Nowy film Pawła Pawlikowskiego można odczytywać na dwa sposoby: jako kameralny dramat rodzinny i jako opowieść o tożsamości powojennej Europy. To jednak dzieło wymagające od widza pewnej wiedzy historycznej i znajomości biografii rodziny Mannów. Bez niej łatwo przeoczyć wiele znaczeń ukrytych pod powierzchnią wydarzeń.
Akcja rozgrywa się w 1949 roku, cztery lata po zakończeniu wojny. Europa stoi u progu podziału na Wschód i Zachód. Po szesnastu latach emigracji do Niemiec przyjeżdża laureat Literackiej Nagrody Nobla Thomas Mann, któremu towarzyszy córka Erika. Oficjalnym powodem podróży są obchody 200. rocznicy urodzin Goethego, lecz w rzeczywistości staje się ona wydarzeniem politycznym i moralnym.
Pawlikowski z dużą ostrożnością pokazuje powojenne Niemcy. Nie interesują go łatwe osądy, lecz pytania o odpowiedzialność, pamięć i możliwość odbudowy kultury po katastrofie III Rzeszy. Szczególnie mocno wybrzmiewają sceny spotkań z dawnymi elitami niemieckiego życia artystycznego, w tym rozmowa Eriki z Gustafem Gründgensem oraz konfrontacja Manna z wnukami Wagnera.
Film jest także ostrzeżeniem przed mechanizmami historii, które nieustannie powracają. Trudno nie dostrzec jego aktualności. Pawlikowski przypomina, że idee i ideologie potrafią zmieniać dekoracje, lecz pozostają niebezpieczne niezależnie od epoki.
Drugą część podróży stanowi pobyt w Weimarze, znajdującym się już w sowieckiej strefie okupacyjnej. Chłodne przyjęcie na Zachodzie kontrastuje z entuzjazmem władz przyszłej NRD. Erika szybko dostrzega, że jej ojciec staje się narzędziem politycznej propagandy, a sam Mann próbuje zachować niezależność, powtarzając, że nie zna żadnych stref i przyjechał do Niemiec jako całości.

Choć film opowiada o Thomasie Mannie, emocjonalnym centrum pozostaje Erika. Ważną rolę odgrywa również nieobecny fizycznie Klaus Mann. Pojawia się jedynie w onirycznych wizjach, lecz jego samobójcza śmierć staje się katalizatorem rodzinnych napięć. Pawlikowski nie eksponuje skomplikowanych obyczajowych wątków rodziny Mannów, ale ich znajomość pozwala lepiej zrozumieć emocje bohaterów.
Reżyser pozostaje wierny swojemu stylowi. Bohaterowie częściej milczą niż mówią, a najważniejsze rzeczy rozgrywają się między słowami. Film jest czarno-biały, a zdjęcia Łukasza Żala zachwycają malarską kompozycją i niezwykłą wrażliwością. Powojenne Niemcy zostały odtworzone głównie dzięki plenerom Dolnego Śląska, które znakomicie udają Frankfurt i inne niemieckie miasta.
Największą siłą filmu są aktorzy. Hanns Zischler tworzy niezwykle subtelny portret Manna – człowieka zmęczonego historią, sławą i własnymi kompromisami. Sandra Hüller jako Erika wnosi energię, inteligencję i emocjonalną głębię. Ich relacja staje się osią całej opowieści. August Diehl oszczędnie, ale przejmująco kreuje Klausa Manna.
Muzyka Marcina Maseckiego znakomicie dopełnia obraz, a finałowa scena z utworem Johanna Sebastiana Bacha należy do najbardziej poruszających momentów filmu. Przywołuje skojarzenia z „Buddenbrookami”, lecz tam, gdzie Mann szukał ratunku w transcendencji, Pawlikowski odnajduje go w pamięci, pojednaniu i rodzinie.
„Ojczyzna” nie jest jedynie biografią Thomasa Manna. To opowieść o kulturze po katastrofie, o odpowiedzialności intelektualistów i o rodzinie próbującej ocalić własną tożsamość w świecie, który właśnie rodzi się na nowo. W tym sensie film Pawlikowskiego okazuje się nie tylko historyczny, ale również zaskakująco współczesny.








