Tytuł maila wyglądał bardzo smakowicie. Zwłaszcza, że wiadomość ta nadeszła w porze obiadowej, kiedy trzewia dość głośno dawały znać, że czas coś przekąsić. „Zupy w Muzeum Narodowym” brzmiało więc bardzo zachęcająco. Czyżby otwarto jakiś nowy, ciekawy przybytek gastronomiczny i w dodatku w tak oryginalnych pomieszczeniach? – pomyślałem. Od razu przypomniała mi się mała knajpka w Muzeum Morskim w Oslo z fantastycznymi kanapkami z łososiem oraz krewetkami. Poezja ! Może więc i nasi muzealnicy postanowili skorzystać z dobrych wzorców ? Jedno mnie tylko nieco zastanawiało. Dlaczego tylko zupy ? A gdzie reszta ? Ale może to tylko, używając terminologii wojskowej, to takie „rozpoznanie bojem”, przetarcie szlaków, sondowanie rynku? Zupy na początek a jak „chwycą” i się sprawdzą, to wtedy przyjdzie czas na resztę. Idą święta Bożego Narodzenia, więc już sobie wyobraziłem gorący barszczyk z uszkami na małym muzealnym dziedzińcu gmachu przy ulicy Staromłyńskiej konsumowany w otoczeniu marmurowych rzeźb przedstawiających postacie Mojżesza i króla Prus Fryderyka II Wielkiego. Albo karnawał 2025. Jakże miło by było spożyć „dzień po” taneczno – kulinarno – trunkowych breweriach taką np. ogórkową, która pobudzi organizm do życia i przywróci chęć do działania, a przede wszystkim zlikwiduje, choć trochę, kaca – kilera. A potem święta Wielkiejnocy a z nimi muzealny żurek na kiełbasce i z jajeczkiem, czy też 15 sierpnia – w święto Wojska Polskiego zachwycić się prawdziwą żołnierską „grochówą” z kotła. Jeśli już szukamy uzasadnienia dla zupnego obżarstwa możemy wybrać jakiś klucz np. według państw, które mają konsuli honorowych w Szczecinie. I tak np. nie ominie nas wtedy spotkanie muzealne sam na sam z węgierską zupą gulaszową, albo czeską czosnkową „polevką”, litewskim chłodnikiem, ukraińskim barszczem, włoską minestrone, francuską cebulową, czy niemiecką kartoflanką. Ale czy nie byłoby przyjemnie nawet bez jakiejś świąteczno – specjalnej okazji wstąpić w muzealne progi na np. nieśmiertelną pomidorową, kapuśniak, rosół, fasolówkę, flaczki czy innego klasyka. Poza tym, jak człowiek wejdzie wtedy w przyjazną przestrzeń, to może nawet najdzie go ochota, aby poszwendać się nieco po obiekcie. Pogapić się na jakiś obraz, jakąś rzeźbę skontemplować itp. Przy okazji pracownicy muzeum mogliby sprawdzić przepastne magazyny i być może znalazłyby się jakieś eksponaty, z których udałoby się stworzyć np. kolekcję poświęconą kulinarnym dziejom Pomorza Zachodniego. Albo zamówić u lokalnych artystów np. serię obrazów, których motywem byłyby potrawy regionalne. Nie znam się, ale być może byłoby to jedyne w kraju takie zestawienie? Albo obrazy prezentujące postaci historyczne, ściśle związane z regionem, w połączeniu z jakimiś lokalnymi potrawami np. kanclerz Bismarck atakujący porcję „bratkartoffeln”, albo kompozytor Carl Lowe pałaszujący w twórczym uniesieniu tłustego śledzia. Ech, marzenia. I to w dodatku chyba nie do spełnienia. Bo w końcu, po tych rozkosznych rozmyślaniach, zachciało mi się otworzyć maila i zapoznać się z cała informacją z muzeum. I czar prysł ! Przebudzenie było okrutne ! Zacytuję jego treść w całości, bo nie jest ona długa.
„Kulinarne Podróże po Pomorzu Zachodnim to nowy cykl spotkań przygotowany przez Działy Etnografii Pomorza i Edukacji. Jest on związany z kulinarnymi tradycjami kultywowanymi w naszych domach. Ciesząca się dużym zainteresowaniem publiczności poprzednia edycja dotyczyła napojów. Tym razem chcielibyśmy zaprosić do stworzenia swoistej i niepowtarzalnej książki kucharskiej, w której wspólnie zamieścimy przepisy na dania od pokoleń przyrządzane w naszych domach. Kulinarne Podróże po Pomorzu Zachodnim rozpoczynamy zupami, potrawami charakterystycznymi dla wszystkich regionów Polski. W trakcie smakowitej eskapady będziemy dzielić się przepisami, wiedzą i anegdotami o barszczu, żurku, pomidorowej skierowanymi do wszystkich smakoszy wielu, wielu innych ulubionych zupach. Wytypujemy najlepsze pomorskie zupy, a w wyborze „królowej” pomogą internauci w głosowaniu w muzealnych mediach społecznościowych”.
Oooo, nieładnie. Najpierw „narobić smaku” a potem tak boleśnie sobie zadrwić?! Rozmawiać o jedzeniu nie mogąc nic skosztować ? Tortury ! Dlatego staram się nigdy nie oglądać programów kulinarnych „na głodnego”. Bolesne rozczarowanie. A przecież jest w filii Muzeum Narodowego – Centrum Dialogu Przełomy przy placu Solidarności bufet. Czyż nie można byłoby urządzić w nim zarówno części teoretycznej jak i konsumpcyjnej kolejnych rozważań na temat regionalnych kulinariów? Bo przecież na pewno przyjdzie czas na „Kulinarne Podróże” z zachodniopomorskimi przekąskami, daniami głównymi i deserami. Muzealni decydenci pochylcie głowy nad tym pomysłem. A jeżeli go nie przyjmiecie, to niech nad wejściem do muzeum raczej zawiśnie pewna sentencja, sporządzona wielkimi literami i skierowana do wszystkich smakoszy oraz wielbicieli dobrej kuchni. „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”, czyli (z j. wł.) „porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie” (napis nad bramą piekielną — Dante Alighieri „Boska Komedia”).
Smakowitych świąt Bożego Narodzenia i obfitego 2025 roku!





