Naturalnie naśnieżone trasy, imponujące panoramy i doskonała widoczność, wyjątkowo długi sezon narciarski i słoneczne dni, które trwają o wiele dłużej niż w dolinie – jest wiele powodów, by wybrać...
W tym roku Klub Żeglarzy Samotników wznowił Bałtyckie Regaty Samotnych Żeglarzy o Puchar „Poloneza”. Odbyły się one w połowie sierpnia. Warto poznać historię tej kultowej, już klasycznej, żeglarskiej imprezy.
Drugie...
Maroko kojarzymy z wakacjami, aromatycznymi potrawami, błękitem nieba. Jako turyści zaledwie ocieramy się o jego niezwykle bogatą i bardzo starą kulturę. Katarzyna Ławrynowicz, koszalinianka, od dziesięciu lat mieszka i...
Świat patrzy na Tokio jak na archetyp nowoczesnej metropolii. Rozległe i chaotyczne miasto kipi bezgraniczną energią, o którą z niemałym wysiłkiem walczą ulice innych miast. Cóż, Tokio bywa wyobcowane,...
Wędrówkę do Petry zaczynamy przez Siq, wąski i długi wąwóz w rozpadlinie między wysokimi skałami. Na jego ścianie można dostrzec pozostałości kamiennej płaskorzeźby kupca z trzema wielbłądami. Pozostała tylko...
Jerzy Arsoba, podróżnik, fotograf, pilot wycieczek. Ma na swoim koncie „zaliczonych” wiele ciekawych miejsc na świecie m.in. wielokrotne podróże po różnych zakątkach Rosji, 7 miesięcy samotnej podróży po Azji, wyprawę autostopem do kopalni diamentów w Jakucji, trzy miesiące podróży samochodowej po Australii i Nowej Zelandii. W październiku ubiegłego roku postanowił zwiedzić Portugalię. Pieszo.
Widok jak z obrazka. Ciągnące się aż po horyzont szczyty, zjawiskowe doliny, łagodne hale, wielkie przestrzenie przecięte nitkami nartostrad i las wyciągów. Schowany między szczytami górskimi Tyrol, to region bogatych tradycji, fascynującej przyrody i przede wszystkim raj dla amatorów białego szaleństwa. Serfaus-Fiss-Ladis jest kwintesencją wszystkiego, co może oferować ta bajkowa kraina.
Miasto kultury i historii, sukcesu i wielkich pieniędzy, w którym czuć powiew wolności. Berlin z otwartymi ramionami przyjmuje każdego, rozkochuje w sobie powoli i na zawsze.
Pobudka o czwartej rano nigdy nie należy do przyjemnych. Jest zimno, jest ciemno, a od niewyspania pieką mnie oczy. Ostatni pasażerowie opuszczają autobus, zarzucam wciągnięty z luku bagażowego plecak na ramię i idę pod drewnianą wiatą, robiącą tu najwyraźniej za dworzec autobusowy. Pod latarnią kilku zaspanych kierowców taksówek i dwukółek zaprzężonych w konie, leniwie zaczepia przyjezdnych. Jeden z nich, młody, śniady chłopak, łamaną angielszczyzną proponuje mi podwózkę do hotelu. Po chwili mkniemy brukowaną ulicą w ciemną noc. Wiatr gwiżdże i ostro zacina. Owiewa mnie swojski zapach, przypominający Zakopane i Krzekowo w dzieciństwie. Zapach siana, konia i mokrej skórzanej uprzęży, tak charakterystyczny i niedający się z niczym pomylić. Jestem wdzięczny mojemu powożącemu sąsiadowi na koźle, że przed startem opatulił nas ciepłą, wełnianą derką. Przyciskam mocniej plecak do piersi, poprawiam czapkę na głowie, tak, żeby coś widzieć i powoli budzę się do życia. Nad drogą unosi się srebrzysta mgiełka, ledwie widoczna w świetle nielicznych, tlących się latarni. Po kilku próbach udaje mi się znaleźć dwuosobowy pokój w pensjonacie o dźwięcznej nazwie Eden. Rzucam plecak na podłogę i padam na łóżko, żeby złapać jeszcze kilka godzin snu. Za oknem zaczyna świtać…
Ekskluzywne kurorty z wysmakowaną architekturą i wysublimowaną atmosferą. Dziewicza przyroda – od prastarych kniei, przez niekończące się piaszczyste plaże, wydmy, wrzosowiska i łąki, po wysokie kredowe skały. Można tu plażować, uprawiać sporty, zachwycać historią i odkrywać mroczne tajemnice. Trzeba posmakować słodkiej wersji Fischbrötchen i spróbować możliwie wszystkiego z rokitnika. Można wreszcie na żywo zobaczyć to, czym zachwycił się Caspar David Friedrich – najwybitniejszy malarz niemieckiego romantyzmu. A to wszystko dwieście kilometrów od Szczecina. Zapraszam na Rugię.