Do Europy wjechała po raz pierwszy i w swej pierwszej generacji w 1977 roku, prosto na prestiżową wystawę motoryzacyjną we Frankfurcie. Przyjechała prosto z japońskiej fabryki, na własnych kołach pokonując tysiące kilometrów. Na kontynencie została do dziś, a ostatnia – szósta – generacja Mazdy 323 przestała być produkowana w 2003 roku.
Starsza siostra Mazdy 3 dorastała dynamicznie, a zestarzała się z klasą, zachowując przy tym w pełni swą atrakcyjność. Pierwsze modele Mazdy 323 (produkcja 1977-1980) w Japonii znane były pod wiele mówiącą nazwą Familia. Ich wygląd znacznie różnił się od kolejnych generacji, bardziej wpasowując się w amerykańskie niż europejskie trendy. Silniki benzynowe 1100 i 1300 cm3 też nie rzucały na kolana, ale zdobyta szybko popularność napędzała konstruktorów do ciągłego unowocześniania nowego modelu tej marki.
Wspaniałe małe auto
W USA sprzedawana była pod nazwą Mazda GLC, a skrót ten oznaczał wprost Great Little Car. Prace zespołu inżynierów koncernu doprowadziły już w 1980 roku do powstania drugiej generacji Mazdy 323 – trzymając się europejskiej nazwy. Zmiany były duże. Wygląd zewnętrzny to jedno, ale przeniesiono także napęd na przednie koła, powstała także wersja czterodrzwiowego sedana. Nadal jednak największą popularnością cieszyły się hatchbacki (w wersji trzy- lub pięciodrzwiowej). I właśnie taki samochód możemy spotkać na szczecińskich ulicach. Nie sposób przeoczyć błyszczącej w słońcu Mazdy 323 BD przemierzającej miasto z pełną gracją. Pojemność 1100 cm3 i moc 55 KM to dla miejskiego autka liczby raczej dość typowe. Jednak okazały się punktem wyjścia do mocniejszych wersji i to takich, które z powodzeniem startowały w rajdach WRC. Mazda 323 w wersji GTX została zaprezentowana już na początku lat osiemdziesiątych, mając silnik o pojemności 1600 cm3. To jednak model generacji BD uznaje się za prekursora rajdowych odmian samochodów japońskiego koncernu, warto przy tym wspomnieć także jego wersję 4WD.
Zapach nowości oldtimerki
Mazda 323 BD świetnie sprzedawała się na całym świecie, a szacunek budzi fakt podbicia rynku niemieckiego. Miejscowa konkurencja była tam przecież znakomita (VW Golf, Opel Kadett). Pojawiła się także w Polsce, choć naszego rynku zalać nie mogła – inne wszak były to czasy pod wszelkimi możliwymi względami do tych, jakie mamy dziś.
– Moja Mazda przyjechała na początku lat osiemdziesiątych z Japonii do niemieckiego dilera, w którego salonie kupiła ją pewna Niemka – mówi Mateusz Borskowicz założyciel „Klasycznego Szczecina”, właściciel samochodu. – Auto stało w jej garażu od 1988 aż do 2024 roku, gdy trafiło w moje ręce. Za dowód tego niezwykłego faktu niech posłuży udokumentowany przebieg – zaledwie 23 tysiące kilometrów! Drugim – zadziwiającym także samym w sobie – dowodem jest fakt, że pod pokrowcami na tylnych siedzeniach odkryłem… fabryczną folię! Po takim wstępie, nikogo już nie dziwi fakt, że lakier także jest oryginalny. Samochód za sprawą swojego wyglądu praktycznie nowego – robi furorę na wszelkiego rodzaju zlotach, gromadząc zawsze tłumek zainteresowanych fanów motoryzacji.










