- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Amerykański sen Lendi

Strona głównaNewsyAmerykański sen Lendi

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Szczecińska firma Lendi to dziś trzy tysiące osób w dziale sprzedaży w całej Polsce, dwa i pół tysiąca ekspertów kredytowych, przedstawicielstwa we wszystkich dużych miastach w kraju i ekspansja za granicą. Początki działalności zdawały się nie wróżyć aż takiego sukcesu, choć przywołują wiele podobnych dróg znanych dziś przedsiębiorców, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Koledzy z liceum zakładający biznes, we własnym mieszkaniu, bez żadnego zaplecza – to iście „american dream” w wydaniu tym razem szczecińskim. Microsoft, Amazon, Apple i Lendi w jednym szeregu – a dlaczego nie? Pytamy samego zainteresowanego – Piotra Stempińskiego (Co-CEO Lendi).

Czy Wasza firma pasuje do takiego zestawienia?

Brzmi świetnie, ale oczywiście należy zachować pewne proporcje. Wspomniane firmy zmieniły cały świat, a moja i kolegów działalność zrewolucjonizowała rynek kredytów w Polsce. Biznes zakładaliśmy we trzech: Sławek Rykalski, Michał Petters i ja, jako trójka przyjaciół ze szkolnych ławek w LO XIV w Szczecinie, a następnie wspólnych studiów na Wydziale informatyki Politechniki Szczecińskiej. To właśnie jeszcze w czasie studiów, podczas wakacji pomyśleliśmy, że warto spróbować wspólnie stworzyć własny biznes. Mieliśmy już za sobą pierwsze doświadczenia, ponieważ swoje drogi zawodowe zaczynaliśmy wszyscy podobnie acz niezależnie: od niewielkich projektów IT – tworzyliśmy strony internetowe, portale czy proste systemy CRM. Żeby było ciekawiej, równocześnie z innym kolegą rozwijałem dystrybucję sprzętu do ćwiczeń wodnych i mieliśmy wyłączność znanych producentów na całą Polskę. Do dziś zresztą kolega to prowadzi.

Czyli od zawsze był Pan przedsiębiorczy?

To raczej cecha wyniesiona z domu rodzinnego. Przedsiębiorczość odziedziczyłem po dziadku, który też prowadził z sukcesem firmę ze swoimi kolegami i zawsze bardzo mi tym imponował. Podpatrywałem go już od najmłodszych lat i chyba nasiąknąłem dość mocno jego mądrością, wiarą w sukces i wyznaczaniem sobie coraz to nowych celów. Mój tata natomiast zaszczepił we mnie ogromną pracowitość i ambicję, którymi sam się charakteryzuje. Szczerze mówiąc to, nigdy nie widziałem dla siebie innej drogi życiowej niż właśnie bycie przedsiębiorcą. Pierwsze prace zarobkowe na własny rachunek w IT zaczynałem jeszcze w liceum, przez co nigdy nigdzie się nawet nie zatrudniłem.

Piotr Stempiński (Co-CEO Lendi) Foto: archiwum Lendi

Czym jest Lendi?

Najprościej mówiąc, Lendi to dziś po prostu największy pośrednik kredytowy w Polsce, w którym pracuje ponad trzy tysiące ekspertów kredytowych, ubezpieczeniowych i agentów nieruchomości na terenie całego kraju. Jednak Lendi to coś więcej niż firma zajmująca się samym finansowaniem. Od początku chcieliśmy budować miejsce, które przeprowadza klienta przez cały proces związany z zakupem własnego domu czy mieszkania w najprostszy możliwy sposób. Zaczyna się od znalezienia nieruchomości, później pojawia się finansowanie, a na końcu odpowiednie zabezpieczenie – zarówno samej nieruchomości, jak i życia oraz zdrowia rodziny. To często jedna z najważniejszych decyzji w życiu nabywcy, pełna emocji i wątpliwości. Naszą rolą jest sprawić, żeby ten proces był po prostu łatwiejszy.

Choć fundamentem są ludzie, w naszym DNA specjalne miejsce ma technologia. Zresztą od niej wszystko się zaczęło – od oprogramowania dla ekspertów kredytowych. Z czasemwokół tych rozwiązań zajęliśmy się pośrednictwem kredytowym, a później doszły kolejne usługi, które naturalnie uzupełniały naszą ofertę – nieruchomości i ubezpieczenia. Dziś tworzymy ekosystem usług, który dobrze oddaje nasze hasło: „Znajdź, sfinansuj, zamieszkaj – z Lendi jest łatwiej”. Nie traktuję go jednak jako sloganu. To raczej opis tego, jak chcemy pracować z klientami – kompleksowo, odpowiedzialnie i z myślą o tym, żeby w tak ważnym momencie mieli obok siebie partnera, na którym mogą polegać. Pomagamy spełniać marzenia i traktujemy tą misję nad wyraz poważnie.

Sukces w biznesie to przede wszystkim pieniądze.

To na pewno jeden z najczęściej stosowanych wskaźników i trudno z nim polemizować. Dla nas jednak liczby są przede wszystkim efektem tego, że konsekwentnie rozwijamy organizację i staramy się dostarczać klientom realną wartość. Firmę traktujemy jako swoje dzieło, a czujemy się odpowiedzialni nie tylko za klienta, ale też pracowników. Rynek kredytów i nieruchomości jest specyficzny, ale dzięki takiemu podejściu udało nam się przezwyciężyć czasy różnych kryzysów branży, podczas gdy upadły największe firmy w Polsce. Na ten rok prognozowany przychód całej Lendi Group to będzie znacznie ponad pół miliarda złotych, gdzie oczywiście sama spółka jako pośrednik kredytowy, ma w tym największy wkład. Dziś co szósty kredyt hipoteczny w Polsce jest udzielany za naszym pośrednictwem, a grono ekspertów rośnie najszybciej w historii firmy.

– Reklama –

spot_img

Firma w obecnym kształcie i o takim profilu działalności to było wasze marzenie?

– Zawsze chcieliśmy powołać do życia firmę technologiczną, ale fintech (technologie finansowe – dop. red.) wcale nie był początkowo celem. Mieliśmy młodzieńczy zapał, zamiłowanie do technologii i programowania. Pierwsze nasze pomysły były dość szalone – chcieliśmy swoim portalem zagospodarować wiele niezależnych usług, które dzisiaj funkcjonują niezależnie pod globalnymi brandami, jak np. Booksy, Docplanner, MoneySuperMarket czy wszelkie porównywarki finansowe. My chcieliśmy to wszystko oczywiście zrobić sami, prawie dwadzieścia lat temu – bez żadnego doświadczenia ani wsparcia finansowego. Ze wszystkich narzędzi, które udało nam się stworzyć, to właśnie oprogramowanie dotyczące kredytów zrobiło największe wrażenie na przedsiębiorcach w branży, co pozwoliło nam zdobyć pierwszą znaczącą umowę. Dzięki temu podpisaliśmy pierwszą z kolei umowę inwestycyjną z Polską Fundacją Przedsiębiorczości wspierającą nas finansowo i utworzyliśmy pierwszą spółkę – firmę Finpack. Niestety chwilę po tym, nasz główny klient wypowiedział umowę, motywując to ceną, a my zostaliśmy z dopiero co otwartym biurem, pierwszymi zatrudnionymi ludźmi, bez przychodów. Ta sytuacja to był swoisty nowy początek, dlatego rozpoczęliśmy poszukiwania nowych kierunków zagospodarowania tego, czym dysponowaliśmy. Oczywiście mogliśmy też się całkowicie wycofać, ale nikt z nas nie brał tego scenariusza pod uwagę. Krok po kroku od nowa budowaliśmy swoją pozycję oraz sieć klientów. O naszym powodzeniu nie zadecydował jeden genialny krok ani pomysł – był to efekt tylko i wyłącznie konsekwencji i pracowitości naszej trójki. Dzięki temu, po kilku latach z rozwiązań Finpack korzystało około siedem-procent ekspertów kredytowych

Od lewej: Michał Petters, Piotr Stempiński (Co-CEO Lendi) Foto: archiwum Lendi

To jednak okazało się za mało?

W pewnym momencie zrozumieliśmy, że dużo większe perspektywy biznesowe ma pełna realizacja usługi pośrednictwa, a stworzone narzędzie dla ekspertów kredytowych może stanowić idealny fundament takiej działalności. Rynek kredytów hipotecznych był ogromny, a później podobnie rozrósł się też gotówkowy. Uznaliśmy, że możemy nie tylko dostarczać technologię, ale też bezpośrednio pomagać klientom w wyborze optymalnego dla nich finansowania. Nie mieliśmy wykształcenia finansowego ani doświadczenia w bankowości. Paradoksalnie, właśnie praca nad naszym systemem sprawiła, że bardzo szybko zdobyliśmy praktyczną wiedzę o rynku. Zaczęliśmy współpracować z deweloperami i ekspertami kredytowymi, a wokół nas stopniowo budowała się sieć partnerów. To oni otworzyli nam drzwi do branży. Szybko zrozumieliśmy, iż we wzroście firmy kluczowy będzie dostęp do szerokiego grona klientów, który częściowo zagospodarowaliśmy na ówczesnym etapie połączeniem z wydawcą portali nieruchomościowych – grupą MZN Property SA. Kolejnym oczywistym krokiem była budowa całkowicie niezależnej firmy pośrednictwa kredytowego, ale tutaj na początku banki patrzyły na nas z dużą rezerwą, bo byliśmy po prostu nową, nieznaną im firmą. Wiele czasu zajęło Nam zdobycie tego zaufania, a co za tym idzie rozpoczęcia w pełni nowej historii dla spółki Lendi.

Dlaczego wasze oprogramowanie tak zawojowało rynek?

Przede wszystkim realnie skracało i upraszczało pracę ekspertów. Kiedyś klient po pierwszym spotkaniu czekał nawet tydzień lub dwa na porównanie tylko kilku ofert. Nasze rozwiązanie pozwalało już podczas pierwszej rozmowy zestawić propozycje wszystkich banków i od razu pokazać klientowi, jakie ma możliwości. To była duża zmiana jakościowa, zarówno dla eksperta, bo pracował sprawniej i dokładniej, jak i dla klienta – który od razu otrzymywał jasną i przede wszystkim pełną odpowiedź. Z resztą uważam, że to rozwiązanie w największym stopniu przyczyniło się do tak ogromnego wzrostu zaufania do pośredników kredytowych na przestrzeni ostatnich lat, sięgającego nawet siedemdziesięciu kilku procent. Dzisiaj, ubiegając się o kredyt hipoteczny, konsumenci w większości wybierają usługi naszej branży.

Dziś już nie dystrybuujecie swojego programu?

Całkowicie skupiliśmy się na obsłudze kredytobiorców. Mając przełomową technologię, postanowiliśmy zdobywać klientów, nie dzieląc się już nią z konkurencją. Nadal ją oczywiście rozwijamy, ale tylko na swój użytek. Ostatnio wdrożyliśmy na przykład kolejne przełomowe narzędzie, które usprawnia proces wyboru nieruchomości. Tutaj także bardzo szybko jesteśmy w stanie przeanalizować wszystkie możliwe opcje i skrócić cały proces poszukiwania nieruchomości.

Dużo szczęścia mieliście przy rozwoju biznesu?

Przez pierwsze lata miałem wrażenie, że szczęście nas wręcz całkowicie omijało. Konsekwencja, pracowitość i ambicja, o których wcześniej wspomniałem, pozwoliły dotrwać do momentu, w którym to szczęście w końcu się pojawiło. Tyl-ko my wiemy jak wyboistą drogę przeszliśmy, tysiące jakich decyzji musieliśmy podejmować, aby na niej pozostać i to wytrwale skierowanymi w stronę celu. Wiele długich nocy spędzonych z zamykającymi się oczami nad komputerem, przygotowywanie tysiąca modeli, prezentacji i dopracowywanie każdego w nich szczegółu to coś, co zostanie w pamięci na zawsze. Po takiej nocy już od rana setki wykonywanych telefonów, wizyt w biurach nieruchomości czy u deweloperów – zapowiedzianych bądź nie. Do tego tworzenie oprogramowania swoimi siłami, potem żmudne testowanie również bez żadnej pomocy z zewnątrz. Będąc jednocześnie trójką przyjaciół, w całym tym najgorętszym okresie motywowaliśmy się nawzajem, nadal zdobywaliśmy nową wiedzę na wielu polach i rozwijaliśmy się sami, razem firmą.

– Reklama –

spot_img

Jakie macie plany na przyszłość?

Nadal chcemy rozwijać usługi finansowe i budować własne rozwiązania technologiczne, które będą upraszczać proces zakupu nieruchomości, jak również ułatwiać dostęp do codziennych usług finansowych. Mówiąc wprost, mamy ambicje związane z budowaniem własnych produktów finansowych, co w przyszłości może nas zaprowadzić do własnej licencji bankowej. Jednocześnie konsekwentnie rozwijamy działalność poza Polską. Działamy już w Rumunii i analizujemy kolejne rynki, na których moglibyśmy wykorzystać naszą technologię i doświadczenia. Wciąż jest w nas głód nowego.

Trójka przyjaciół zakłada biznes. Jak udało się przetrwać w przyjaźni właśnie?

Na samym początku rozpoczęcia wspólnej działalności, spisaliśmy na komputerze swoisty kodeks postępowania, taki nasz „code of conduct”. Nigdy nikt go nawet nie wydrukował ani nie podpisał, ale obowiązywał nas przez cały czas. Wynikało z niego, jakie decyzje wymagają zgody dwóch, a jakie trzech z nas. Dziś z Michałem prowadzimy Lendi razem i po tylu latach często wystarczy jedno spojrzenie, żeby wiedzieć, co myśli druga osoba. Myślę, że fundamentem naszej współpracy od początku było coś bardzo prostego. Żywimy wobec siebie wzajemny szacunek i zaufanie, jesteśmy uczciwi. Mamy poczucie, że budujemy razem coś wyjątkowego, kierujemy się wspólnym celem i wartościami. Bez tego żadna wieloletnia współpraca po prostu by nie przetrwała.

Co jest Pana odskocznią od tego całego biznesowego świata? 

Dom i rodzina, to oczywiste. Bez wsparcia tam, trudno byłoby zwojować świat. Od zawsze ważny był dla mnie również sport, a w szczególności koszykówka, która w młodzieńczych latach całkowicie mnie pochłaniała. Dzisiaj dużo jest w moim codziennym życiu ćwiczeń na siłowni, które pozwalają mi z odpowiednią energią zaczynać dzień. Uwielbiam też podróże i odkrywanie miejsc poza utartymi szlakami.

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać