- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Bez granic i na własnych zasadach – Osiemnastka BNO

Strona głównaNewsyKulturaBez granic i na własnych zasadach - Osiemnastka BNO

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Od osiemnastu lat udowadniają, że muzyka klasyczna nie musi być zamknięta w filharmonicznych murach ani zarezerwowana dla wybranych. Grają w największych salach koncertowych świata, ale równie chętnie odwiedzają małe szkoły i miejscowości, gdzie dla wielu słuchaczy jest to pierwszy kontakt z muzyką na żywo. Dziś Baltic Neopolis Orchestra świętuje pełnoletność. O edukacji, koncertach medytacyjnych, promocji polskiej muzyki za granicą, wyjątkowej atmosferze w zespole i marzeniu o stworzeniu pierwszego w Polsce Insytutu Kameralistyki opowiadają Emilia Goch Salvador, altowiolistka, oraz założycielka i dyrektorka BNO i Katarzyna Lament, dyrektorka biura koncertowego BNO.

foto: Radek Kurzaj

Baltic Neopolis Orchestra właśnie osiągnęła pełnoletność. Osiemnaście lat działalności to moment podsumowań, ale też myślenia o przyszłości. Jakie są wasze plany na tę symboliczną dorosłość?

Emilia Goch Salvador: Najciekawsze w naszej działalności jest to, że my właściwie nigdy nie tworzyłyśmy wielkich strategii. Nie mamy planu rozpisanego na dziesięć czy piętnaście lat. Bardziej reagujemy na to, co przynosi życie i jakie potrzeby pojawiają się wokół nas.

Katarzyna Lament: Staramy się podążać za głosem potrzeby. Za tym, czego brakuje zarówno młodym artystom, jak i publiczności. To z tych potrzeb wyrastają nasze działania.

Jakie obszary są dziś dla Was najważniejsze?

Emilia Goch Salvador: Zdecydowanie edukacja młodych artystów, absolwentów uczelni artystycznych. To jest kierunek, który chcemy rozwijać i pielęgnować. Naszym największym marzeniem jest stworzenie w Bałtyckim Porcie Kultury Instytutu Kameralistyki – miejsca dedykowanego muzyce kameralnej, które stanie się centrum jej rozwoju, edukacji i działalności artystycznej. Chcielibyśmy, aby był to jeden z pierwszych takich ośrodków w Polsce. Marzymy o stworzeniu przestrzeni, w której możliwe byłoby zatrudnianie muzyków kameralistów. Dzisiaj praktycznie nie istnieje taki model funkcjonowania zawodowego. Uważam, że byłaby to duża zmiana w sposobie myślenia o artystach takich jak my. Towłaśnie z tej troski o młodych muzyków wyrósł także festiwal Szczecin Classic.

Katarzyna Lament: Drugim bardzo ważnym obszarem jest dostęp do muzyki klasycznej. Chcemy skracać dystans między publicznością a kulturą wysoką. To jest prawdziwa działalność edukacyjna i społeczna. Zależy nam, aby muzyka klasyczna była blisko ludzi, którzy chcą ją poznawać. A takich osób jest naprawdę dużo. Widzimy, że nasza publiczność rośnie razem z nami. Dojrzewa, rozwija się i coraz chętniej uczestniczy w wydarzeniach. To już nie jest sztuka wyłącznie dla elit. To sztuka dla ludzi.

OD LEWEJ: KATARZYNA LAMENT, EMILIA GOCH SALVADOR, NATALIA ZIMKA
foto: Radek Kurzaj

Jednym z ciekawszych pomysłów są koncerty medytacyjne. Skąd się wzięły?

Katarzyna Lament: Paradoksalnie przez przypadek. Organizowaliśmy koncert urodzinowy i powstał program oparty na muzyce minimalistycznej – spokojny, dający przestrzeń do wyciszenia i skupienia. Po koncercie zapytaliśmy publiczność, czy chciałaby uczestniczyć w wydarzeniach tego typu częściej. Okazało się, że bardzo. Ludziom spodobała się wizja koncertu, podczas którego mogą usiąść albo położyć się na leżaku, wyciszyć się, zrelaksować i po prostu pobyć z muzyką.

Emilia Goch Salvador: Nigdy wcześniej nie pomyślałybyśmy o takim formacie. Teraz myślimy o kolejnych koncertach medytacyjnych, organizowanych w pięknej przestrzeni, z odpowiednią oprawą wizualną, światłem, świecami i kwiatami. Chcemy też połączyć ten format z tematyką zdrowia i dobrostanu psychicznego.

– Reklama –

spot_img

Dlaczego ten temat jest dla was ważny?

Emilia Goch Salvador: O zdrowiu psychicznym mówi się coraz więcej w kontekście sportowców, ale bardzo rzadko w kontekście artystów. Wciąż funkcjonuje stereotyp, że artysta musi „cierpieć”, że problemy psychiczne są wręcz wpisane w ten zawód. Tymczasem artyści również potrzebują wsparcia i rozmowy o zdrowiu psychicznym. To obszar, który chcemy poruszać i uświadamiać, że nie można zostawiać artystów samych sobie.

Jednym z waszych celów jest także promocja polskiej kultury za granicą. Robicie to od lat.

Katarzyna Lament: Chcemy, aby orkiestra koncertowała na całym świecie, promując polską muzykę, polskich kompozytorów i przy okazji także Szczecin.

Jak zdobywa się świat?

Emilia Goch Salvador: Potrzebni są odpowiedni partnerzy. Bez ludzi dobrze osadzonych w lokalnym środowisku bardzo trudno wejść na nowy rynek. Ale sukcesy nie byłyby możliwe także bez partnerów, którzy wspierają nas na co dzień. Od lat możemy liczyć na zaufanie Miasta Szczecin, które konsekwentnie wspiera rozwój Baltic Neopolis Orchestra, a także naszych mecenasów – Sanprobi, Land Rover Bońkowscy British Auto i Pallada Ubezpieczenia. Cieszymy się również, że do tego grona dołączył Tomaszewicz Development, wspierając wydanie albumu „Kompozycje szczecińskie vol. 2”. Dzięki takim partnerstwom możemy realizować ambitne projekty i z odwagą sięgać po kolejne wyzwania.

foto: Radek Kurzaj

Niedawno zagraliście koncert w Filharmonii Berlińskiej, jednej z najważniejszych tego typu instytucji na świecie. Jak do tego doszło?

Katarzyna Lament: Dzięki relacjom budowanym przez lata. Jeden z profesorów związanych z Filharmonią Berlińską był wcześniej kilkukrotnie gościem Szczecin Classic. To właśnie on zaproponował nasz koncert. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko.

Emilia Goch Salvador: To było niezwykłe przeżycie. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce i zobaczyliśmy kolejki przed wejściem, byłyśmy w szoku. Na koncert przyszło około półtora tysiąca osób. Publiczność była niezwykle różnorodna – od młodych rodziców z dziećmi po seniorów. Ludzie stali dosłownie wszędzie, przy każdej balustradzie. To pokazuje, jak ogromne znaczenie ma dostęp do kultury.

W trakcie koncertów, również tych zagranicznych, zawsze na pierwszym miejscu stawiacie polską muzykę.

– Reklama –

spot_img

Katarzyna Lament: To prawda, niezależnie od miejsca zawsze staramy się promować polską muzykę. Nawet jeśli organizatorzy proponują inne rozwiązania, bardzo często przekonujemy ich do polskich kompozytorów. I za każdym razem reakcje są znakomite. Publiczność później szuka tych utworów w serwisach streamingowych, pyta o kompozytorów i chce odkrywać tę muzykę dalej.

Wielu muzyków, ale nie tylko, podkreśla wyjątkową atmosferę w waszym zespole. Pod tym względem przypominacie bardziej kapelę rockową.

Emilia Goch Salvador: To prawda. Nie ma u nas podziału na ważniejszych i mniej ważnych. Gdziekolwiek jedziemy, funkcjonujemy jako jedna drużyna. Jeżeli ambasador zaprasza na kolację, to albo idzie cała orkiestra, albo nikt. Nie ma u nas sytuacji, że dyrektor czy solista jest traktowany inaczej niż pozostali muzycy. W Polsce nadal często można spotkać bardzo silne hierarchie. My od początku chciałyśmy działać inaczej.

Jednym z waszych znaków rozpoznawczych są działania edukacyjne. Bardzo chętnie odwiedzacie małe miejscowości. Docieracie z muzyką klasyczną właściwie do każdego rodzaju słuchacza.

Katarzyna Lament: Gramy koncerty w małych miejscowościach, szkołach i miejscach, gdzie dzieci często po raz pierwszy mają kontakt z muzyką klasyczną na żywo. Pamiętam dobrze koncert w szkole podstawowej w Widuchowej. Dzieci słuchały współczesnej muzyki polskiej, poznawały instrumenty, zadawały pytania. To są niezwykłe momenty.

Emilia Goch Salvador: Podobnie jest podczas koncertów w miejscowościach nadmorskich czy turystycznych. Ludzie potrafią przyjść prosto z plaży, w klapkach i słuchać światowej klasy muzyków. To pokazuje, że wystarczy stworzyć możliwość kontaktu z kulturą.

Organizujecie ogromne wydarzenia, a za wszystkim stoi zaledwie kilka osób. Jak działa orkiestra bez tego całego sztabu ludzi?

Katarzyna Lament: Tak naprawdę rdzeń organizacyjny to cztery osoby. I czasami ktoś jeszcze wspiera nas przy konkretnych projektach.

Emilia Goch Salvador: Większość budżetów trafia bezpośrednio do artystów. To naturalne. Natomiast utrzymanie biura, koordynatorów czy zaplecza organizacyjnego jest dużo trudniejsze. Dlatego każdy robi wszystko. Muzycy sami noszą pulpity, pomagają przy logistyce, rozkładają sprzęt. Nikt nie uważa, że jakaś praca jest poniżej jego godności. To właśnie dzięki temu możemy realizować tak wiele projektów.

foto: Radek Kurzaj

Przenieśliście się również do nowej siedziby. Bałtycki Port Kultury to nowe serce działalności.

Emilia Goch Salvador: Bardzo się cieszymy z Bałtyckiego Portu Kultury. To ogromna zmiana, bo po raz pierwszy mamy własną przestrzeń do prób i wydarzeń. Teraz najważniejsze jest budowanie rozpoznawalności tego miejsca. Chcemy, żeby mieszkańcy zaczęli utożsamiać się z tym miejscem. Żeby mówili po prostu: „idę do BPK”. To proces, ale wierzymy, że wokół tego miejsca może powstać ważne centrum kultury.

Co czeka Baltic Neopolis Orchestra w najbliższych miesiącach?

Emilia Goch Salvador: Niedawno wydaliśmy kolejną płytę poświęconą twórczości związanej ze Szczecinem i szczecińskimi kompozytorami. Chcemy rozwijać ten cykl i dokumentować to, co dzieje się artystycznie w naszym mieście. We wrześniu jedziemy do Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego, gdzie będziemy nagrywać kolejną odsłonę projektu „Polish Concerti”. Na płycie znajdą się wyłącznie utwory napisane specjalnie dla Baltic Neopolis Orchestra. W nagraniach udział wezmą m.in. Michał Francuz, Agata Szymczewska, Wołodymyr Mykyta i Barbara „Drazkov” Drążkowska. Mamy nadzieję wydać ten album jeszcze w tym roku. Przed nami również bardzo intensywne lato – około 25 wydarzeń, kolejna, ósma edycja festiwalu w Portugalii oraz przygotowania do otwarcia nowego sezonu w Bałtyckim Porcie Kultury, który wzbogaci się o nowe wyposażenie zakupione dzięki dotacji z programu Infrastruktura Kultury. Najważniejsze jest to, że po osiemnastu latach wciąż mamy poczucie, że wszystko dopiero się zaczyna.

Dziękuję za rozmowę.

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać