W Szczecinie pojawiła się skocznia narciarska. Nie, to nie żart, ani żadne zwidy, czy też efekty uboczne zażywania jakichś leków, płynów, grzybków, substancji wspomagających, przedawkowania napojów energetycznych, niestrawności czy też fatamorgana. Tylko, że pojawiła się ona na chwilę, bo to skocznia mobilna – objazdowa, który wędruje po kraju w poszukiwaniu skocznych talentów.
Organizatorzy trasy mobilnego obiektu do skoków – Polski Związek Narciarski reklamują go jako element tzw. Akademii Lotnika (?) oraz tym, że korzystał z niego m.in. sam Adama Małysz – czterokrotny Mistrz Świata i wynalazca kanapki regenerująco – energetycznej, czyli bułki z bananem. Skocznia jest zamontowana na samochodzie dostawczym. Ma to umożliwiać oddanie nawet (?!) czterometrowych skoków! Jeżdżąca skocznia ma odwiedzić kilka miast w Polsce m.in. Bielsko Białą, Wrocław, Warszawę, Wisłę i Kraków. Bielsko – Białą i Wisłę? Przecież tam mają góry i skocznie, to po co im jeszcze mobilna? Ważne, że skocznia, nawet w tak ubogiej formie, pojawiła się w Szczecinie. Taka pewnego rodzaju odskocznia od codziennych problemów dla wielu szczecinian. Zamiast się martwić galopującymi podwyżkami w mieście, to np. skoczy sobie człowiek, raz i drugi, poleci te cztery metry, albo i mniej, może wyląduje eleganckim telemarkiem albo poszoruje twarzą po podłożu. Niejeden ze skoczków – damatorów być może boleśnie „zaliczy glebę”. Ale posiniaczony lub nawet lekko nadwyrężony skupi się wtedy na zawracaniu głowy przedstawicielom miejscowej służby zdrowia swoim nieszczęściem a nie np. podwyżkami cen biletów komunizacji. Tu nasuwa się więc automatycznie pewne rozwiązanie wielu konfliktowych spraw w stolicy Pomorza Zachodniego. Władze miasta i radni powinni pomyśleć o budowie stałej skoczni narciarskiej, takiej z prawdziwego zdarzenia. No, może nie od razu jakiejś tam Wielkiej Krokwi czy innej Mamuciej, ale na początek coś takiego pośredniego. Przecież tuż za Odrą, u naszych niemieckich sąsiadów, w kilku miejscowościach niedaleko granicy, istnieją nieduże skocznie narciarskie. Tak, tak, to nie żart. Są, działają i ludzie sobie na nich skaczą. Skoro więc oni mogą, to my – zachodniopomorscy reprezentanci narodu wybitnie skocznego nie możemy? Nie naszą winą jest, że w Zachodniopomorskiem nie ma gór, może oprócz szczecińskiej Gubałówki. Ale za to czasami pojawiają się u nas pewne szczyty np. głupoty, złodziejstwa, bezczelności, chamstwa itp. Tyle, że takie „szczytowanie” jest chyba codziennością w całym kraju. Skocznia narciarska w Szczecinie powstać musi. Niezwłocznie, a nawet co koń wyskoczy. To, że nie mamy gór prawdziwych, to nie znaczy przecież, że nie możemy skakać jak nasi rodacy żyjący na południu kraju. Jak śpiewał klasyk: „bo wszyscy Polacy, to jedna rodzina, starszy, czy młodszy, chłopak czy dziewczyna”. Jesteśmy narodem wybitnie uskocznionym. Skocznia niech nas łączy, nie dzieli. Przecież nikt tak jak Polacy nie skoczy tak fantastycznie na piwo, albo zrobi skok na jubilera, kantor, konwój z pieniędzmi lub bank, albo wykona skok „w bok”. Nie zapominajmy o naszych politykach, bez znaczenia z jakiego ugrupowania, którzy słyną ze swoich niewiarygodnych skoków na „kasę”. Potrafimy skakać na głęboką wodę czy w ogień, nie licząc się z konsekwencjami takich wyczynów. Ale też chyba nikt tak jak my nie skacze na jednej nodze. Historycznie skokowo również jesteśmy obciążeni. Bo np. piękny skok w nurty Elstery oddał książę Józef „Pepi” Poniatowski, pięknie również skakaliśmy z kosami na armaty czy z butelkami z benzyną na czołgi. Po II wojnie światowej dzięki nowemu ustrojowi wielu Polaków zaliczyło skok cywilizacyjny oraz skoki w hierarchii społecznej – z nizin na same wyżyny. A wyczyny sportowe ? Skok wzwyż, skok w dal, trójskok i wreszcie skok o tyczce. To przecież w Szczecinie mieszka i żyje najbardziej znana polska tyczkarka – Monika Pyrek i także u nas znajduje się Dream Tower – komin o wysokości 252 metrów z którego można skakać na bungee (to nie tylko najwyższy obiekt do dream jump w Polsce, ale także jeden najwyższych punktów do skoków na świecie!).
Skoki, jak się okazuje, niejedno mają imię. Ważne żeby się dobrze wybić z progu a potem rozwinąć skrzydła i lecieć, lecieć, lecieć….. I tego może nas nauczyć właśnie skocznia narciarska. A gdzie człowiek doleci i wyląduje, to już zupełnie inna sprawa.





