- Reklama -
spot_img

Urlop ze szkrabem Jak nie oszaleć ze szczętem

Strona głównaFelietonyAnna Ołów-WachowiczUrlop ze szkrabem Jak nie oszaleć ze szczętem
Anna Ołów-Wachowicz
Szczecinianka z wyboru, twórczyni popularnego fejsbukowego bloga „Jest Sprawa”, którego teksty powędrowały na scenę tworząc spektakle „My hrabiny nie płaczemy” oraz „Hrabiny Przodem”. Nominowana do Szczecińskich Szczupaków w 2023 r. Autorka monodramu „Frida. Kolekcjonerka z Westendu” nagrodzonego w Bursztynowym Pierścieniem oraz tekstów dla sceny kabaretowej Czarnego Kota Rudego. W 2024 roku wydała książkę pt. „My Hrabiny. Myślę, więc zapisałam”. Stanowi tandem twórczy z Olgą Adamską, aktorką Teatru Polskiego.
Anna Ołów-Wachowicz
Szczecinianka z wyboru, twórczyni popularnego fejsbukowego bloga „Jest Sprawa”, którego teksty powędrowały na scenę tworząc spektakle „My hrabiny nie płaczemy” oraz „Hrabiny Przodem”. Nominowana do Szczecińskich Szczupaków w 2023 r. Autorka monodramu „Frida. Kolekcjonerka z Westendu” nagrodzonego w Bursztynowym Pierścieniem oraz tekstów dla sceny kabaretowej Czarnego Kota Rudego. W 2024 roku wydała książkę pt. „My Hrabiny. Myślę, więc zapisałam”. Stanowi tandem twórczy z Olgą Adamską, aktorką Teatru Polskiego.

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

W wakacje jakoś bardziej człowieka boli, że ma dzieci. Nie no poważnie. Kocha się, wiadomo. Ale zdarzają się kilkusekundowe przerwy w tym kochaniu, powodowane doprowadzaniem do kresu. I niech mi pierwsza rzuci kamieniem ta, która na swojej szlachetnej drodze macierzyństwa nigdy nie natrafiła na wybój. Na pięciominutowy okres niepoczytalności i chęci mordu. Jakoś jednak oddycha się w torbę i nie dusi małej gadziny.  Jesteś matką – jesteś hardkorem. Tyle umiesz, że niewiele Cię zaskoczy.

Kiedy wyszarpiesz wreszcie urlop, czując, że jeszcze 45 sekund w pracy, a strzelałabyś, więc lepiej, że idziesz na wolne. Kiedy już wmówisz sobie, że pod Twoją nieobecność nic się nie wywali i nie ściągną Cię telefonem ze środka wywczasu. Kiedy spakujesz ten majdan przepotworny, namnożony, zbędny i jak się potem okaże, kompletnie nieprzemyślany – bagaż. Kiedy już dotrzesz, po upiornej podróży z miejsca A do miejsca B. Kiedy już się nacieszysz widokiem gór, morza i lasu. Kiedy Twoje potomstwo nacieszy się już atrakcyjną nowością otoczenia.

Wtedy się zacznie.

„Maaamoo! Wstałem!” – rano, czyli około dziewiątej trzydzieści, kiedy masz tę błogą świadomość, że nie idziesz do roboty, można spać i byś spała, oj jak byś spała.

„Mamo, kiedy idziemy na plac zabaw/morze/spacer/jezioro/plażę/lody/frytki/koniki/karuzelę?”– kiedy, kiedy i kiedy i czemu nie teraz.

„Mamo, głodny jestem” – w siedemnaście minut po nietkniętym jednym mleczakiem obiedzie z dwóch dań, po którym jeszcze swędzi Cię paragon.

„Mamo, jeszcze nie!” – kiedy po sześciu godzinach w skwarze i ścisku na piachu w Dąbkach padnięta jesteś jak konie w Janowie, a szczękająca zębami mała flądra nie daje się wyłowić z wody i wyprowadzić z plaży.

„Mamo kupę!” – kiedy już, już jesteś druga w kolejce przy okienku do najlepszych gofrów w kurorcie. Z wiaderkiem w jednej ręce, parasolem w drugiej, hulajnogą przewieszoną przez plecy i koszem kremów, żarcia i ręczników suwanych nogą w miarę przesuwania się kolejki. Zmieść się z tym teraz w jakiejkolwiek kabinie, bo już TERAZ ZARAZ NATYCHMIAST, krecik już wystawia łebek.

Swoją drogą, jak to jest możliwe, że ojciec tego dziecka spędza długie trudne godziny na toalecie, kiedy planuje dwójeczkę, a potomek gotów jest w ułamku sekundy, że chce kakać, zamierza i będzie kakał JUŻ. I to nie żarty, o czym się w jednej modnej restauracji wegańskiej przekonaliśmy my, obsługa i całość gości, a także spory areał lewobrzeża.

„Mamo, nudzę się” – kiedy w błogiej ciszy, po miłym spacerze, który miał gadzinę zmordować, a Ciebie dotlenić, po dwugodzinnej hulance ze smykiem w piłeczkę, huśtaweczkę, rowerek, po wielogodzinnej kąpieli, kiedy to ono się pluska, a ty na stendbaju łowisz, wyławiasz, otrzepujesz, ratujesz, czuwasz – walisz się w końcu na kanapę i chcesz nacieszyć się kawą, do książki zajrzeć, gazetę otworzyć. Nie, kur..ka. Bawmy się.

– Reklama –

spot_img

„Mamo, kup to! – przy każdym straganie z pamiątkami i chińszczyzną. Mijasz budę z potwornie brzydkimi fioletowymi pudelkami na baterię, a podstępny sprzedawca właśnie uruchamia jednego z nich. Jaf jaf jaf! Idzie, szczeka i ma lasery w oczach. No i nie kup z laserami! Nie kupiłaś, dzieciństwo zrujnowane tym brakiem jazgotliwego pudla, któremu chiński silniczek chodzi głośniej niż bydlak dziamgocze ryjem, a nóżki się zacinają z takim upiornym krrrrr. Szloch i niedowierzanie, krzywda i trauma. No czemu nie kupiłaś?! Takiego cuda.

„Mamo otwórz/zamknij/pomóż/zapnij/wypnij/zabierz/daj” – a do wyboru i do usranej śmierci.

Żeby nie było: nieważne, czy partner na urlopie jest czy nie, ani czy umie dziecku zorganizować rzeczywistość. W życiu każdego dziecka jest taki moment, że absolutnie nieważne, kto tam jeszcze został wrobiony w urlop. Najważniejsza i niezbędna jest Mamo. Maaaamoooo!

Nosisz więc w torbie na wszelki wypadek pakiet prowiantowy, na którym żołnierz polski przeżyłby tydzień w dżungli amazońskiej.

Nosisz ciuchy na zmianę, plastry na nogę i czapki na głowę.

Nauczyłaś się korzystać z toalet dla niepełnosprawnych, bo szersze są i nie trzeba połowy noszonego majdanu zostawiać przed drzwiami – spoko wchodzi torba, wiaderka i dymany delfin.

Znasz dziesięć alternatywnych tras na plażę, pozwalających ominąć stragany z badziewiem.

Przebijasz Teslę, Newtona, Gatesa i Marię Curie w pomysłowości i patentach, żeby zająć choć przez godzinę tego małego kleszcza na Twoim tyłku. I leżeć. Oddychać. Wrócić opalona do roboty.

Jak było?

No fantastycznie.

– Reklama –

spot_img

#maaamooo

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać