- Reklama -
spot_img

Kultura jest suplementem diety

Strona głównaStyl życiaLudzieKultura jest suplementem diety

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Bycie mecenasem kultury to nie tylko ładnie wyglądający zapis w portfolio firmy, pamiątkowe zdjęcie czy dzieło artysty na własność. Jak mówi jedna z naszych rozmówczyń, reprezentująca świat biznesu: to satysfakcja, wartości, samorozwój, pozytywny wizerunek. Dobrze, jak biznes wspiera kulturę i na odwrót. Korzyści po obu stronach są wymierne. Wiedzą to szczególnie i są tego bardzo dobrym przykładem: Sanprobi, znana w całej Polsce firma zajmująca się badaniami mikrobioty jelitowej i produkcją probiotyków oraz Baltic Neopolis Orchestra, jedna z najlepszych orkiestr kameralnych w Europie. Mocą napędową tej udanej współpracy są dwie kobiety: Beata Dąbrowska, dyrektor ds. sprzedaży w Sanprobi oraz Emilia Goch-Salvador, dyrektor i altowiolistka BNO. One wiedzą najlepiej, że kultura jest nierozłącznym suplementem naszej codziennej diety.

Jak doszło do Waszej współpracy? Kto kogo pierwszy zainspirował i zachęcił do wspólnego działania na polu biznes-kultura?

Beata Dąbrowska: To Emilia przyszła do nas. Szukała kogoś, kto by wsparł jej działalność. A że wcześniej nawiązaliśmy współpracę, m.in. z aktorką Olgą Adamską, dyrygentką Sylwią Fabiańczyk-Makuch i satyrykiem Henrykiem Sawką, to naturalne było dla nas, by dać jej to wsparcie. Dodatkowo angażujemy się w kulturę fizyczną, chociażby poprzez organizację Sanprobi Biegu Kobiet. Wymyśliłam więc hasło, trochę przewrotne, że: Sanprobi wspiera kulturę, nie tylko bakteryjną. Od tego się zaczęło. I tak to trwa już trzy lata.

Emilia Goch-Salvador: Doświadczenia całego życia mówią tak: nie zdobędziesz mecenasa, dopóki nie posłucha ciebie na koncercie. Możesz ofert sponsorskich przygotować milion, ale jeżeli ktoś ciebie nie słyszał na żywo, to nie mają one żadnego znaczenia. Nadarzyła się więc okazja, że pan Robert Kornecki, jeden z szefów Sanprobi, usłyszał nas na koncercie. Niedługo po tym umówiliśmy się z nim na spotkanie i kiedy do niego doszło, szczęśliwie już nas lubił (śmiech). Ma artystyczną duszę, więc dzięki temu udało nam się zbudować trwałą relację.

Taki mecenat to raczej rzadkość. Niewielu przedsiębiorców inwestuje w kulturę. A szkoda.

Emilia Goch-Salvador: Mecenasów kultury w Polsce faktycznie jest bardzo mało. Są to głównie spółki skarbu państwa, które wspierają tylko odgórnie wskazane instytucje. Są to zazwyczaj przeróżne filharmonie, festiwale, które i tak mają ogromne budżety. Natomiast indywidualne wsparcie należy do rzadkości. Jest to problem nie tylko Polski, ale i całej Europy. Na przykład w Portugalii, gdzie organizujemy festiwal, wystarczy, że tylko wspomnimy o sponsoringu, to już słyszymy, że możemy o tym zapomnieć. Natomiast po drugiej stronie oceanu, w Ameryce, jest to normalne, wręcz cała kultura jest oparta na takim modelu wsparcia.

Wy się ze sobą bardzo dobrze dogadujecie. Jest chemia. Jak to robicie?

Emilia Goch-Salvador: Mamy bardzo wiele wspólnego w stylu budowaniu marki. Przede wszystkim robimy to po swojemu. Jesteśmy otwarci, lubimy, jak przyświeca nam jakaś idea.

Beata Dąbrowska: Nasze działania są etyczne, odpowiedzialne społecznie. Zależy nam na tym, żeby ludzie, którzy korzystają z naszych produktów, korzystali również z rzeczy, które my wspieramy. Kultura też jest lekiem. Mental, fizys, dusza – to wszystko musi być ze sobą powiązane, bo wtedy jesteśmy komplementarnie zabezpieczeni. Muzyka jest suplementem diety. Poza tym z Emilką trudno się nie dogadać. (śmiech)

Czyli nie tylko biznes, tzw. wymiana usług, ale również człowiek ma w tej relacji znaczenie.

– Reklama –

spot_img

Emilia Goch-Salvador: Oba nasze biura mają podobną atmosferę. Kiedy idziemy do Sanrobi, to czujemy się tam bardzo dobrze. Kiedy Beata przychodzi do nas, jest tak samo. Bardzo łatwo buduje się nam relację. Jest ona przyjacielska, wręcz domowa.

Beata Dąbrowska: Dla mnie praca zespołowa jest podstawą. Wszyscy pracujemy na rzecz jedności. Emilia jako szefowa orkiestry ma te same założenia. Ona jest zwierzęciem stadnym i ja też. Dodatkowo jesteśmy otwarte na to, co jest na zewnątrz.

Emilia Goch-Salvador: Jest w tym coś naprawdę magicznego, że jest tak dużo wspólnych czynników, aż nas to zaskakuje. Mamy nawet tyle samo lat! W zeszłym roku obchodziliśmy 15-lecie. W tej współpracy ważne jest, żeby siebie wzajemnie wspierać.

Reprezentujecie dwa odmiennie światy. Ufacie sobie? Nie ingerujecie w swoją pracę, w pomysły?

Beata Dąbrowska: Jest pełne zaufanie, gdyż ja się nie znam na muzyce (śmiech), więc jak ja mogłabym ingerować. To tak jakby mi Emilia powiedziała: Słuchaj, teraz musisz stworzyć taki, a taki produkt, gdyż ja tak uważam.

Emilia Goch-Salvador: Bazując na tym, że trudno jest o mecenasa, zależy nam, by ten nasz mecenas był zadowolony i dlatego też wychodzimy z własną inicjatywą. Na przykład, niedługo odbędzie się konferencja „Mikrobiota jest Kobietą”, dedykowana paniom. My tego dnia zagramy koncert, który będzie wpisywał się w ten projekt.

Skoro mowa o kobietach, to czy Wasza płeć ma znaczenie w tym, czym się zawodowo zajmujecie? Potrafimy lepiej się dogadywać niż mężczyźni?

Beata Dąbrowska: Kobiety w biznesie reprezentują zupełnie inne cechy niż panowie. Mają zdecydowanie lepsze kompetencje miękkie. Pracuję w Sanprobi już 22 lata, a od 2008 roku jestem dyrektorem firmy. I od tego czasu firma się bardzo rozwinęła. Panowie mają swoje twarde sprawy, wytyczają drogę naukowo, pod kątem zarządzania, inwestycji, itd. Ja zajmuję się realizacją tych pomysłów lub wyszukiwaniem pomysłów, które da się zrealizować. Odpowiadam na potrzeby drugiej strony. Przekładam wizje na język praktyczny, a do tego najlepiej nadają się kobiety. Z bardzo prostego powodu: my potrafimy rozmawiać z ludźmi, a rozmowa jest podstawą wszystkiego.

Emilia Goch-Salvador: W świecie muzycznym ciągle dominują mężczyźni. To się zmienia bardzo powoli. Jeszcze do lat 80. zabronione było, by kobiety pracowały w Operze Wiedeńskiej. Dopiero nasze pokolenie dokonuje realnej zmiany w tym temacie. Jest np. więcej kobiet dyrygentów, a pamiętam, że kiedy byłam w szkole średniej, to kobieta dyrygent była czymś wręcz szokującym. Kobieta na kontrabasie? Zapomnij. Rola kobiety w muzyce klasycznej się zmienia. Ten proces odbywa się na naszych oczach. Gdyby naszą organizacją nie zarządzały kobiety, to by się tak nie rozwinęła. Niestety ciągle odczuwam dyskryminację.

Dyskryminację? Przecież artyści to ponoć najbardziej otwarci ludzie w całym społeczeństwie. Tacy przynajmniej powinni być…

– Reklama –

spot_img

Emilia Goch-Salvador: Nieraz było tak, że kiedy byłam na jakimś oficjalnym spotkaniu, to mężczyzna z drugiej strony nie mówił do mnie, tylko do mojego męża, chociaż to ja jestem szefową zespołu i to ja z nim wcześniej rozmawiałam. Dodatkowo bardzo mnie bulwersuje opinia, że kobiety nie potrafią się dogadać i wiecznie się kłócą. Jest zupełnie na odwrót. Kobiety potrafią wspaniale ze sobą rozmawiać i dochodzić do porozumienia. Wielokrotnie lepiej niż mężczyźni, którzy ze sobą wiecznie rywalizują.

Otrzymałaś na Gali Biznesu nagrodę Osobowość Kultury. Kobieta, szefowa orkiestry… Nagrody muzyczne to jedno, a jak odbierasz tego rodzaju wyróżnienie?

Emilia Goch-Salvador: Mimo że często występuję na scenie, publicznie, nie czuję się najlepiej jako osoba na świeczniku. Taki mam charakter. Każdą nagrodę odbieram w imieniu zespołu. Dla orkiestry jest to ważne wyróżnienie. Z jednej strony ten świat biznesu jest tak odległy, z drugiej tak bliski. I to bardzo dobrze, bo można zacieśnić te więzy. Zawsze podaję za dobry przykład Sanprobi, też po to, żeby ludziom otworzyć głowę, żeby pokazać, że te dwa światy – muzyczny i biznesowy – idealnie się uzupełniają i że można wspólnie tworzyć ciekawe rzeczy.

Beata Dąbrowska: W wielu aspektach można udowodnić, że kultura z biznesem idą za rękę. Naprawdę nieliczni artyści zarabiają tyle, że mogą spokojnie za to żyć. Ja też mam specyficzną branżę. Robię produkty dla ludzi, więc moim celem jest również edukacja. I ta edukacja może również odbywać się przez kulturę.

Emilia wyznała, że suplementuje probiotyki, a czy Ty chodzisz na jej koncerty?

Beata Dąbrowska: Jestem na każdym jej koncercie. I chociaż nie znam się na muzyce, to się cały czas jej uczę. Odbieram muzykę bardziej emocjonalnie i moim osobistym wskaźnikiem tego, czy coś mi się podoba i rezonuje ze mną, jest to, czy mam dreszcze w trakcie koncertu, czy ich nie mam. Pamiętam szczególnie jeden z takich koncertów, na który zaprosiła mnie Emilia, BNO grało wtedy z Leszkiem Możdżerem. Pamiętam, że przez cały występ miałam gęsią skórkę. To było coś niesamowitego.

Co w takim razie planujecie tym razem?

Emilia Goch-Salvador: Marzec mamy gorący, bo będziemy uczestniczyć w wydarzeniach Sanprobi, a oni w naszych. Później odbędzie się szósta edycja festiwalu Szczecin Classic, którego tematem przewodnim będzie szósty zmysł.Chcemy zrobić również projekt o nazwie Silent Piano. Będzie on polegał na tym, że pianista siada np. w parku albo w Kaskadzie i gra dla wybranych osób. Dokładnie ten kto ma ochotę posłuchać, zakłada słuchawki, i przez dwie minuty słucha pianisty.

Beata Dąbrowska: A w międzyczasie bierze kapsułkę Sanprobi Stress (śmiech). Jest wyluzowany. Może odpocząć i przez chwilę pobyć sam ze sobą.

Podsumowując, żeby zachęcić innych przedstawicieli biznesu do wspierania kultury, to co taki mecenat daje?

Beata Dąbrowska: W każdej pracy chciałoby się mieć satysfakcję. A satysfakcja jest wtedy, kiedy coś dajemy. W momencie, kiedy zaczynamy się dzielić z innymi tym, co osiągnęliśmy, to sami czujemy się lepiej. I nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Za tym idzie idea i wartości. My się jako ludzie rozwijamy. Pomagając komuś, tak naprawdę pomagamy sobie.

Dziękuję za rozmowę.

 

foto: Karolina Tarnawska / makijaże: Martyna Goetz Make Up & Hair / włosy: Martyna Goetz Make Up & Hair / miejsca: Dobre Studio i Jasne Błonia

 

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać