Bartek Kasprzykowski - Blaski i cienie show-biznesu

Bartek Kasprzykowski

O zawodzie aktora marzył od dziecka. Dziś jest znanym artystą młodego pokolenia. Popularność przyniosły mu seriale „Magda M.”, „Halo, Hans!”, „Teraz albo nigdy”. Prywatnie – świeżo upieczony tata i życiowy partner jednej z najpiękniejszych polskich aktorek – Tamary Arciuch. O rodzinnym Szczecinie, blaskach i cieniach show-biznesu – Bartek Kasprzykowski.

Do Szczecina przybywa specjalnie na nasze zaproszenie. To dla niego dobra okazja, by odwiedzić rodziców, których z racji obowiązków zawodowych nie widuje za często. Praktycznie przyjeżdża tu tylko na święta. Bez problemu daje się namówić na zwariowaną sesję w pidżamie w konwencji bajek Tima Burtona, który jest jednym z jego ulubionych reżyserów. Praca z Bartkiem to prawdziwa przyjemność – jest uprzejmy, uśmiechnięty i na luzie. Z miejsca podbija serca całej ekipy „Prestiżu”.

Szczecin – Kraków – Warszawa

Wychował się na szczecińskim prawobrzeżu. Jego drugim domem była Puszcza Bukowa, w liceum na wagary chodził na Zamek Książąt Pomorskich. Mieścił się tam KLAN, czyli Klub Ludzi Artystycznie Niewyżytych. Jak mówi, aktorstwo było jego wielkim marzeniem, do którego konsekwentnie dążył. Już w szkole podstawowej ujawnił artystyczny pazur – recytował wiersze Gałczyńskiego, grał na trąbce, uczył się także tańca towarzyskiego.

– Byłem wtedy małym grubaskiem i dziewczyny nie bardzo chciały ze mną tańczyć – śmieje się Bartek. – Nawet im się nie dziwię, bo średnio mi to wtedy wychodziło!

Solidna praca opłaciła się, bo do szkoły aktorskiej we Wrocławiu dostał się za pierwszym podejściem. Uważa to za niesamowity fart, bo za pierwszym podejściem nie dostaje się praktycznie nikt. Do tej pory nie ma pojęcia, jak mu się to udało. Już na studiach zaczął odnosić pierwsze sukcesy. Na drugim roku zadebiutował w filmie i serialu „Syzyfowe prace” rolą Andrzeja Radka.

– Pamiętam taką scenę, gdy jako Radek wybiegałem z wody na golasa i goniłem dorożkę, którą powoził Józef, czyli legenda polskiego kina Franciszek Pieczka. – Niedawno spotkaliśmy się ponownie na planie serialu „Ranczo”. Przypomniałem mu historię naszego pierwszego spotkania, był nieco zaskoczony – śmieje się Bartek.

Pierwszym jego sukcesem była „Noc Helvera” w Teatrze TV, gdzie wcielił się brawurowo w tytułową rolę upośledzonego umysłowo agresywnego 30-latka zamieszanego w ruch neonazistowski. Za tę pierwszoplanową rolę został nominowany do głównej nagrody aktorskiej na I Festiwalu Teatru Radia i Telewizji w Sopocie.

– To była potężna, ale bardzo owocna i satysfakcjonująca praca – wspomina. – A nie stałoby się to, gdyby nie reżyser Barbara Sass-Zdort, która wydobyła ze mnie te wszystkie emocje.

Po szkole teatralnej trafił do teatru im. Słowackiego. Angaż, i to w dodatku w Krakowie, to było ogromne wyróżnienie dla początkującego aktora.

– Kraków to bardzo hermetyczne miasto, które z trudem przyjmuje każdy obcy element. Z czasem odnalazłem się, zacząłem poznawać Kraków, „wgryzać się w niego” i odkryłem tam wiele cudownych miejsc.

Z sentymentem wspomina Podgórze Krakowskie z urokliwymi kamieniczkami wspinającymi się na skałki czy Kazimierz – magiczną dzielnicę z kultowymi Piersióweczką i Fajeczką na placu Solnym, gdzie kupował rum do herbaty, oraz barem U Endziora, nad którym ochy i achy wznoszą najsłynniejsi pismacy kulinarni. Dla wyjaśnienia właścicielką pierwszego miejsca jest królowa Kazimierza – czyli pani Wanda Fraczek. To ikona i żywa wizytówka Kazimierza, znana w Krakowie m.in. ze swojej działalności charytatywnej i artystycznej.

Praca w teatrze, który miał być spełnieniem marzeń Bartka, nie układała się po jego myśli. Dostawał niewielkie role, a dyrektor nie miał na niego pomysłu. Bartek grał wtedy po dwie sztuki w miesiącu i ciężko było z tego wyżyć. Chwytał się więc rożnych sposobów, by zarobić na życie. W czasie świąt dorabiał jako święty Mikołaj w przedszkolach.

– Mimo przeciwności losu, nigdy nie chciałem zrezygnować z aktorstwa – mówi bez wahania. – Najważniejsze jest to, aby – niezależnie od okoliczności – nie poddawać się. – Trzeba także zrozumieć, czego nie uczą nas w szkołach teatralnych, że jest się w pewnym sensie towarem. Należy w siebie inwestować, dobrze wyglądać, znać języki, mieć aktualne zdjęcia i roznosić je gdzie się da.

W taki sposób jego portfolio trafiło na biurko Doroty Chamczyk, producentki TVN, która dała mu szansę na zdjęciach próbnych do „Magdy M.”. Był przekonany, że nic z tego nie wyjdzie. Zdążył już zapomnieć o castingu, gdy zaproszono go na dalsze eliminacje. Pojechał i zdobył rolę. To był strzał w dziesiątkę. Żeńska część polskiej widowni pokochała go za postać Wojtka Płaski.

– Mój bohater miał być postacią marginalna, jednak stało się inaczej. Sam wymyślałem, improwizowałem, aż stworzyłem Wojtka, którego polubili widzowie. Była to świetna praca. Często słyszę, że to postać podobna do mnie i cieszy mnie to. Znaczy, że dobrze wykonałem swoja pracę. Ludzie polubili Wojtka i pomyśleli, że taki jestem.

Po „Magdzie M.” posypały się propozycje. Został jednym z najbardziej rozchwytywanych aktorów. Coraz częściej przyjeżdżał do Warszawy na castingi i plany filmowe. Żył w zawrotnym tempie. Niemal mieszkał w pociągu. Postanowił przenieść się do Warszawy.

– Pamiętam, że podczas kręcenia „Magdy M.” po pracy nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, gdzie pójść – tak mało znałem tam osób – wspomina.

Takie były początki. Jednak szybko zadomowił się w stolicy, a pracy z dnia na dzień przybywało. Można go zobaczyć m.in. w serialach: „Halo, Hans!”, „Ranczo”, „Teraz albo nigdy”, „Dom nad rozlewiskiem”, wystąpił także w „Tańcu z gwiazdami”.

– Wachlarz postaci, w które się wcieliłem, jest bardzo szeroki. Od agenta wywiadu Hansa Klopssa w sitcomie „Halo, Hans!”, poprzez wikarego w „Ranczu”, skończywszy na zarozumiałym Robercie Orkiszu w „Teraz albo nigdy”. Wcześniej był jeszcze Wojtek Płaska, czyli ciapowaty romantyk. Mam szczęście – mówi Bartek.

O tym, jakim szacunkiem i posłuchem cieszą się księża, przekonał się, gdy przechadzał się w sutannie po miasteczku, gdzie powstaje „Ranczo”. Mieszkańcy kiedyś wezwali go do… pogrzebu.

– Powiem szczerze – nie wiedziałem co powiedzieć – śmieje się Bartek. – Było mi bardzo przykro odmówić zrozpaczonej wdowie, jednak nie mogłem udawać księdza! Na szczęście teraz już nie zdarzają mi się takie sytuacje.

Miłość nie na sprzedaż

W Warszawie poznał też swoją życiową partnerkę – Tamarę Arciuch (znaną m.in. z roli panny młodej w „Weselu”, Karoliny w „Niani”). Poznali się na planie serialu komediowego „Halo Hans!”. Bartek podziwiał profesjonalizm i talent Tamary, Tamara jego poczucie humoru i życzliwe podejście do ludzi. Wtedy byli tylko kolegami z pracy.

Jednak media mocno zaczęły interesować jego życiem prywatnym, na siłę chcąc zrobić z nich parę. Dopadła go ciemna strona polskiego show-biznesu W prasie pojawiało się mnóstwo zmyślonych informacji na temat jego i Tamary. Ten medialny szum przysporzył im dużo stresu, a nie chcąc wchodzić w dialog z brukowcami, wybrali milczenie. Wytoczyli też procesy najbardziej napastliwym tabloidom.

– Odzieranie nas z prywatności jest niezgodne z prawem i nigdy się z tym nie pogodzę – mówi stanowczo. – Brukowce wymyślają o nas „prawdziwe historie”, robią zdjęcia z ukrycia, zatruwają życie. To niszy nas i nasze rodziny, odbiera nam siły. My, aktorzy, nie zgadzamy się z tym i będziemy walczyć. Musimy uświadomić tym, którzy czytają tego typu gazety, jak niewiele jest w nich prawdy o nas.

Żyją jak normalna rodzina. Skupieni są przede wszystkim na dzieciach, odnajdują w tym spełnienie i radość. Chodzą na spacery, jedzą wspólne obiady, oglądają telewizję. Oboje z Tamarą bywają roztrzepani, nie lubią nadmiernego porządku i ciągle mogą jeść to samo – zupę tajską. Najważniejsza jest dla nich miłość, praca w zawodzie i… święty spokój.

– A w przyszłości, kto wie… może otworzę jakąś knajpkę i rzucę aktorstwo – uśmiecha się przekornie Bartek.

Teraz jednak chce zrobić jeszcze coś ważnego w swoim zawodzie. Marzy o roli Myszkina w „Idiocie” Dostojewskiego. Chętnie zagrałby też jakiś czarny charakter, bo jak mówi – złe postacie naprawdę dobrze się gra. Chciałby wystąpić w filmie science fiction, których niestety nie robi się w Polsce. Jest fanem fantastyki naukowej. Zaczynał od „Conana barbarzyńcy” Roberta Howarda, potem przyszedł czas na „Diunę” Franka Herberta czy „Wiedźmina” Andrzeja Sapkowskiego. Zaczytywał się także w książkach Tolkiena i Stanisława Lema, a ostatnio w trylogii Chine Mieville’a. Mimo że często gra postacie pewnych siebie facetów, prywatnie bywa nieśmiały.

– Na przykład długo zbieram się, jak muszę coś zareklamować, na przykład nieświeże krewetki – śmieje się Bartek. – Taki już jestem, że nie lubię robić ludziom kłopotu. To jedyny przypadek, kiedy prywatnie zdarza mi się być aktorem!

IZABELA MAGIERA-JARZEMBEK

Stylizacja i przygotowanie sesji: Maja Holcman
Zdjęcia:  Panna Lu

Podziękowania za pomoc w realizacji sesji 
dla Tomasza Dembowskiego ze studia tańca Dance Factory

Bartek kasprzykowski

Urodził się w 1977 r. w Szczecinie. Ukończył PWST we Wrocławiu w roku 2000. Zadebiutował rolą w filmie i serialu „Syzyfowe prace”. Przez kolejne lata studiów brał udział w kilku produkcjach serialowych i filmowych. Jego drugim przedstawieniem dyplomowym była „Noc Helvera” w Teatrze TV. Za tę pierwszoplanową rolę w 2000 r. był nominowany do głównej nagrody aktorskiej na I Festiwalu Teatru Radia i Telewizji w Sopocie. Od 2000 r. aktor Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie. Wystąpił tam m.in. w sztukach: „Chory z urojenia” Moliera, „Na zachód od Shannon” McDonnagha, „Miarka za miarkę” Szekspira, „Opera za trzy gorsze” Brechta, „Kaligula” Camusa, „Tartak” Odiji. Znany jest też z programu „Taniec z gwiazdami” gdzie dotarł do finału. Wcielił się w postać adwokata Wojtka Płaski w serialu TVN „Magda M.”, który miał ponadtrzymilionową widownię. Ma na swoim aktorskim koncie Grand Prix Festiwalu „Kontrapunkt” w Szczecinie oraz Grand Prix Festiwalu „Wiosna Teatralna” w Bielsku-Białej, które zdobył spektaklem „Kamienie w kieszeniach” w reżyserii Łukasza Witt-Michałowskiego.

Prestiż  
Marzec 2010