- Reklama -
spot_img

Historia Sukcesu: Życie po exicie z biznesu

Strona głównaBiznesHistoria Sukcesu: Życie po exicie z biznesu

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Czy nie jest zwyczajnie smutno rezygnować z działalności?

Nie odbieram tego jako rezygnacji. Raczej jako zmianę perspektywy. Przez ponad 20 lat byłem bardzo głęboko w środku operacji, a dziś mogę spojrzeć szerzej — na biznes, inwestycje i to, co chcę robić dalej. To była świadoma decyzja, nie krok w tył. Moja decyzja była zupełnie przemyślana pod kątem jej samej jako wydarzenia, jak i konsekwencji z niej płynących.

Zmieniłeś całkowicie obecnie tryb życia?

Budowanie biznesu, szczególnie takiego od podstaw – na każdym etapie jego rozwoju – to jest niekończący się kołowrotek. Obecna pozycja daje mi więcej czasu na refleksję, ale również pozwala rozglądać się wokół siebie w szerszym stopniu. Przedtem, codziennie stając naprzeciw bieżącym celom i codziennym sprawom, musiałem pozostawać na nich skupionym.

Można powiedzieć, że zostawiasz pokaźną spuściznę dla tych, którzy pozostają w branży?

Zakładaliśmy biznes w 2000 roku, w zupełnie innych realiach niż dziś. Nie było gotowego rynku, sprawdzonych ścieżek ani ludzi z doświadczeniem, od których można się było uczyć. Wiele rzeczy musieliśmy odkrywać sami, metodą prób i błędów. Z jednej strony to było trudne, ale z drugiej dawało ogromne poczucie, że naprawdę budujemy coś od zera. Moje pokolenie jest tym, które jako pierwsze zaczynało coś zupełnie nowego. Dziś szukając jakiegokolwiek specjalisty, znajdziesz go na pewno. Wówczas – skąd mielibyśmy wziąć na przykład kogoś z doświadczeniem w internacjonalizacji biznesu. Wszystko musieliśmy odkrywać sami. W tle była oczywiście obawa, że coś – albo i nawet wszystko – może pójść nie tak.

Czas przemian determinował działania trochę na ślepo?

Wszystko działo się bardzo szybko, ale osobiście uznaję, że jest to jedyny sposób efektywnego działania. Jak w książce Andrew Grove`a, której tytuł mówi wszystko, a mianowicie że „Tylko paranoicy przetrwają”. I to tak właśnie jest, przy czym rozróżniam dwa rodzaje paranoików. Jedni cały czas się boją, że wszystko się zawali i w tej otchłani się zatracają, inni – paranoicznie wypatrują zagrożeń i zapobiegają im zawczasu.

Czy dziś także można założyć biznes w tej branży od zera i osiągnąć sukces?

W tej samej branży i z podobnym modelem raczej nie, bo czasy są już inne, a rynek ma zupełnie inne oczekiwania. Wiele biznesów ma swój moment i swoje miejsce – kluczowe jest uchwycenie technologicznego albo kulturowego przełomu. Kiedy rynek jest już zajęty przez dużych graczy, bardzo trudno wejść do niego przez proste powtórzenie starego modelu. Dlatego dziś bardziej szukałbym nowych zjawisk i nowych potrzeb niż próbował odtwarzać to, co zadziałało 20 lat temu.

Zakładając taki biznes, można liczyć na pracę osiem godzin dziennie i potem czas dla siebie?

Oczywiście, że nie. Różne są też etapy własnego biznesu. Pierwsze pięć lat to w ogóle wiele chaosu i niepewności, ale i dużego wzrostu, jeśli wszystko idzie do przodu. Potem, wraz z rozrostem firmy, ilością ludzi wokół niej zaangażowanych – wszystko się zmienia, aż w końcu jest tak, że nie znasz wszystkich osób w swojej firmie. To jest okres, który trwa wiele lat, nie ma w nim miejsca na nawet równoważny work life balance, ale na

końcu nagrodą jest satysfakcja.

Jak to się ma do Twojej obecnej sytuacji?

Jestem na etapie transformacji pod wieloma względami. Było to zaplanowane, więc nie znalazłem się na rozdrożu, a raczej skręciłem w inną drogę sam.

Cele były dość górnolotne?

Każdy przedsiębiorca ma duże ego. To ono pcha nas do zrobienia czegoś wielkiego. To nas odróżnia od tych, których celem jest tylko zarabianie pieniędzy. W przedsiębiorczości musi być ambicja i wiara, że można zbudować coś naprawdę dużego. Ale sama ambicja nie wystarczy – musi jej towarzyszyć odwaga i gotowość ponoszenia konsekwencji. Od początku chcieliśmy robić coś istotnego, co daje ludziom realną wartość, a nie tylko zarabiać pieniądze.

Wiele lat wspólnej pracy ze wspólnikiem i nadal jesteście przyjaciółmi. Jaka jest na to recepta?

Przyjaźń ze wspólnikiem przetrwała i nadal jesteśmy razem wokół innych biznesów. Od samego początku jasno postawiliśmy sobie cele, obaj patrzyliśmy daleko wypatrując tych najwyższych celów właśnie. Zasady także były między nami jasne i to spowodowało, że nie nastąpił nigdy rozłam. Nie twierdzę, że przez dwadzieścia pięć lat wspólnej pracy wszystko było cukierkowe i usłane różami. Nie. Jasne i szczere zasady i podejście do siebie spowodowało jednak, że potrafiliśmy sobie poradzić w wielu trudnych sytuacjach.

Jakie najtrudniejsze momenty nadal wywołują u Ciebie emocje?

– Reklama –

spot_img

Najwięcej emocji budziło we mnie przejście z zarządu do rady nadzorczej. Dziś widzę, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu, ale wtedy wcale nie było to łatwe. Po ponad 20 latach trudno zejść z pierwszej linii i oddać część kontroli. Z czasem zobaczyłem jednak, że dobrze odnalazłem się w nowej roli i że był to ważny etap przygotowujący mnie do exitu. Dużo pozytywnych emocji dają mi też wykłady na uczelniach — lubię przygotować temat, wejść w dialog ze studentami i sprawdzić swoje myślenie w zderzeniu z ich pytaniami. I nadal ogromnie angażuje mnie analizowanie biznesów oraz szukanie okazji inwestycyjnych. To się chyba już nie zmieni.

Wyszedłeś zupełnie nagle ze swojego wiodącego biznesu?

Mój exit z firmy był stopniowy – w pierwszym etapie przeszedłem do rady nadzorczej, a dopiero drugi etap to prawdziwy exit. Oczywiście, każda zmiana trybu życia utrwalonego przez lata niesie jakieś uczucie pustki, ale kiedy sam to zaplanujesz i przemyślisz wszystkie konsekwencje, wówczas nie jest to ciosem ani nawet trudnością. Przygotowałem sobie plan na czas „po”, przemyślałem także jakiego rodzaju aktywności nie chcę już robić, a co właśnie robić bym chciał. Zacząłem po prostu nowy etap. Owszem, nie nadaję się do nie robienia niczego, ale cieszy mnie brak takich bieżących problemów czyhających na przedsiębiorcę każdego dnia w jego firmie.

Widzisz następców, a może innowatorów jak wy?

Jeszcze w liceach myślę, że wiele osób marzy o byciu przedsiębiorcą i robieniu czegoś samemu według własnego pomysłu. Potem, już na studiach, przychodzi jakieś takie pierwsze zderzenie z dorosłością i jednak większość zdecydowanie zaczyna myśleć o spokojnej ścieżce kariery gdzieś w pracy na etacie. Co ciekawe, kiedy przychodzę na spotkania ze studentami, to wśród słuchaczy przeważają młode kobiety. Ale na różnego rodzaju konferencjach branżowych, na takich samych spotkaniach widzę już przeważnie młodych mężczyzn około trzydziestki. Sam jestem ciekaw motywacji tych osób, skąd bierze się taki rozdźwięk.

Szczęście jest potrzebne w biznesie?

Zawsze potrzebujesz szczęścia, aby osiągnąć sukces. Pytanie, czym ono jest i czy czasem nie jest wypadkową działań, przemyśleń i przewidywania, o którym wspomniałem wcześniej. Mam jednak przeświadczenie, że faktycznie szczęście nam dopisywało. Może też za jego objaw trzeba uznać moment, w którym zaczynaliśmy. Wówczas Internet dopiero wchodził do powszechnego użytku, a jednocześnie hip-hop stawał się gatunkiem muzycznym numer jeden w Polsce pod względem popularności. Zaczynaliśmy jednak zupełnie od zera, bez inwestorów ani bogatych rodziców – co często stoi za sukcesami młodych ludzi w innych przypadkach.

W jaki sposób dbałeś o utrzymanie formy psychofizycznej w czasie największej swojej aktywności zawodowej?

Najbardziej pomagały mi trzy rzeczy: rodzina, sport i umiejętność wyciszenia głowy. Ogromnym wsparciem była dla mnie moja żona Marta – jej cierpliwość i stabilność wiele znaczyły w najintensywniejszych momentach. Nigdy też nie odpuściłem sportu. Po latach rozmów z founderami widzę, że to jest coś, co nas często łączy: z jednej strony rywalizacja, z drugiej sposób na reset i odzyskanie równowagi. Z czasem polubiłem też mindfulness i staram się regularnie z tego korzystać. To naprawdę pomaga, kiedy tempo życia zaczyna przygniatać.

Czy miałeś jakiegoś mentora – czy to zawodowego czy też życiowego?

Wracając do mojej relacji z Pawłem – w pewnym sensie byliśmy dla siebie nawzajem mentorami. Regularnie się konfrontowaliśmy, wspieraliśmy i godzinami dyskutowaliśmy o decyzjach. To bardzo nas rozwijało. Dużo dawały mi też książki o początkach różnych firm, bo szukałem w nich nie teorii, tylko rzeczy, które można było szybko przełożyć na własny grunt. A w realiach początku lat 2000 mentorów po prostu brakowało — nasze pokolenie samo przecierało szlak

Czy pieniądze zmieniły Cię, kiedy przyszedł sukces?

Podejrzewam, że inne podejście do pieniędzy mają ludzie, którym spadają one nagle z nieba. Inaczej jest w naszym przypadku – kiedy do wszystkiego dochodziliśmy stopniowo, przez bardzo długi czas. Dla mnie pieniądze są narzędziem do dalszego działania, a nie celem samym w sobie.

Jakie trzy pułapki wymieniłbyś, gdyby ktoś zapytał na co musi zwracać uwagę tworząc nowy biznes?

Przewartościowany rynek, jaki spółka może osiągnąć. Często jest to bardzo przeszacowane i potem następuje zderzenie z rzeczywistością. Druga sprawa to mała automatyzacja procesów – także z uwzględnieniem AI obecnie. Brak tak zwanego koła zamachowego, czyli w punkcie styku klienta z marką, brak progresu sprzedażowego o nowe usługi, większe ilości i częstsze transakcje.

Skąd wzięła się nazwa IAI?

– IAI to Internet artificial intelligence, nazwa trudna, ale dzięki temu często powtarzana i zapadająca w pamięć. Rzeczywiście, wybraliśmy ją długo przed wejściem AI tak powszechnie do naszego życia. Dziś często jestem pytany, co o sztucznej inteligencji sądzę. To pierwszy przypadek w historii, że rewolucja przemysłowa dotyczy ludzi pracujących umysłowo, a nie fizycznie jak bywało wcześniej. Nie ma już sensu opierać się tej rzeczywistości, a raczej nastawić się na naukę nowych narzędzi, aby pozostać efektywnym i potrzebnym. Trzeba dostrzegać korzyści płynące z AI, ale także mieć świadomość zagrożeń. Historia uczy, że wiele kryzysów i wielkich zmian ludzkość już przeżyła, zawsze dawała sobie radę i adaptowała się do nowej rzeczywistości. Tak samo będzie i tym razem.

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać