Kultura Wolności, to oddolna inicjatywa, która zrodziła się z potrzeby integracji rozproszonego środowiska twórczego oraz chęci wyjścia poza schematyczne narzekanie na rzecz konstruktywnego budowania nowej tożsamości miasta. Organizatorzy położyli nacisk na połączenie sił niezależnych twórców, dyrektorów instytucji oraz mieszkańców, aby wspólnie debatować nad modelami finansowania i komunikowania kultury. Program wydarzenia obejmował zarówno panele eksperckie, jak i otwarte przestrzenie dialogu, dążąc do stworzenia trwałej platformy współpracy opartej na wolności i wzajemnym zaufaniu.
Jaka była geneza Kultury Wolności? – Chcieliśmy rozmawiać w szerokim gronie środowiskowym, nie tylko we własnym, zintegrowanym kręgu, ale znacznie szerzej niż nasze małe podwórko – mówił Michał Starkiewicz z Genaratora Sztuki. – Często dyskutowaliśmy o różnych sprawach w środowisku muzycznym, jednak mieliśmy poczucie, że gdy wychodzimy z tymi tematami dalej, spotykamy się z odpowiedzią: to wasz punkt widzenia, podczas gdy inni mają zupełnie inny. Jak dodaje, zależało im na stworzeniu przestrzeni do dialogu, która odzwierciedlałaby realia życia artystycznego w jego różnorodności – nie tylko muzycznego, ale również związanego ze sztukami wizualnymi, teatrem i innymi dziedzinami. Stąd pomysł na forum – miejsce spotkania i rozmowy, realne poznanie się nawzajem i uważne przyjrzenie temu, co tworzą inni. Artyści często funkcjonują obok siebie, nie mając pełnej świadomości działań osób z własnego otoczenia. W jego ocenie Kultura Wolności stwarza przestrzeń, w której można się spotkać, zobaczyć swoją pracę z bliska i zrozumieć, czym żyją inni twórcy.
Czy podobne rozwiązania funkcjonują już w innych miastach? Adam “Łona” Zieliński przyznaje, że trudno to jednoznacznie ocenić: – W innych ośrodkach widać, że środowiska artystyczne wydają się bardziej zintegrowane. Z wielu powodów. W lokalnym kontekście organizatorzy kongresu jednomyślnie dostrzegają w Szczecinie wyraźny deficyt współpracy. To właśnie z potrzeby budowania relacji narodziło się wydarzenie Kultura Wolności. Zaczęło się od nieformalnych spotkań przy kawie, które początkowo koncentrowały się na rozmowach o problemach i niedoskonałościach rzeczywistości, by stosunkowo szybko przerodzić się w etap konstruktywnego działania i poszukiwania realnych rozwiązań.
Łona i Michał Starkiewicz, pozostają osobami prywatnymi, ale w gronie zaangażowanych w projekt znajdują się także dyrektorzy instytucji oraz pracownicy instytucji miejskich. Są to osoby posiadające stabilne stanowiska, a mimo to zdecydowały się poświęcić ogromną ilość czasu i energii na rozmowy o tym, jak kultura w mieście mogłaby wyglądać inaczej i co realnie można w niej zmienić. Wszystkich łączy gotowość do myślenia szerzej niż wyłącznie w obrębie własnych instytucji lub środowisk. Co więcej, skala tego zaangażowania jest zaskakująca. Nikt z zaproszonych nie wycofał się z projektu ani nie zakwestionował sensu podejmowanych działań. – Kultura Wolności ma charakter swoistego „pospolitego ruszenia”.
Towarzyszyło nam wówczas poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym – dodaje Adam Zieliński. – Po raz pierwszy przedstawiciele ze stowarzyszeń, instytucji publicznych oraz twórcy spoza struktur spotkali się zupełnie nieformalnie, nie zwołani przez żadnego organizatora, lecz z własnej potrzeby rozmowy i działania. Trzeba jednak, oddać sprawiedliwość wcześniejszym inicjatywom – nie był to absolutny początek takich spotkań. Już wcześniej powstawały takie nieformalne grupy. Łona podkreśla, że o dalszych wnioskach i podsumowaniach nie należy myśleć w perspektywie jednego roku, lecz znacznie szerzej. – Kultura Wolności jest dziś przede wszystkim impulsem – romantycznym zrywem, porywem serca, swoistą insurekcją twórczą – podsumowuje. – Każdy taki moment potrzebuje jednak kolejnego etapu: po romantykach muszą przyjść pozytywiści, którzy zajmą się porządkowaniem, strukturyzacją i przekładaniem idei na konkretne działania. Organizatorzy już teraz pracują nad tym, by uważnie dokumentować wszystko, co dzieje się wokół wydarzenia, tak aby po pewnym czasie – za kilka tygodni lub miesięcy – móc spokojnie i rzetelnie podzielić się refleksjami oraz wnioskami. Chodzi o to, by ocalić sens tego doświadczenia i spróbować nadać mu trwałą formę.
– Nie wszystkie założenia muszą przynieść natychmiastowe efekty – dodaje Starkiewicz. – Na co dzień wszyscy zaangażowani funkcjonują jak „pozytywiści” – systematycznie realizują wydarzenia, budują warunki dla rozwoju kultury i starają się tworzyć przestrzeń, w której młodzi ludzie będą widzieli swoją przyszłość właśnie tutaj, a nie w innych miastach. Kultura Wolności jest więc początkiem kolejnego etapu pracy, którego celem jest konsekwentne wcielanie idei w życie.
Łona podkreśla, że Kultura Wolności ma charakter wielowymiarowy i świadomie łączy różne obszary: artystyczny, edukacyjny oraz dialogowy. Jak zaznacza, rozmowy podczas wydarzenia dotyczą nie tylko samej kultury, ale również tożsamości miasta, która – jego zdaniem – jest nierozerwalnie związana z położeniem geograficznym Szczecina i jego historią. Właśnie dlatego ważnym elementem programu są dyskusje o miejskich modelach finansowania kultury, sposobach jej komunikowania oraz budowania relacji z odbiorcami.
– Z moich rozmów z aktorami wyłania się obraz stopniowego fermentu twórczego, który narasta od około dwóch lat – dodaje Michał Buszewicz, dyrektor Teatru Współczesnego w Szczecinie. – Problemem nie jest brak oferty kulturalnej, lecz sposób jej komunikowania. W mieście funkcjonuje wiele teatrów, instytucji i twórców, działa filharmonia, powstają różnorodne inicjatywy – jednak informacje o nich często nie docierają skutecznie do mieszkańców. W Szczecinie nie ma nawyku codziennego uczestnictwa w kulturze, rozumianego jako naturalny element życia po pracy czy w czasie wolnym. Wpływ na to ma zarówno dostępność cenowa wydarzeń, jak i system informowania o nich. Buszewicz podkreśla również, że rozwój kultury wymaga długofalowych inwestycji ze strony miasta – zarówno w finansowanie instytucji kultury, organizacji pozarządowych, jak i w tworzenie sensownych systemów wsparcia dla artystów, w tym rezydencji czy programów zachęcających młodych twórców do pozostania w Szczecinie. – Liczenie na to, że „publiczność po prostu przyjdzie” Nie jest dziś wystarczające. Potrzebne są ukierunkowane działania i konsekwentna praca nad relacjami z odbiorcami, a inicjatywy takie jak Kultura Wolności, a także miejskie festiwale i projekty środowiskowe, będą stopniowo budować wśród szczecinian większą świadomość tego, jak bogata jest lokalna oferta kulturalna i jak wiele można w mieście zobaczyć, przeżyć.
Jeśli ferment jest początkiem zmiany, to właśnie został uruchomiony. Pytanie brzmi: czy pozwolimy mu dojrzeć? Czy jako miasto, instytucje i odbiorcy kultury weźmiemy za niego odpowiedzialność – czy pozostanie tylko chwilowym poruszeniem, które zgaśnie tak szybko, jak się pojawiło? Czas pokaże.














