- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

W Meksyku mówią na nią Güera

Strona głównaStyl życiaPodróżeW Meksyku mówią na nią Güera

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Pochodząca ze Szczecina Anna Tarnowska to nie tylko popularna modelka mająca na koncie zwycięstwa w wielu konkursach piękności, w tym również tych o światowym zasięgu. Dziś to przede wszystkim szczęśliwa mama i wkrótce żona, ale w tych rolach przyszło jej spełniać się w iście filmowej scenerii – w dalekim Meksyku, w Cancun.

Kraj ten choć często kojarzy się z wojną narkotykowych karteli czy też kryzysami na granicy z USA, to ma także cały szereg jasnych stron. Miejscowa kuchnia jest wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Do tego dochodzą przepiękne widoki i niesamowite zabytki sięgające czasów sprzed przybycia Hiszpanów w XVI wieku. O jakiej epoce mowa – wystarczy obejrzeć film ”Apocalypto”, Mela Gibsona. Zresztą, Cancun z Meksykiem jako takim ma niewiele wspólnego. Architekto-nicznie przypomina Stany Zjednoczone, a historia jego powstania przywołuje Dubaj. Wszak Cancun to odpowiedź na pomysł stworzenia luksusowego kurortu turystycznego, a miejsce na mapie dla tego miasta wybrał… komputer, jako te najbardziej dogodne. Jeszcze sześćdziesiąt lat temu była to zwykła wioska z kilkoma domami na krzyż. Dziś – kurort przez wielke K, odwiedzany średnio przez dwadzieścia pięć milionów turystów rocznie.

To jakiś Meksyk!

Ania w Szczecinie wychowywała się najpierw na Gumieńcach, a potem wraz z rodzicami przeprowadziła się na Osów. Skończyła studia na Uniwersytecie Szczecińskim, na kierunku turystyka i rekreacja. Równocześnie z rozpoczęciem studiów, zaczęła się także jej kariera w modelingu, a potem – za sprawą namowy przez Małgorzatę Rożniecką – starty w konkursach piękności. Pierwszy sukces przyszedł od razu – Ania choć na szczeciński konkurs miss przyjechała zupełnie nieprzygotowana prosto z targów we Frankfurcie, gdzie pracowała jako hostessa – zakasowała rywalki. Potem były finały ogólnopolskie, a tytuł pierwszej wicemiss Polonia otworzył przed nią nowe możliwości, a przede wszystkim – sposobność do ciekawych podróży, o których zawsze marzyła. Kolejne konkursy były już bowiem międzynarodowe, a przyniosły wiele tytułów i przygód zarazem. To, co najcenniejsze jednak dla Ani, to światowe obycie i nauka języka angielskiego. Kolejny etap to przeprowadzka do Warszawy i pokazywanie się na ekranie – małe role w serialach czy reklamach wypełniały dzień pracy dość szczelnie, a przynosiły jednocześnie coraz większą rozpoznawalność.

– W tamtym czasie marzyłam o mieszkaniu gdzieś w ciepłych stronach świata, ale gdyby ktoś powiedział mi że zamieszkam w Meksyku, nie uwierzyłabym – przyznaje sama Anna Tarnowska. – W pewnym momencie życia jednak, znalazłam się na swoistym rozdrożu, w kryzysie, który skłonił mnie do pracy z jedną ze szczecińskich psycholożek. Ona pomogła mi nie tylko poradzić sobie w trudnym momencie życia prywatnego, ale także znaleźć cele, które zaczęłam sobie wyobrażać. I faktycznie – w mojej głowie jako miejsce do życia pojawiło się wówczas wiele obrazów, które teraz widzę na co dzień: palmy, plaża, słońce i duże, egzotyczne miasto… Tak samo skonkretyzowałam wtedy cechy, jakie chciałabym odnaleźć u przyszłego partnera i… też się udało!

Rajska plaża i miłość

Odpowiedź, jak można powiedzieć, wszechświata na wyobrażenia Anny, przyszła szybko. Po chwili wahania odpowiedziała na zaproszenie przyjaciół, którzy zaproponowali jej miesięczny pobyt w ich domu właśnie w Meksyku. Szczecinianka zdecydowała się, jak sama mówi, również dlatego, że blisko miałaby stamtąd do siostry mieszkającej w USA. Ostatecznie poleciała wraz z koleżanką za ocean, gdzie spędzała urlop jako turystka w odwiedzinach u tychże znajomych. Podczas jednego z przyjęć u ich z kolei przyjaciół, poznała obecnego narzeczonego, Meksykanina, z którym w tym roku jeszcze planują ślub. Działo się to na Isla Mujeres, czyli „wyspie kobiet” słynącej z rajskich plaż i sportów wodnych. To tam nakręcono słynny film „Against all odds”. Polskie tłumaczenie – „Wbrew wszelkim przeciwnościom” zdaje się idealnie pasować, gdyby historię Ani, szczecinianki, ktoś kiedyś chciał zekranizować.

– Ilość przypadków, która doprowadziła do naszego spotkania to gotowy scenariusz na film. Od razu poczułam to coś, a co ciekawe – Christian wcale nie jest typem mężczyzny, którego opisałabym wcześniej jako mój ideał, jeśli chodzi o wygląd fizyczny – śmieje się Anna. – To serce podyktowało dalszy ciąg naszej znajomości. Potem na krótko wróciłam jeszcze do Polski, aby wkrótce z dosłownie dwiema walizkami przyjechać do Christiana i już tutaj zostać.

Pierwsze chwile w roli mieszkanki Meksyku były dla Ani dość specyficzne. Jak sama mówi, jej aparycja zupełnie nie pasuje do tego, by udawać Meksykankę. Wyróżnia się na tle miejscowych kobiet i rzuca się tym samym w oczy. Narzeczony przestrzegł ją, w jakich dzielnicach lepiej samej nie powinna się pokazywać. W jego domu natomiast okazało się, że od piętnastu lat mieszka także gosposia, starsza pani rodem z telenoweli. Nota bene miała w kuchni mały telewizorek, na którym oglądała właśnie latynoskie seriale. Wkrótce się okazało, że nie robi za dużo poza tym, dlatego dom wymagał zmian, które wprowadziła nowa lokatorka z Europy.

Foto: Archiwum bohaterki

Proza życia w Cancun

Szczecinianka wraz z narzeczonym zamieszkali w Cancun. To miasto położone w północnej części stanu Quintana Roo, na wybrzeżu Morza Karaibskiego. Co ciekawe, uznaje się że nazwa miasta pochodzi od „kaan kuum”, co w języku majów oznaczało „gniazdo węży”. W odróżnieniu od reszty Meksyku, Cancun to swoista enklawa luksusu, gdzie dominuje język angielski, ceny są wyższe niż innych częściach kraju, a życie bardziej przypomina to w Stanach Zjednoczoncyh.

Od pierwszego dnia mam wrażenie, że jestem bardziej w Los Angeles niż w Meksyku – przyznaje Ania. – Cancun przypomina też trochę amerykańskie Miami. Jest tu dużo kurortów, turystyka kwitnie. Miasto jest chętnie odwiedzane głównie przez właśnie Amerykanów i Kanadyjczyków. Jest to swoista enklawa, od reszty kraju różni nas nawet strefa czasowa.

To właśnie w rajskim Cancun dom i opieka nad dziećmi – czteroletnią Zofią oraz dwuipółletnią Anielą pochłania obecnie czas Ani. Obie wdały się w mamę. W Meksyku na kobiety z Europy wyróżniające się jasną karnacją i blond włosami, mówi się güera (czyt. łera), co jest zwrotem wręcz pieszczotliwym. Starsza córka o złocistych włosach chodzi do przedszkola, ale działa ono w godzinach od dziewiątej, do okolic południa.

– Reklama –

spot_img

Różnorodność zajęć jest bardzo duża, ale dzieci posyła się do szkół prywatnych – mówi Anna Tarnowska. – W Meksyku bardzo mocno widać podział klasowy w społeczeństwie. Wygląda to tak, że jak ktokolwiek radzi sobie z utrzymaniem rodziny całkiem dobrze – nie posyła pociech do szkół publicznych. Przywożę i odwożę je samochodem, sama także przygotowuję im jedzenie. Przyznam, że w sklepach jest dużo mniejszy wybór jeśli chodzi o zdrowe produkty niż w Polsce. Zależy mi, aby dzieciom serwować w domu kuchnię zdrową, ekologiczną, dlatego dużo czasu spędzam na czytaniu etykiet w supermarkecie. Znaleźć coś spełniającego te wymagania, nie jest tutaj łatwo.

Jak się okazało – wybór wszelkich produktów spożywczych jest nieporównywalnie mniejszy do tego, jaki mamy w Polsce. I nie tylko takich – Ania tęskni za polskimi drogeriami. To właśnie w Szczecinie podczas odwiedzin naszego miasta kupuje kosmetyki na cały rok. Podobnie czynią inne Europejki żyjące na stałe za oceanem.

Foto: Archiwum bohaterki

W Cancun spotykam sporo osób z Europy, a zdecydowana większość pochodzi z Rosji lub Ukrainy – mówi Ania. – Sporo jest małżeństw mieszanych ale i takich w pełni przyjezdnych. Obserwuję, że małżeństwa mieszane, tak jak i ja z Christianem, porozumiewają się między sobą głównie po angielsku. Jednak kiedy chodzę do sklepu czy załatwiam coś na mieście lub w szkole córki – muszę posługiwać się hiszpańskim. Co innego w strefach turystycznych, restauracjach czy hotelach – tam bez problemu można dogadać się w języku angielskim.Kraje Ameryki Północnej kojarzą się często z dużym zaludnieniem, tłokiem ulicznym i kolorowymi fasadami budynków. Nie inaczej jest także w części Cancun. Są dzielnice, które przypominają miasta innych części Meksyku, ale tzw. downtown to klimat znany z Miami Vice. Palmy, piękne kobiety, drogie samochody i luksusowe restauracje i hotele.

Cancun, ale i raczej cały Meksyk, tętni życiem na co dzień. Tydzień pracy wygląda podobnie jak w Polsce, ale tutaj wszystko otwarte jest także w soboty i niedziele. – mówi Anna Tarnowska. – Już od wczesnego popołudnia zapełniają się restauracje, które prześcigają się w atrakcjach mających przyciągnąć do siebie gości. Są fajerwerki, tańce, różnorakie występy artystyczne. Celebruje się tu dość hucznie każde święto rodzinne, czyjeś urodziny. Najbardziej podoba mi się to, że w tych imprezach uczestniczą także seniorzy rodów, nawet bardzo zaawansowani wiekiem Meksykanie wychodzą regularnie na miasto. Bardzo mnie taki widok wielopokoleniowych rodzin przy wspólnej biesiadzie wzrusza. Nie ma tutaj instytucji babci – tutaj żyją one swoim życiem, spotkaniami ze znajomymi, także rodziną. Wnukami się jednak nie opiekują.

Wszechobecne Topes

Meksyk pomimo swojego uroku ma także drugą, mroczną twarz Ameryki Północnej. Dość powiedzieć, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych nadal przestrzega przed wyjazdem do tego kraju dzieląc jego stany i miasta na trzy poziomy ostrzeżeń. Cancun ma poziom drugi, oznaczający zalecenie zachowania szczególnej ostrożności.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są takie dzielnice, do których lepiej się nie zapuszczać, więc omijam je z daleka – przyznaje Anna. – Wydaje mi się jednak że dotyczy to wszystkich największych miast na całym świecie. Nie robię nic pochopnie i nie bagatelizuję ostrzeżeń zwłaszcza tych, które słyszę od narzeczonego.

Dziś Anna jest już pełnoprawną mieszkanką Meksyku, choć zarówno ona, jak i córki posiadają polskie paszporty.

Jako przybysz zieloną kartę dostałam właśnie w momencie, gdy urodziła się moja pierwsza córka – mówi Anna. – Działa ona tak samo, jak amerykańska w USA – uprawnia do pobytu na stałe. Dziś mogłabym nawet dostać meksykański paszport, ale nie mam takiego zamiaru. Nie wykluczam, że wrócę do Polski z całą rodziną. Brakuje mi wielu rzeczy, które tam, w Szczecinie, są zwyczajne. To nie jest tak, że na tych rajskich plażach mam wszystko. Zawsze serce jest tam, skąd się pochodzi. Najchętniej żyłabym połowę czasu w Meksyku, połowę w Polsce.

Anna narzeka m.in. na ruch uliczny. Co prawda nie musiała dodatkowo zdawać egzaminu na lokalne prawo jazdy – jako turystka mogłaby krótko używać polskiego, jednak żyjąc w Cancun na stałe, wyrobiła meksykański odpowiednik. To jednak sama jazda po Meksyku okazała się prawdziwym testem nerwów i umiejętności, każdego dnia.

Zdawanie wszelkich uprawnień tutaj polega na uiszczaniu opłat i to widać na przykładzie ruchu drogowego – mówi Anna. – Każdy uczy się sam, nie ma kursów, egzaminów. Potem widać to na ulicy. Muszę być tu niezwykle uważna za kółkiem, przewidywać najdziwniejsze zachowania pozostałych kierowców. Do tego dochodzą niezliczone ilości motorów, często z czteroosobową rodziną na siedzeniu. Opłaty i pieniądze są tutaj najważniejsze, a ciekawostką jest fakt, że wszelkie umowy i pisma podpisuje się… odci-skiem palca! Złożyły je nawet moje dzieci na akcie urodzenia!

– Reklama –

spot_img

Ulice pełne są przez to tzw. topes – czyli progów zwalniających. Dopuszcza się wyprzedzanie z obu stron pojazdów, a znak stop to tylko zalecenie. Brak przejść dla pieszych i masa sprzedawców krążących między autami tylko dodają klimatu temu chaosowi.

Foto: Archiwum bohaterki

Sroga zima – plus szesnaście

Meksyk to przede wszystkim plaże, zabytki i pogoda. Obrazy jakie nasuwają się po usłyszeniu nazwy tego kraju, są całkowicie zgodne z rzeczywistością. Zdjęcia nie potrzebują retuszu. Minusem są silnie wiejące wiatry. Dość powiedzieć, że przyszły mąż Ani posiada firmę zajmującą się wstawianiem okien odpornych właśnie na ten żywioł, która prosperuje znakomicie.

Lato jest tutaj niezwykle upalne, ale stałym jego elementem są także ulewne deszcze – mówi Anna. – Okres huraganowy zaczyna się w czerwcu i trwa aż do listopada. Zdarzają się także – choć bardzo rzadko – trzęsienia ziemi. Jesienią robi się trochę chłodniej, a grudzień i styczeń są najzimniejsze. Ostatnia zima była wyjątkowo zimna – ale mówimy o temperaturze plus szesnaście. Nie mogę więc powiedzieć, że mroźna. Z reguły zimą temperatura oscyluje w okolicach dwudziestu stopni.

Pierwsze święta spędzone w Cancun oznaczały więc dla Ani zderzenie się z zupełnie innym ich anturażem, choć tylko tym związanym z geografią. Temperatura to jedno, ale dużo bliższe położenie kraju od równika – niż to mamy w Polsce – sprawia, że dni są tam prawie tak samo długie zimą, jak i latem. Najdłuższy dzień w roku trwa trzynaście, a najkrótszy jedenaście godzin. Zupełnie podobne do naszych są tam jednak świąteczne rytuały, ozdoby, dekoracje sklepowe i te w prywatnych domach. Meksykanie mają choinki (zarówno żywe jak i sztuczne), ale najważniejszym elementem świątecznym jest szopka.

Nie ma jednak grzanego wina, jarmarków i śniegu – przyznaje Anna. – Jedyne co łączy święta z klimatem Kevina, to świąteczny poranek z prezentami i uroczysta kolacja. Drugi dzień świąt to już zwykły dzień pracy. Zaskoczyło mnie jednak dużo mniejsze obchodzenie Świąt Wielkiej Nocy niż w Polsce. To bardziej czas ferii i wakacji.

Foto: Archiwum bohaterki

Pierogi na obiad

Meksyk okazał się krajem kontrastów. Dwa lub nawet więcej światów przenikających się każdego dnia. Drogie sklepy dla wyższych klas i sąsiadująca z nimi bieda. Jest też klasa ludzi żyjących gdzieś pomiędzy, spędzających długie godziny na ciężkiej fizycznej pracy.

W dodatku Europę i jej mieszkańców lokalni mieszkańcy uważają za inny, lepszy świat – mówi Anna. – Widząc blondynkę z drugiej półkuli, patrzą często jak na egzotyczną księżniczkę. Spotkałam się z tym, że nawet gosposia w rozmowie o jej pracy zarzuciła mi, że co ja mogę wiedzieć o sprzątaniu skoro nigdy tego nie robiłam? Wbiło mnie w ziemię, przecież przez całe życie byłam i jestem zwykłą dziewczyną zajmującą się normalnie domem! A już o takie rzeczy jak porządek i czystość to dbałam od dziecka

Meksykanie są bardzo aktywni fizycznie. Najpopularniejsza jest tam oczywiście piłka nożna, a tuż za nią plasują się sporty walki i sporty wodne. Ania korzysta póki co jednakgłównie z siłowni, która pozostaje do dyspozycji mieszkańców jej osiedla podobnie jak część basenowa czy też bardzo rozbudowany plac zabaw dla dzieci. Sama także gotuje.

Jemy raczej zwyczajnie, często nie po meksykańsku – przyznaje Anna. – Podczas jednej z wizyt w Polsce moim dziewczynkom bardzo zasmakowały pierogi z mięsem i od tamtej pory jestem zmuszona robić je także w Meksyku. Podobnie jest z kotletami mielonymi, pierogami leniwymi czy bigosem. Christian także bardzo to lubi, więc najczęściej w Cancun mamy kuchnię Polską. Lubię jednak także kupować i przyrządzać świeże ryby, których tutaj w porcie jest pod dostatkiem, prosto od rybaków. Gdy jemy na mieście to najczęściej to co najpopularniejsze: tacos. W zasadzie każdy region Meksyku ma swoje przysmaki i specjały, a ich różnorodność jest niebywała. To, co mi najbardziej pasuje w jedzeniu to dostępność rosnących tutaj owoców. Ananas, mango, papaja, avocado to tutaj codzienność, choć zdarza mi się tęsknić za polskimi truskawkami.

Co ciekawe, Ania z Polski do Meksyku przywozi w walizce za każdym razem… ogórki kiszone. Jak mówi – nie da się znaleźć odpowiednich na miejscu. Podobnie jest z gotową, kiszoną kapustą – którą nauczyła robić się sama.

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać