- Reklama -
spot_img

Krzywym okiem

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

 

Teraz to się dopiero zacznie. W szczecińskich i zachodniopomorskich lasach, puszczach, kniejach i zagajnikach, na polach, gruntach uprawnych i tych leżących odłogiem, na działkach i w przydomowych ogródkach, miejscach zapomnianych bitew i wojennych potyczek, w ruinach domostw i pałaców. Pojawią się tłumy osobników przedziwnie odzianych w stroje maskująco-partyzancko-wędkarskie. Nie, to nie grzybiarze, ani myśliwi z polowania z nagonką, to nie policja ścigająca jakiegoś zbiega, ani zielarze poszukujący uzdrowicielskich roślin. Na ich twarzach miny marsowe, pełen napięcia wzrok czujnie utkwiony w ziemię, a słuch wyostrzony na każdy dźwięk dobiegający z trzymanego w dłoni wykrywacza metali. W zanadrzu gdzieś jeszcze czekające łopaty i kilofy. Przekopią każdy centymetr kwadratowy powierzchni województwa zachodniopomorskiego. Wszystko zostanie dokładnie sprawdzone, choć niektóre lokalizacje pewnie nie pierwszy raz i nie po raz ostatni. Bo możemy się spodziewać w okolicach Szczecina wybuchu „gorączki skarbów”. Co prawda do tej z Wałbrzycha i czasów „złotego pociągu” będzie jej bardzo daleko. Ale w każdym razie na nowo została rozbudzona w ludziach nadzieja, że te ziemie ciągle kryją bogactwa. I jest realna szansa ich odkrycia oraz zdobycia majątku. Skąd ten wniosek? Otóż płynie on z najnowszego znaleziska szczecińskich poszukiwaczy ze Szczecińskiej Grupy Eksploracyjnej, Kilka dni temu znaleźli niezwykły skarb – 70 złotych monet pochodzących z końca XIX wieku oraz początku XX wieku. Rosyjskie carskie ruble (5 i 15) oraz amerykańskie dolary (5, 10 i 20). Najstarsza z monet pochodzi z 1880 roku – to 5 dolarów amerykańskich. Natomiast najstarsza carska moneta to 5 rubli z 1897 roku. Najmłodsza z monet pochodzi z 1926 roku. Łącznie to 404 gramy złota o próbie 900. Według wstępnych wyliczeń numizmatyków skarb jest wart około 120 tysięcy złotych. Przeczytawszy te informacje pewnie niejeden z czytelników otworzy usta ze zdziwienia i sapnie w bezbrzeżnym zdumieniu: „Zwariowali?! Takim skarbem publicznie się pochwalili?! Zamiast go ukryć, podzielić między siebie i wystawiać na internetowych aukcjach albo wywieźć za granicę i sprzedać za ciężki „hajs ?!”. Ale okazuje się, że odkrywcami kierowały szlachetne pobudki, swoje znalezisko ujawnili z rozmysłem, aby „dać dobry przykład innym poszukiwaczom”. Szczecińska Grupa Eksploracyjna wcześniej odkryła dwa inne skarby. W jednym były srebrne marki, w drugim srebrne talary. Wszystkie znaleziska zostały zgłoszone do odpowiednich władz i urzędów. I znowu pewnie w tym momencie zabrzmi jęk kolejnego poszukiwacza, któremu nie w głowie takie gesty. Bo przecież odkrywcy raczej nie mogą liczyć na żadne znaleźne, nawet na przysłowiowe 10 procent wartości skarbu. Bo to podobno w Polsce martwy przepis, chyba od wielu lat nie stosowany. Pozostaje tylko osobista satysfakcja dla znalazcy, sława i podziw w kręgach poszukiwaczy oraz drwiny ze strony tych „trzeźwo i racjonalnie myślących oraz postępujących”. Ale jedna z lokalnych gazet wlała trochę nadziei w serca aktualnych i przyszłych poszukiwaczy twierdząc, że mimo zgłoszenia skarbu „monety pod względem formalnym nie są zabytkiem i mogą wrócić do znalazcy”. Nie ma więc chyba na co czekać. Może tylko na dobrą pogodę. A jesień całkiem, całkiem przyjemna. Można więc ruszyć na łowy. Wykrywacze w dłoń i trawestując słowa wielkiego polskiego pisarza Stefana Żeromskiego można rzec: „poszukiwacze poszli w las”. Czy coś znajdą? Jest taka możliwość, że będzie to coś więcej niż metalowe śmieci, guziki, jakieś żelastwo, części samochodowe oraz oczywiście wszelkiego rodzaju miny, granaty i pociski. Ale przecież odnajdą na pewno skarby innego rodzaju np. regularny pobyt na świeżym powietrzu tak zachwalany przez lekarzy i farmaceutów, intensywny ruch w postaci łażenia po lasach, wykrotach, rowach, czy błyskawicznej ucieczki z pola przed goniącym poszukiwacza rolnikiem, samo kopanie dziur w ziemi, to lepsze niż kilka godzin na „siłce” lub udziału w jakimś innym diabelstwie pt. squash, czy golf. Do tego dochodzą korzyści edukacyjne – poznawanie ojczystej ziemi, jej historii, uroków otaczającej odkrywcę przyrody – fauny i flory. A poza tym kto choć raz nie chciałby zostać Panem Samochodzikiem lub Indianą Jonesem? Nawet takim na lokalna skalę. Dostrzec ten zachwyt i podziw w oczach oblubienicy dający nadzieję np. na jakiś upojne „tete a tete” wieczorem, co już jest prawdziwym skarbem oraz nagrodą za trud. Bo jak mawiali templariusze: „tam skarb Twój, gdzie serce Twoje” …No dobra, dobra, dosyć tego smętnego ględzenia. Gumiaki na nogi, „panterka” na grzbiet, czas łapać za wykrywacz, łopatę i kilof. Puszcza Bukowa i podszczecińskie pola same się nie przekopią.

 

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać