25 lat Lions Club Szczecin Jantar

O kręgu kobiet, którym chce się coś robić

Tych kilkanaście niezwykłych kobiet swoją charytatywną działalnością na pewno, jak pisał poeta, „przywraca wiarę w człowieka”. Członkinie Lions Club Szczecin Jantar swoje akcje prowadzą od 25 lat. I nie zamierzają osiąść na laurach. Nadal są pełne werwy, pomysłów i chęci realizacji kolejnych projektów. Swoją energią i aktywnością zarażają kolejnych kandydatów do wspólnego działania. O jubileuszu klubu, najważniejszych akcjach, sztandarowych wydarzeniach, Jolancie Kwaśniewskiej i Dalajlamie oraz atrakcjach rocznicowego balu rozmawiamy z Barbarą Marciniak-Marecką – prezydentem Lions Clubu Szczecin Jantar, Krystyną Araszkiewicz – członkinią zarządu i Pelagią Żejmo.

Pomysł na powołanie w Szczecinie żeńskiego Lions Clubu powstał w 1997 roku. Wtedy spotkała się grupa kobiet, które postanowiły wspólnie działać na rzecz ludzi potrzebujących wsparcia, słabszych i cierpiących.

Barbara Marciniak-Marecka: Do powstania naszego Klubu przyczynił się taki impuls, powiedzmy, ogólnospołeczny. Cieszyliśmy się odzyskaną wolnością, demokracją, powstawały liczne organizacje pozarządowe, w tym m.in. Lions Club. Czułyśmy się w pewnym sensie nobilitowane przez przynależność do takiej organizacji, o zasięgu ogólnoświatowym, jednej z najstarszych na świecie. Pierwszy klub Lions na naszym terenie powstał w 1990 roku w Policach za sprawą Norwegów, którzy zaszczepili tę ideę w naszym regionie. Potem powstały kolejne kluby, w tym w 1995 roku męski Lions Club Magnolia. Osobą, która transferowała tę ideę wśród innych był Zygmunt Meyer – były marszałek województwa. I on nas poprowadził do ukonstytuowania się tego naszego klubu. W tej chwili w Szczecinie jest pięć klubów Lions.

Jest tyle miejsca w stolicy Pomorza Zachodniego? Nie wchodzicie sobie w drogę?

Krystyna Araszkiewicz: Nie, potrzebujących jest bardzo dużo.

BMM: W pierwotnym zamyśle klub liczył około 30 osób, to była taka optymalna liczba.

A w tej chwili, ile liczą?

BMM: Niestety, są mało liczne. Nasz klub w tej chwili liczy 15 osób. Choć zawsze było 25 członkiń, a okresowo nawet 30. Najliczniejszy aktualnie jest męski LC Magnolia – mają chyba 25 członków. Pozostałe liczą po 12 – 15 osób. Musimy chyba zacząć myśleć o łączeniu klubów….

KA: Na pewno dobrze jest łączyć swoje siły i możliwości, bo realizacja projektów jest łatwiejsza przy większej liczbie osób w nie zaangażowanych. W ubiegłym roku taki właśnie projekt, duży, międzyklubowy udało nam się zrealizować w gminie Maszewo. Dzięki wsparciu finansowemu klubów szczecińskich udało nam się odnowić pięć świetlic środowiskowych, które są prowadzone przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Świetlica w Maszewie została gruntownie wyremontowana i znalazło się w niej nowe wyposażenie. Dzieci, które pozostają pod jej opieką w tej chwili mogą spędzać czas w bardzo dobrych warunkach. To taki dobry przykład tej synergii działań.

Zasięgiem swoich działań klub nie obejmuje tylko Szczecin i najbliższą okolicę?

KA: To była taka trochę wyjątkowa akcja, bo większość naszych działań dotyczy jednak Szczecina. Chociaż w regionie też funkcjonujemy. Ale tam też są kluby naszej organizacji np. w Barlinku czy Szczecinku. Nie wchodzimy im w paradę. Natomiast przez pewien czas współpracowałyśmy z domem dziecka w Policach. Skupiamy się na Szczecinie, ale jeśli jest gdzieś potrzeba, niedaleko, to tam też się staramy pomóc.

Ile osób liczył pierwszy skład Lions Clubu Jantar?

BMM: 25 członkiń-założycielek.

Ktoś z tego pierwotnego składu jeszcze został?

BMM: Cztery osoby. Dużo. (śmiech)

Jaka była pierwsza klubowa akcja?

B.M-M: To był chyba zakup łóżeczek dla noworodków ze szpitala przy ulicy Unii Lubelskiej. Pomysł wziął się stąd, że jedną z członkiń założycieli klubu była dr Elżbieta Ronin-Walknowska i ona podjęła tę inicjatywę. Taka była wtedy potrzeba. Potem sza sprawą innych członkiń klubu, które również były lekarkami, były realizowane np. Białe Niedziele w gminie Stara Dąbrowa, Pobyty Bez Łezki – te akcje polegały na sfinansowaniu przez nas remontu oddziałów dziecięcej kardiologii, dermatologii w szpitalu przy ulicy Arkońskiej oraz zakupu inkubatora dla oddziału neonatologii. W tym nam nawet pomagała ówczesna Pierwsza Dama – Prezydentowa Jolanta Kwaśniewska.

Osobiście czy duchowo?

B.M-M: Finansowo. W tamtym czasie członkostwo czy działanie w takim klubie jak nasz dodawało skrzydeł i energii. Dziewczyny w jakiś sposób dotarły do Jolanty Kwaśniewskiej. Ale tylko dlatego jednak, że reprezentowały stowarzyszenie. Jako członkiniom organizacji łatwiej jest nam po prostu dotrzeć do pewnych osób, osobowości. A mamy szczęście do ludzi, bo np. w 2003 roku za sprawą Tomka Szczygielskiego, który jest buddystą, miałyśmy spotkanie z Dalajlamą. To było prawdziwe przeżycie.

Ile akcji przeprowadził Jantar od 1997 roku? Które zasługują na specjalne wyróżnienie?

PŻ: Możemy się pochwalić wszystkimi naszymi akcjami. Na pewno przez te 25 lat takich większych akcji było 50 najskromniej licząc. To są takie akcje systemowe, cykliczne, bardzo istotne dla nas. Odbywają się dwa razy w roku. Poza tym przeprowadziłyśmy bardzo dużo mniejszych akcji dla społeczności lokalnej. Natomiast ta nasza pomoc nie jest tylko lokalna. Idzie także w świat. Jeżeli np. dochodzi do jakichś kataklizmów czy klęsk żywiołowych, to wtedy również wspomagamy akcje światowe poprzez centralę ruchu Lions w USA.

KA: Od wielu lat jesteśmy ambasadorkami, taki tytuł otrzymałyśmy i jesteśmy z niego bardzo dumne, Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii w Szczecinie. Staramy się uczestniczyć w różnych działaniach, które mają na celu uczenie kobiet jak ważna jest profilaktyka nowotworów piersi, jak ważne są na przykład samobadania. Uczestniczymy w Marszach Różowej Wstążki. Organizujemy też co roku spotkania z okazji Dnia Kobiet – Kobiety Kobietom. Są one bardzo kolorowe, pełne takich babskich pogaduszek, ale ich celem jest również zebranie środków na różne cele, na które szpital nie może wydawać pieniędzy z uwagi na przepisy prawa np. dzięki nim upiększane jest otoczenie – wymalowane zostały piękne murale w szpitalu przy Strzałowskiej dzięki środkom z tej akcji, kupiłyśmy translatory dla pacjentek z Ukrainy dla łatwiejszej komunikacji, dzięki nim zadbano również o zieleń na terenie szpitala. Ostatnio kupiłyśmy projektor dla dzieci, które poddawane są radioterapii. To taka współpraca, która jest kropelką w morzu potrzeb szpitala i pacjentek, ale mimo to na pewno ważna.

Czy teraz jest łatwo zbierać fundusze? Ludzie są jeszcze otwarci, chętni do pomocy?

PŻ: Są.

KA: Ku naszemu zaskoczeniu i radości, te nasze akcje co roku, przez ostatnie dwa, trzy lata, nadal kończą się, w naszym przekonaniu, sukcesem. Nadal znajdują się i firmy, i ludzie dobrej woli, którzy są chętni, aby się podzielić pieniędzmi i wesprzeć potrzeby, które my próbujemy zrealizować. Kryzys jest odczuwalny, trudniej na pewno rozmawia się ze sponsorami, ale nadal udaje nam się zebrać środki.

Jantar słynie z dwóch takich sztandarowych, dorocznych imprez. Pierwsza to Dzień Kobiet. A druga?

PŻ: To nasz coroczny bal. To nasza największa impreza i dzięki niej pozyskujemy najwięcej środków. To za każdym razem jest nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Prowadzimy licytacje np. obrazów znanych szczecińskich artystów, choć nie tylko. Pieniądze uzyskane w ten sposób przeznaczamy m.in. dla szczecińskich szpitali. Dzięki nim np. wyposażony został w sprzęt rehabilitacyjny wyremontowany oddział geriatrii szpitala przy ulicy Arkońskiej, a także doposażyłyśmy w urządzenia medyczne do rehabilitacji pocovidowej placówkę w Zdunowie.

BMM: W 2006 roku kupiłyśmy pierwszy samochód – czerwoną skodę dla Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych. Kolejny kupiłyśmy w 2013 roku, również skodę. Teraz, 25 listopada odbędzie się kolejny bal, rocznicowy, bo będziemy obchodzić nasz jubileusz 25-lecia działalności. Planujemy w jego trakcie zebrać pieniądze na sfinansowanie kolejnego samochodu, również dla Zachodniopomorskiego Hospicjum.

Jantar istnieje od 1997 roku. 25-lecie chyba powinno być więc obchodzone w ubiegłym roku?

BMM: Tak, ale musiałyśmy spełnić wszystkie procedury formalno-prawne. To trochę zajęło nam czasu. Na skutek tego oficjalnie swoją działalność rozpoczęłyśmy w październiku 1998 roku.

Co było największym sukcesem Lions Club Jantar w ciągu tych 25 lat?

KA: To, że jesteśmy cały czas razem, działamy, nie tracimy chęci i zapału i że się przyjaźnimy. W moim przekonaniu, to nasz największy sukces. Ale też każda z nas uznałaby na pewno wiele różnych projektów za nasze niewątpliwe sukcesy. Dla mnie bardzo ważne są nasze projekty dla dzieci z domu dziecka. Np. pomogłyśmy stworzyć w polickim domu dziecka klub rowerowy. Za pieniądze zabrane podczas balu kupiłyśmy dzieciakom rowery. Była to dla nich niesamowita frajda, wymyśliły nazwę tego klubu i regulamin jego działania, a my potem razem z nimi jeździłyśmy na wycieczki rowerowe. Do tej pory wspominam tę akcję jako bardzo ważną i potrzebną.

Ile pieniędzy zebrał Jantar w ciągu 25 lat swojej działalności? Chociaż w przybliżeniu.

BMM: Sama nie dowierzałam moim wyliczeniom, ale przekazałyśmy naszym beneficjentom ponad milion złotych.

A ile pań przez te lata przewinęło się przez Lions Club Jantar?

KA: Chyba, w sumie, nie aż tak dużo.

BMM: Myślę, że nie więcej niż 60 osób.

PŻ: Założycielki działały dosyć długo. Cześć członkiń zaprzestała współpracy np. ze względów zdrowotnych, inne musiały wyjechać. W ich miejsce wchodziły nowe koleżanki.

25 listopada odbędzie się jubileuszowy klubowy bal. Jakie atrakcje czekają na uczestników?

KA: Atrakcją na pewno będzie występ świetnego zespołu Swing Lovers. To taka nasza szczecińska muzyczna gwiazda. Jak zwykle bal będzie także okazją do promowania szczecińskich artystów albo artystów związanych ze Szczecinem. W tym roku w trakcie aukcji głównej będziemy licytować obraz pani Marioli Landowskiej – malarki, która na stałe pracuje w Portugalii, ale jest ze Szczecina. Myślę, że ten obraz przyniesie w listopadzie, mrocznym i szarym miesiącu, dużo takiej pozytywnej, słonecznej energii. W zeszłym roku licytowaliśmy dzieła Jarosława Ejsymonta i Erazma Kalwaryjskiego. Inną atrakcją, oprócz obrazu, będzie licytacja przepięknej biżuterii artystycznej – chcemy nawiązać współpracę z panem Maciejem Rozenbergiem, krajowym artystą tworzącym dla znanych polskich marek oraz planujemy licytację dzieł Małgorzaty Kalińskiej – artystki zdobywającej nagrody na międzynarodowych festiwalach, tworzącej nie tylko biżuterię, ale również malującej obrazy. Jak zwykle będzie także loteria.

Jubileusz jubileuszem, a jakie plany Jantar ma na przyszłość?

KA: Wytrwałą i owocną pracę przez następne 25 lat. (śmiech)

PŻ: Myślę, że także zarażenie młodych ludzi naszą działalnością.

KA: Kilkanaście dni temu uroczyście przyjęliśmy do takiej naszej „młodzieżówki”, czyli Klubu Leo, 13 młodych ludzi, licealistów. To mieszany klub, nie tylko dla dziewcząt. Pięknie działają, organizują co roku koncert charytatywny w DK 13 Muz, w którym występują młodzi muzycy. Dzięki niemu w ubiegłym roku zebrali środki i wyposażyli plac zabaw dla nieuleczalnie chorej dziewczynki objętej opieką Fundacji Mam Marzenie. Bardzo jesteśmy z nich dumne.

Kto może zostać członkinią Lions Club Jantar?

PŻ: Każda pani, która ma chęć pracować, działać charytatywnie i posiada umiejętności organizacyjne, pozyskiwania ciekawych ludzi do współpracy, podejmowania wspólnych inicjatyw.

KA: To poczucie wspólnoty jest bardzo ważne, bo to taki motor napędzający nas do działania. Dzięki temu jesteśmy razem w kręgu kobiet, którym chce się coś robić. I to daje nam dużo radości.

 

Prestiż  
Listopad 2023