- Reklama -
spot_img

Euromusicdrama – Jedyna na świecie muzyczna twarz teatru

Strona głównaStyl życiaKulturaEuromusicdrama - Jedyna na świecie muzyczna twarz teatru

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Euromusicdrama – festiwal muzyki teatralnej, niezwykłe i niecodzienne wydarzenie artystyczne, nie mające swojego odpowiednika na świecie. Już po raz ósmy zagościł w Szczecinie. Kto wpadł na pomysł powstania festiwalu, jakie „smaczki” czekały w tym roku na publiczność – rozmawiamy z organizatorami Euromusicdramy – znanym szczecińskim aktorem Michałem Janickim, dramaturgiem Patrycją Fessard oraz światowej sławy wirtuozem Jean – Marciem Fessard.

 

Ten festiwal to takie „Wasze wspólne dziecko”. Mam na myśli współtwórców i współpomysłodawców tego projektu, czyli Michała Janickiego. Zofię Janicką oraz Patrycję i Jean-Marca Fessard.

Michał Janicki: Jean-Marc, to wybitny, światowej sławy, wirtuoz. Jako dyrektor artystyczny zajmuje się doborem znakomitych osobowości muzycznych i programu, Patrycja jako dramaturg i muzyk potrafi tak jak nikt opowiedzieć słowami co słyszy w muzyce i dzięki temu ja, jako reżyser, mogę inscenizować to niesamowite, unikatowe na skalę europejską wydarzenie dając ponieść się wyobraźni stymulowanej niezwykłą muzyką. Z Patrycją i Jean Marciem Fessard połączyła nas miłość do muzyki teatralnej. Tej, która umiera w archiwach zaraz po zejściu spektaklu z afisza, a także kreatywność, której potrzebujemy, aby muzykę tę pokazywać bez kompletnej wersji scenicznej. Pomysł rodzi jego wyjątkową jakość. Jest w nim atmosfera, spontaniczność, przesłanie, aby ratować ginący gatunek i ludzie, którzy nie szczędzą czasu, sił i talentu. Oczywiście w stworzeniu Euromusicdrama pomogli nam nie tylko wspaniali artyści, ale również Marszałek Województwa wraz z Urzędem Marszałkowskim i Prezydent Piotr Krzystek wraz z Urzędem Miasta Szczecin.

Są z nami od początku i nas nie opuszczają, za co im serdecznie dziękujemy. Od pierwszej edycji są, także nasi widzowie, którzy z teatromanów przemieniają się w melomanów. Ich obecność i ocena są dla nas bardzo ważne i są bodźcem, aby wciąż poszukiwać nowych propozycji. Często na wydarzenia Euromusicdrama po prostu trudno się dostać. Bilety rozchodzą się jak świeże bułki, co jest chyba najlepszą recenzją.

Czy gdzieś w Polsce, Europie, na świecie istnieje podobny festiwal?

MJ: Może gdzieś jest jakaś niszowa impreza poświęcona tej tematyce, ale szczeciński festiwal, to jedyne takie wydarzenie poświęcone muzyce teatralnej jako samej w sobie.

Kiedy Pan podjął decyzję o stworzeniu Euromusicdramy – festiwalu muzyki teatralnej? Co było impulsem do podjęcia takiej decyzji? Skąd wziął się ten pomysł?

Jean-Marc Fessard: Pomysł zrodził się, kiedy słuchałem z Michałem Janickim muzyki do jednej ze sztuk teatralnych. To był prawdziwy bodziec. Mamy w domu bardzo dużo płyt z muzyką, cztery tysiące sztuk. Kiedy przyjmujemy gości niektórzy z nich potrafią trafić na pewne muzyczne „białe kruki” w naszej kolekcji. Tak było z Michałem, przypadkowo trafiliśmy na taką znakomitą muzykę. Pomyślałem sobie wtedy o stworzeniu festiwalu, właśnie z muzyką do spektakli teatralnych.

MJ: Jean Marc przyjeżdżał do Polski, choć nie znał jeszcze naszego języka, który jest bardzo trudny. Bywał w wielu filharmoniach, teatrach m.in. ze względu na mój zawód. Na przedstawieniach w Polsce, nie rozumiejąc języka, wsłuchiwał się w tło, czyli w muzykę, która towarzyszyła spektaklom oraz muzykę języka polskiego, który mu się bardzo podobał. Często mówił, że prezentowane są świetne kompozycje, znakomite utwory pojawiają się na polskich scenach. I to podsunęło nam pomysł stworzenia festiwalu.

– Reklama –

spot_img

A we francuskich teatrach nie zwracał uwagi na muzykę?

MJ: Nie tak szczegółowo, ponieważ jak jesteś zainteresowany słowami jakie płyną ze sceny nie skupiasz się na innych elementach spektaklu. A u nas mógł się skupić na emocjach. Słów nie rozumiał, ale emocje aktorów odbierał jak najmocniej. Głos był więc jakby kolejnym instrumentem do utworu muzycznego. Zobaczył u nas, że na scenie często prezentowane są małe, ale prawdziwe muzyczne arcydzieła. Zaczął kwerendę po teatrach, kierownikach muzycznych w poszukiwaniu tych perełek, ich nagrań, zapisów nutowych, sposobów w jaki można do nich dotrzeć. Poszukiwania szybko „rozlały” się nie tylko na polską muzykę teatralną, ale również innych krajów w Europie i na świecie. W trakcie festiwalu, prezentując je, opowiadamy z jakiego spektaklu pochodzą, w czyjej reżyserii, jakie sceny ilustrowały. Ale muzyka istnieje sama w sobie.

To zupełnie coś wyjątkowego, bo muzyka teatralna zawsze chyba była traktowana trochę po macoszemu.

MJ: Ona jest zawsze takim dodatkowym elementem, tłem dla słów, strof padających ze sceny. Jak słusznie zauważył Jean Marc jak spektakl schodzi z afisza muzyka mu towarzysząca trafia do szuflady i już praktycznie nigdy powtórnie się nie pojawia, już jej nie ma. Spektakle, te same, czasami są grane w innym teatrze. Ale z inną muzyką, z innymi warunkami itd. A te kompozycje, które im towarzyszyły pierwotnie znikają. A Jean Marc właśnie je wydobywa ponownie na światło dzienne, odkrywa na nowo w blasku reflektorów.

Czy są może jakieś przeboje muzyki teatralnej, hity, utwory, które są rozpoznawalne?

MJ: Tak, to m.in. muzyka do sztuki (skąd innąd świetnej) Patrycji Fessard pt. „Koncert argentyński” o Ewie Peron. Ta historia natchnęła Oliviera Penard – jednego z najciekawszych francuskich kompozytorów do napisania zapierającej dech muzyki. To już jest „hicior”. Była też muzyka Piotra Mossa do „Prawa do Dzieciństwa” również autorstwa Patrycji Fessard, która robi karierę dramaturgiczną.

To chyba rzadki przypadek, aby muzyka teatralna przebiła się i miała szansę dotrzeć do szerszego odbiorcy?

MJ: Znam świetną muzykę, do której chcemy zrobić „podejście”. Trudna, skomplikowana, ale ciekawa. Do „Diabłów polskich” Zygmunta Koniecznego w reżyserii Adama Opatowicza. W Szczecinie ten spektakl był grany bardzo dawno temu, muzyka została w archiwach. Należałoby więc ją znowu przypomnieć. Myślimy także o odszukaniu muzyki do „Małej apokalipsy”

Tadeusza Konwickiego, którą napisała Karnecka, kompozytorka z Krakowa. To była wspaniała muzyka. „Mała apokalipsa” połączona z „Nieboską komedią”. Tam były takie utwory, coś niesamowitego! Musimy do tego dotrzeć.

Patrycja Fessard: Muzyka teatralna coraz rzadziej jest wykonywana „na żywo”. Zaczyna powoli zanikać. Ta komponowana w tradycyjny sposób jest w pewnej części zamieniana na muzykę elektroniczną.

– Reklama –

spot_img

W tym roku odbyła się ósma edycja festiwalu.

PF: W tym roku zaprezentowaliśmy sztukę o niesamowitej karierze fenomenalnego amerykańskiego jazzmana i kompozytora polskiego pochodzenia Artura Arszawskiego znanego na całym świecie pod pseudonimem Artie Shaw. Zrobił niesamowitą karierę m.in. w Hollywood. Człowiek legenda. Podobnie jak Benny Goodman, również legendarny amerykański muzyk i co ciekawe, także polskiego pochodzenia, czyli Bernard Gutman. „Legenda o Artie Shaw” pojawiła się w Filharmonii Szczecińskiej.

JMF: W „Legendzie o Artie Shaw” korzystamy z jego nagrań archiwalnych, mamy również zapisy nutowe jego utworów na klarnet, staraliśmy się odtworzyć aranżacje tych utworów, których zachowało się naprawdę niewiele na świecie.

PF: Chcemy opowiedzieć treść muzyki, którą słuchamy. Bo ilu z nas dziś zna jeszcze np. pieśni na podstawie których powstawały standardy jazzowe, które dziś są już klasyką. To wszystko zanika, mamy coraz mniej źródeł, jesteśmy coraz bardziej oddaleni od nich, sztuki teatralne dziś szybko schodzą z afisza, muzyka coraz szybciej skrywa się w archiwach. Powołaniem naszego festiwalu jest więc także dotarcie do tych archiwów, dotrzeć do źródeł, dotrzeć do treści, opowiedzieć publiczności o czym mówi muzyka.

Ale to nie jedyna atrakcja Euromusicdramy.

PF: W programie festiwalu znalazła się także „Wielka Improwizacja” naszego wieszcza Adama Mickiewicza z muzyką Anthony Girarda, który jest zachwycony poezją naszego twórcy. W programie festiwalu znalazły się także warsztaty jak komponować i jak wykorzystywać muzykę elektroniczną w teatrze. Wykładowcą był Stephane Sordet, który podzielił się swoja wiedzą na ten temat z uczniami i studentami szkół muzycznych. W programie Euromusicdramy nie zabrakło koncertu młodych wirtuozów oraz sztuki Bogusława Schaeffera „Audiencja II” w reżyserii i interpretacji znakomitego polskiego aktora Mikołaja Grabowskiego. W sztuce tej na scenie aktor jest także muzykiem. Jest rzadko wykonywana, więc była to nie lada atrakcją dla widzów.

MJ: Ten spektakl wymaga specjalnego rodzaju publiczności, wyrobionej, przygotowanej do odbioru takiego skomplikowanego utworu.

Nie baliście się trochę czy szczecińska publiczność sprosta takiemu wyzwaniu?

MJ: Nie, absolutnie. W Szczecinie jest wytrawna, spora grupa muzykomanów, melomanów świetnie przygotowanych na takie zestawienia.

Miał Pan okazję grać na scenach wielu filharmonii i teatrów muzycznych na świecie. Jak na ich tle wypada szczecińska filharmonia i jej muzycy? Przypomnijmy, że w tym roku obchodzi ona 75-lecie powstania.

JMF: Akustyka sal i budynku jest rewelacyjna. Rozmawiałem tez na ten temat z wybitnym muzykiem jazzowym Wyntonem Marsalisem, który występował w szczecińskiej filharmonii. I potwierdził moja opinię. Filharmonia ma świetne warunki do koncertowania. Jest emblematycznym obiektem, sławnym już na świecie. Filharmonicy szczecińscy stają się coraz lepszymi muzykami i często dochodzą do mnie takie głosy, opinie, że melomani specjalnie przyjeżdżają np. z Berlina tylko dla nich, posłuchać muzyki w ich wykonaniu, bo reprezentują naprawdę znakomity poziom.

Dziękuję za rozmowę.

Partnerem festiwalu byli: Pomorze Zachodnie, przy współpracy z Miastem Szczecin, firmami Lotto i SEC oraz grupą Polmotor – firmą Renault. Twórcy festiwalu pragną także szczególnie podziękować wszystkim widzom Euromusicdramy.

 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać