„Nie ma bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia”, czyli jedno z najsłynniejszych zdań irlandzkiego dramaturga i noblisty, George’a Bernarda Shawa. Trudno o trafniejsze wprowadzenie do rozmowy o kuchni. O jedzeniu mówi się zawsze, jest pretekstem do spotkań i rozmów, potrafi zatrzymać nas na chwilę, zgromadzić obcych ludzi przy jednym stole i zamienić zwykły wieczór w doświadczenie, do którego wracamy miesiącami z uśmiechem na twarzy. Z przyjemnością ogłaszamy nasz nowy cykl: „Prestiż degustuje”.
Na pierwszy ogień wybraliśmy restaurację CLUE, która działa w odrestaurowanym Park Hotelu. Pierwszy na stole pojawił się świeży chlebek z kozieradką. Chrupiąca skórka ustępowała miękkiemu wnętrzu, a śmietankowe masło z pomidorem doprawione płatkami soli zachwyciło każdego przy stole.
Przystawka
Mus z awokado z marynowanymi szyjkami rakowymi, cytrusami, ogórkiem z chili i prażynką ryżową. Lekka i świeża propozycja, rozbudziła apetyt na danie główne.
Danie główne
Wybraliśmy dwa makarony i policzki wieprzowe. Fettuccine z wołowiną, sosem Alfredo, suszonymi pomidorami, lazurem i olejem z wędzonej papryki urzekało kremową konsystencją oraz głębią smaku, budowaną przez wyraziste sery i delikatną nutę dymu. Ale zupełnie inny charakter miało tagliarini z grillowanymi krewetkami argentyńskimi, sosem z pieczonych pomidorów i ndują. Śródziemnomorska lekkość przeplatała się tutaj z subtelną pikantnością, pozostawiając danie pełne wyrazistości. Policzki wieprzowe w sosie z czerwonego wina, podane z opiekanymi ziemniakami i delikatną pianą z sera pleśniowego, zachwycały miękkością mięsa oraz doskonale zbalansowanym połączeniem głębokich, wytrawnych i świeżych akcentów.
Deser
Jeśli coś mogło nam skraść serca jeszcze bardziej, to były to… oczywiście, desery! Brownie podane z włoską bezą, rokitnikiem i lodami śmietankowymi zachwyciło intensywnym smakiem czekolady przełamanym owocową kwasowością. Karpatka z macerowanymi truskawkami i żelem z czerwonej porzeczki zaskoczyła współczesną interpretacją dobrze znanego klasyka. Spróbowaliśmy także klusek leniwych z kremem angielskim, marynowanym rabarbarem i pistacjami – delikatne i z otulającą nutą nostalgii.

Opuściliśmy CLUE z poczuciem dobrze spędzonego popołudnia. Każde z serwowanych dań było na swój sposób wyjątkowe i trudno nam wskazać faworyta, bo kuchnia Bartosza Myciaka konsekwentnie utrzymuje wysoki poziom. Na szczególną uwagę zasługują także eleganckie wnętrza, dyskretna, uważna obsługa i atmosfera panująca na terenie całego obiektu. Nasza pierwsza kulinarna podróż w nowym cyklu pozostawia więc jeden wniosek – do tego stołu z przyjemnością jeszcze usiądziemy.







