Marcin Raubo, prezes Marina Developer, został w tym roku uhonorowany Nagrodą Artystyczną Miasta Szczecin w kategorii Mecenas Kultury. Nagrodą w pełni zasłużoną, gdyż jest przykładem człowieka, który twardy biznes doskonale łączy ze wsparciem inicjatyw o charakterze społecznym, wynikających z jego prywatnych pasji i fascynacji oraz z mocnego poczucia lokalności. Inwestycja w takie przedsięwzięcia jak Yacht Klub Polski Szczecin, OFF Marina czy kolektyw Kuckenmuhle okazały się sukcesem i to na wielu płaszczyznach. A wszystko zaczęło się od żeglarstwa i wspomnianego Yacht Klubu.
To był ten moment, ta iskra, przez którą wciągnęło mnie w życie bardziej społeczne. Reaktywacja klubu to był zbieg paru okoliczności, związanych z moimi korzeniami. Jeden z moich dziadków był nauczycielem wychowania fizycznego, pracował społecznie w Pałacu Młodzieży jako instruktor i komandor obozów wędrownych. Drugi dziadek był stoczniowcem, projektował statki w Stoczni Szczecińskiej i traf chciał, że ówczesnym komandorem YKP Szczecin był Stasiu Żyła, kolega mojego „stoczniowego” dziadka, który pracował przy sąsiednim biurku. Te personalne koneksje oraz to czym zajmowali się moi dziadkowie sprawiło, iż zobaczyłem w tej przedwojennej organizacji, wówczas wędrownej, bez stałej bazy, spory potencjał. Kiedy klub zaczął działać w stałej formie, w międzyczasie, pojawiło się wokół niego szereg innych inicjatyw. Dziś YKP to także oświata, czyli edukacja dla najmłodszych, to sport wyczynowy, czyli wyścigi regatowe. To kursy, szkolenia, imprezy w sezonie i aktywności pozasezonowe. To w końcu element historyczny i konserwacja zabytkowych jachtów. Z mojego punktu widzenia wspieranie i inwestowanie, w środowisko które jest mi bliskie ze względu na moje korzenie i lifestyle, w którym funkcjonuje zarówno osobiście jak i biznesowo jest czymś zupełnie naturalnym.
Zostałeś doceniony nie tylko za to, ale także za wkład w kulturę i sztukę, czego przykładem jest działalność OFF Mariny i ludzi, artystów tam tworzących, mających swej pracownie, biura. Jak się z tym czujesz?
Jestem zaszczycony. Ta nagroda cieszy, gdyż jest ukoronowaniem 10 lat pracy. Jest co prawda personalnie skierowana do mnie, ale za mną stoi sztab ludzi, szereg organizacji. Niektóre z tych osób działają społecznie, niektóre nie. Ta nagroda jest także dla nich.
Dlaczego postanowiłeś wesprzeć akurat takie projekty i takich ludzi?
Jak już wspominałem, wspieram projekty i ludzi, do których jest mi blisko w jakimś wymiarze. Moje portfolio wskazuje na to, że jestem zaangażowany w rzeczy, z którymi łączą mnie sentymenty. Żeglarstwo to styl życia, który obrałem, wynikający z moich rodzinnych korzeni i dzieciństwa. Natomiast OFF Marina to sentyment do kultury hip hop, do lat 90-tych, do okresu buntu. Do czegoś co się dzisiaj trochę rozmieniło na drobne, weszło do mainstreamu. Na szczęście w Szczecinie widzę grono takich „ultrasów”. Wierni swoim ideałom, szlifują swój kunszt, żyją tym klimatem. Cieszę się, że mogę w tym również brać udział, ponieważ, nie ukrywam, że boli mnie ten współczesny świat, w którym wszystko jest wymieszane, łatwo dostępne, często nijakie i nietrwałe.
OFF Marina to także ogromna ludzka wartość. Mamy tutaj plejadę osobowości, które są topowe w swoich dziedzinach, które są autentyczne w tym co robią. Jeśli warto na kogoś postawić to na najlepszych, na fachowców. Wszyscy ci ludzie są także absolutnie towarem eksportowym tego miasta. Założenie jest więc proste: trzeba takim osobom dać bezpieczną przestrzeń do tego, żeby mogli tworzyć i dalej się rozwijać. Więcej powietrza, żeby mieli czas nie tylko na twórczość i pracę zawodową, ale także na życie prywatne i inne aktywności.
Kuckenmuhle to z kolei projekt nastawiony na wspieranie absolwentów Akademii Sztuki, tu świeżo upieczony certyfikowany artysta może dostać nieodpłatnie pracownie i spokojnie realizować swoje pomysły. Mam nadzieje, że dzięki temu stracimy mniej świeżej krwi na rzecz innych pozornie atrakcyjniejszych miast.
Ktoś mógłby zapytać: No dobrze, ale co Ty z tego masz? Co daje Ci mecenasowanie?
Jestem przede wszystkim przedsiębiorcą, „kapitalistyczną świnią”, która zamienia jedną złotówkę w dwie (śmiech). Tak zostałem wychowany, taką mam konstrukcję i to jest moja główna oś funkcjonowania. Natomiast dzięki takim przedsięwzięciom jak OFF Marina czy YKP Szczecin mogę się realizować w sferach, do których niekoniecznie mam predyspozycje. Nie zagram dwóch nut na pianinie, nie namaluję prostego ludzika na kartce, marny również ze mnie nauczyciel żeglarstwa. Ale poprzez te projekty biorę udział w czymś, dzięki czemu realizuje swoje kreatywne, miękkie potrzeby. Aplikuje moje umiejętności i zasoby do tego, żeby wszystkie te procesy wspomóc, podkręcić, doprowadzić do skutku. Satysfakcję mam z tego, że mogę być tego częścią.
Powód, dla którego to robię, jest również wizerunkowy, PR-owy, ale przy tym dość osobliwy. Dlaczego? Dlatego, że chciałbym, aby te wszystkie historie, które opowiadamy zarówno w żeglarstwie jak i w kulturze, były częścią narracji, która prowadzi moja firma. Chcę snuć opowieść nie tylko o metrach kwadratowych, które buduję, ale też o tym, że jest to nasza społeczność, nasza tożsamość i nasze miasto. Chcę być jego częścią, jego aktywnym uczestnikiem, animatorem. Zresztą większość naszych inwestycji jest nietuzinkowa, znajduje się w specyficznej lokalizacji. Są to też często obiekty trudne, rewitalizacyjne czy zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie terenów Natura 2000. Natomiast jak nałożymy na siebie wszystkie te elementy to wychodzą z tego bardzo fajne rzeczy.
A kolekcjonujesz rzeczy, które wspierasz?
Troszkę tak, na tyle na ile mogę i na tyle na ile mam na to miejsca. Kiedy robiłem nową siedzibę dla YKP to się odciążyłem z dużej ilości plakatów, map, książek i gadżetów marynistycznych, których się nazbierało przez ostatnie 15 lat. Nie zbierają już kurzu tylko cieszą oko odwiedzających klub. Własnych klasycznych jachtów też mam w nadmiarze, powieszenie jednego z nich pod sufitem w głównej sali Yacht Klubu wpisuje się w ten trend, zamiast zalegać w hangarze cieszy oko klubowiczów i odwiedzających inwestycje CLUBHOUSE (śmiech).
Dlaczego jest ważne, żeby biznes wspierał kulturę?
Chociażby dlatego, żeby zarówno sport jak i kultura nie zostały zmonopolizowane przez sektor publiczny. Nie można tego zostawić na pastwę szeroko pojętej budżetówki. Żeby nikt mnie źle nie zrozumiał – oddaję pełen szacunek tam, gdzie się należy, dla wszystkich miejskich i wojewódzkich instytucji, nasz samorząd w kulturę się angażuje i ją wspiera, mamy przecież w szczecinie topowe i renomowane instytucje. Natomiast skrajnością by było oddać całkowicie kulturę i sport urzędnikom, ponieważ obie te dziedziny nigdy nie osiągną szczytu swoich możliwości, jeżeli będą realizowane w trybie od godz. 8 do 15. Mistrzostwo w sporcie i w kulturze opiera się na czynnikach niepoliczalnych, których nie zamknie się w tabelce czy w wykresie. Największa kreatywność i zaangażowanie są wtedy, kiedy ludzie są w tym od rana do wieczora czy nawet 24 godziny na dobę. Trzeba więc ten potencjał pomóc uwolnić. I tutaj jest miejsce dla szeroko pojętego biznesu, który powinien takie projekty wspierać. A oczekują tego wszyscy i klienci, i pracownicy. Czasy się zmieniły, nasze aspiracje, wymagania i potrzeby również.






