Grudzień to miesiąc rozliczeń. Nie tylko podatkowych. Mimowolnie człowiek robi sobie podsumowanie i ocenia, jak mu poszło przeżycie całego 2022. Jak on sam się spisał, co osiągnął, gdzie nawalił, co poprawi. Dobry moment na retrospekcję: co też tam życie przynosiło od wiosny do zimy.
I ja też chciałam takie podsumowanie zrobić, ale mi się przypomniało, że piszę dla Prestiżu i dlatego jakiś poziom trzymać trzeba. Tak się bowiem składa, że rok 2022 możemy opisać różnie, ale w dużej części najtrafniej za pomocą słów powszechnie uznawanych za nieparlamentarne. Bez nich wychodzi mi kilka zdań i nie oddają kolorytu wcale.
No bo też dał czadu ten rok, gnojek jeden.
Dlatego, zamiast go podsumowywać, postanowiłam uczcić go minutą ciszy i dać sobie spokój z zamienianiem słów ciężkich na łagodne zamienniki. Nie da się. Z podsumowań nadal najlepiej wychodzi mi wrapped na Spotifaju. Może więc lepiej na zakończenie roku, po prostu, życzmy sobie czegoś dobrego.
Życzymy sobie i Wam, by nas było stać na święty spokój – najcelniej ujęła to nasza lokalna ludowa poetka Kasia Nosowska i o to chodziło. O święty spokój i możliwość osiągania go bez wypruwania sobie żył, bez zarzynania się kredytem, bez dobijania się stresem, bez morderczej pracy. Godnie i komfortowo. O, już widać w jakim stanie ten rok finiszuję: wypruwanie, zarzynanie, dobijanie. Zdradza mnie retoryka niczym z rzeźni w Witkowie. Tak że tak.
Życzmy sobie, żeby nas było stać.
Życzmy sobie energii. Wewnętrznej, pchającej do rozwoju i działania, bo ona nam pozwoli przetrwać i suszę, i mróz, i upał, i ciemnotę. Energii czystej, dobrej. I taniej, jeśli chodzi o tę, która ogrzewa nam domy, przedszkola i zakłady, a i pozwala, żebyśmy się po ciemku jak ćmy nie obijali. Niech będzie jasność.
W każdym temacie.
Życzmy sobie prostych dróg. W przenośni, ale i dosłownie.
W mieście, gdzie drogowcy grają z kierowcami w Pacmana, życzmy sobie gładkich, wygodnych i szerokich ulic. Niech nas niosą ku świetlanej przyszłości, w ciepłych i wygodnych pojazdach własnych lub komunikacji miejskiej (czystej i niedrogiej, dopisać do życzeń).
Życzmy sobie niższej inflacji. Takiej o, niziutkiej, jak najniższy i najsłynniejszy generalissmus wszech czasów. O Napoleonie myślałam, a Wy o kim?
Życzmy sobie świetnej, skutecznej, szybkostrzelnej drużyny piłkarskiej. Z taką taktyką, której nikt nie rozpracuje. Teraz też jej nikt nie mógł rozpracować, bo jej nie było, ale tak się chyba na dłużej nie da. I pamiętajmy: piłka to tylko zabawa!
Życzmy sobie, żeby się Cichopek z Hakielem pogodzili, bo nam przykro.
Życzmy sobie rzek czystych jak łza, a firm świadomych zagrożeń dla środowiska, dynamicznych, żywych jak rtęć, twardych jak sól. Niech im tlenu nie braknie w parciu na rozwój, oby przyduchy nie dostawały. Etycznych, nowoczesnych i dofinansowanych. Z zasadami fair play, CSR i sumienia.
Szkół w których dzieci są bezpieczne, nauka przyjemna, a opiekunowie zmotywowani. Dzieci, które będą pewne siebie, życzliwe i nie będą wiedziały co to wypalenie ani depresja. Dzieciństwa, beztroski, radosnego bąków zbijania i grania w klasy na podwórkach – życzymy bardzo. Przecięcia pępowiny ze smartfonem.
Dzieci w tym kraju życzmy sobie w ogóle zdrowych. I chcianych.
Wojny sobie nie życzmy i nie odpuszczajmy.
Sobie nie odpuszczajmy. Dbajmy o siebie i innych. Badajmy się, pomagajmy, adoptujmy, dotujmy, gotujmy. Trzymajmy się w garści i w kupie. W kupie i cieplej, i bezpieczniej.
I pamiętajcie, będzie dobrze. Kto jak nie my! Tylko Polak potrafi wygrać zero do dwóch.
Będzie dobrze.






