę po zobaczeniu tylnych świateł pociągu wyrywał z dworca jak prosiak zbiegły z ubojni. Pędem przez pół miasta, zatrzymując się tylko na Shellu po prosecco i do domu. Rzucić się w płaszczu na kanapę, twarzą w świeżo wyprane poduchy.

Yes! Tak będę leżeć aż zgniję!

Czemu pragnęłam ferii bez dzieci? Punkt pierwszy, czyli gnicie z pilotem, którego nikt nie wyrywa. Punkt drugi: ignorowanie rozważania czy myć tę szybę ze śladami paluchów, czy nie myć. Punkt trzeci: nadrabianie zaległości kulturalnych w świętym spokoju. Książka, gazeta, film. Punkt czwarty: regularna stołówka zamknięta, je się cokolwiek. Punkt piąty: święty spokój, zero ludzi, zero huku miasta, czas dla siebie.

Zaraz zaraz. Ale o co mi teraz chodzi?

Z pilotem gniję, ślady ignoruję, rzucanie się ze szmatą przeszło mi około grudnia. Książka, gazeta i film są na porządku dziennym, aż uszami wychodzą. Spokój, cisza, izolacja. To co ja tam miałam na tych feriach bez dzieci robić? Przecież to jasne: to samo co do dziś na naszej Wielkiej Narodowej Kwarantannie. Poleżeć na wszystkich dostępnych kanapach, połazić we flanelowej piżamie do 11.55, pozaczynać kolejne książki, chodzić spać o trzeciej nad ranem i tak się nie wstaje świtem. Jeść salami na zmianę z płatkami śniadaniowymi. Nie wychodzić do miasta, nie zadawać się z hałaśliwymi tłumami. Zawsze tego chciałam!

– Reklama –

spot_img

Oj, jak to trzeba uważać na życzenia, bo mogą się, skubane, spełnić.

Dobra, dawajcie te ferie. Dam radę. Przynajmniej raz dziennie powyrywam te swoje domowe warzywa z piżam i wywiozę do najbliższego lasu. Nie, no nie na zawsze. Tylko, żeby się wyganiały i nabrały kolorów. Chociaż może…

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać