- Reklama -
spot_img

Mroczny „Klangor” wrócił do Świnoujścia

Strona głównaNewsyKulturaMroczny „Klangor” wrócił do Świnoujścia

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Zachodniopomorskie przez długie lata nie cieszyło się popularnością wśród polskich filmowców. Ostatnio to się jednak zmienia. Również za sprawą serialu „Klangor”. Co zadecydowało, że na miejsce akcji obu serii wybrano Świnoujście?

Szczerze mówiąc, trochę przypadek, a trochę dedukcja. W momencie decyzji na temat areny, na której będzie się toczyć akcja, Klangor był w powijakach. Właściwie nie był jeszcze tą historią, a nasz bohater był kimś innym. Brałem wówczas udział w inicjatywie stworzonej przez Canal+, która miała z jednej strony pomóc wejść nieznanym czy młodym twórcom na rynek, a z drugiej strony – w rosnącej i nienasyconej gospodarce serialowej dać nadawcy fajne pomysły, fajny materiał. Pracowaliśmy wtedy w innym zespole niż ten, który ostatecznie doprowadził do realizacji Klangoru. Był 2018 rok, mieliśmy w Polsce dosłownie garstkę pierwszych seriali premium. Był Belfer, Wataha, powstawał Kruk. Uznaliśmy, że zwiększymy swoje szanse na realizację, jeśli nie osadzimy akcji ani w Bieszczadach, ani na Podlasiu. Jednocześnie temat pogranicza zawsze bardzo mnie interesował. W ten sposób padło na Świnoujście. Wtedy, w 2018 roku, moje wspomnienia o Świnoujściu były bardzo odległe, ale magiczne. Znałem je głównie z rodzinnych zdjęć – moi dziadkowie zabierali mnie tam na wczasy. W ten sposób, trochę dedukcją, trochę przypadkiem, a trochę dzięki ciepłym wspomnieniom padło na Świnoujście.

„Klangor” oraz „Odwilż” to dwa serialowe polskie hity, które były realizowane – pierwszy w Świnoujściu a drugi w Szczecinie. Ale to nie jedyne co je łączy. To także klimat, nastrój, atmosfera obu produkcji. Przez wiele określane są jako „zrealizowane w skandynawskim stylu kryminałów”, „nordic noir”, czyli mroczne, zimne, dołujące. Czy zgadza się Pan z taką opinią? Co jest takiego w Pomorzu Zachodnim, że jest odbierane właśnie w ten sposób?

Chodzi o światło. Jest zupełnie inne niż w jakimkolwiek innym miejscu w kraju i bardzo przypomina światło w skandynawskich serialach.

Czy to, że obie produkcje powstawały w podobnym czasie, klimacie i w tym samym regionie, to przypadek ?

„Klangor” powstał pierwszy. Zdjęcia do pierwszego sezonu zaczęliśmy w 2019 roku. Mieliśmy pecha z covidem – w marcu 2020 musieliśmy zejść z planu z oczywistych przyczyn, ale nie mogliśmy wrócić do pracy latem – materiał by nam się nie zmontował ze względu na inną porę roku. Musieliśmy czekać, aż z drzew zniknie zieleń. Jesień może udawać wiosnę na ekranie, lato – nie. Ta obsuwa w zdjęciach przesunęła też datę premiery. Tymczasem zaczęły się zdjęcia do „Odwilży”. Tak to bywa – szczególnie kiedy coś aż prosi się o uwagę, jak Pomorze Zachodnie – że równolegle i niezależnie od siebie dwie osoby czy grupy osób mają podobną koncepcję. Ale skoro jest już nas ekip w regionie dwie, to chyba nikt trzeci się przez co najmniej kilka lat nie pokusi.

Dla wielu widzów pewnie będzie niespodzianką, że „Klangor 2” nie jest kontynuacją historii z pierwszej serii. Nie obawia się Pan, że może to nieco zniechęcić niektórych z nich do drugiej serii? Co może ich przekonać do nowej opowieści?

Drugi sezon ma tak naprawdę bardzo dużo punktów wspólnych. Brutalna prawda jest taka, że kontynuacja losów Rafała Wejmana (w tej roli popularny Arkadiusz Jakubik – przyp. aut.) i jego rodziny nic by nam nie dała. Musielibyśmy znaleźć im większą tragedię, ale przecież przeprowadziliśmy tamtych bohaterów przez piekło. Dla mnie definiującą cechą „Klangoru” zawsze był realizm. Oczywiście w opowiadaniach filmowych czy serialowych, nawet realistycznych, czasem musimy sobie coś nagiąć, żeby opowieść była ciekawsza. Ale kontynuując losy Rafała Wejmana, wyszlibyśmy z terytorium realizmu i weszli na terytorium autoparodii. Dlatego decyzja o odpuszczeniu Rafałowi zapadła praktycznie od razu. Drugi oczywisty wniosek po pierwszym sezonie był taki: siłą Klangoru jest świat, w którym jest osadzony i bardzo specyficzna hybryda gatunkowa, którą udało nam się stworzyć – kryminału połączonego z psychologicznym dramatem skupionym na zwyczajnej rodzinie. I na tym chcieliśmy budować drugi sezon. Moim zdaniem bardzo fajnie nam się to udało i udowodniliśmy, że można zmienić bohatera i opowiedzieć nową historią w tym samym świecie. Zresztą, staraliśmy się ułatwić widzowi tę zmianę – dalej skupiamy się na policjantach, na naszym fikcyjnym zakładzie karnym i zawartym w nich konfliktach, oraz na rodzinie – tym razem połamanej, dyskfunkcyjnej, w której krzywdy i żale nawarstwiały się latami. Ale umyślnie wykorzystujemy też prawie identyczną strukturę – z pierwszym odcinkiem, który powoli zaczyna akcję i raczej wbrew aktualnej sztuce eksponuje świat i bohaterów zanim dojdzie do wydarzenia, które wywróci wszystko do góry nogami, z teaserami na początku każdego odcinka, oraz z odcinkiem retrospekcyjnym, który wyjaśnia „kto to zrobił”, ale stawia przed finałem nowe pytania – czy bohaterce albo policji uda się to wyjaśnić? Czy winny zostanie pociągnięty do odpowiedzialności? Naprawdę, tych podobieństw jest dużo i widz nie powinien mieć problemu z nową historią.

Jak wyglądała praca nad scenariuszem? Czy był bardziej skomplikowany i czasochłonny niż w przypadku pierwszej serii? Czy wszystkie pomysły zostały wykorzystane?

Praca nad scenariuszem oryginalnego serialu zawsze jest skomplikowana i czasochłonna i absolutnie niemożliwa jest sytuacja, w której wszystkie pomysły zostają wykorzystane. Na każdą historię trzeba znaleźć sposób, albo inaczej – nauczyć się opowiadać konkretnie tę historię. Metoda, którą stosuję – niezależnie czy pracuję sam, czy mam współautorów, czy kiedy wykładam pisanie serialowe na scenariopisarstwie w Łodzi – polega przede wszystkim na pracy na postaciach. To od bohaterów zaczyna się nasza robota. Potem szukamy punktu startu. To kluczowe, żeby wiedzieć, dlaczego tym bohaterom przydarza się ta historia akurat teraz – a nie rok temu albo za rok. To nie powinien być przypadek – spotykamy ich w konkretnym momencie życia. Następnie, mając bohaterów i punkt startu, szukamy zakończenia. Potem szukamy środka. A potem próbujemy to wszystko przeprowadzić, jak najciekawszą, wierną postaciom drogą.

Czy pojawienie się nowych bohaterów i nowej historii nie było pewnego rodzaju ryzykiem dla serialu i jego twórców?

Zawsze jest takie ryzyko. Ale spotkałem się też w jednej z recenzji z absurdalnym zarzutem, że drugi sezon nie jest tak świeży jak pierwszy, albo za podobny. Gdybyśmy chcieli opowiedzieć kompletnie inny serial, to nie robilibyśmy „Klangoru 2”, tylko jakiś nowy tytuł, prawdopodobnie inną ekipą, w innym stylu, dla innego nadawcy. „Klangor 2” jest moim zdaniem wystarczająco podobny, żeby zagwarantować fanom pierwszego sezonu łatwe przejście do nowej historii, a jednocześnie wystarczająco inny, żeby przełamywać oczekiwania.

Czy konstruując scenariusz inspirował się Pan jakąś autentyczną historią lub jej elementami czy to jest całkowita fikcja?

Pytanie, czy jakakolwiek historia – literacka, filmowa, serialowa – jest do końca fikcją? Żeby cokolwiek tworzyć, trzeba chłonąć i przetwarzać po pierwsze własne doświadczenia, obserwacje – ale gdybyśmy się na tym zatrzymywali, robilibyśmy w koło jeden film, albo jeden serial, albo jedną powieść. Dlatego każdy nieskupiony wyłącznie na sobie twórca chłonie i „mieli” oprócz swoich obserwacji wszystko, co napotykają jego oczy, od newsów, przez reportaże, literaturę każdego rodzaju, seriale, filmy. Inspiracja jest wszędzie. Np. we wszystkich rzeczach, które piszę, pojawiają się wątki społeczne, bo zależy mi, żeby nasze seriale – nawet jeśli są rozrywką i bajkami dla dorosłych – dotykały czegoś istotnego. Jednocześnie zawsze interesowały mnie tematy emigracyjne, bo sam kilkakrotnie jeździłem za granicę do pracy sezonowej, co było dla mnie formującym doświadczeniem w niemniejszym stopniu niż fakt, że mój ojciec wyemigrował z Polski 20 lat temu, a moja mama mieszkała kilka lat w Niemczech. Na styku tych dwóch elementów – tematów istotnych społecznie i mojej przeszłości, w którą jest wpisana emigracja, dodając do tego jeszcze moją sympatię do kryminału jako gatunku, rodzą się historie Klangorowe.

Nie kusiło Pana, aby miejsce akcji przenieść do innego miasta Pomorza Zachodniego np. Kołobrzegu lub Koszalina? Żartobliwie mówiąc one również mogą mieć mroczne oblicza podobnie jak Świnoujście lub Szczecin.

Na rok przed zdjęciami do drugiego sezonu jeździłem po okolicy z partnerką i naszymi psami, szukałem inspiracji. Dotarliśmy wtedy najdalej do Rewala. Może następnym razem, jeśli będzie okazja, poszukam dalej.

Jak długo trwała realizacja drugiej serii? Zdjęcia były realizowane także m.in. w Dziwnowie.

Zdjęcia zaczęły się w grudniu, podobnie jak pierwszy sezon, a skończyły w kwietniu. W tym okresie mieliśmy w sumie 64 dni zdjęciowe, a na Pomorzu zrealizowaliśmy około 3-4 tygodni. Długie zdjęcia wyjazdowe są niestety przeszkodą budżetową i emocjonalną – większość członków ekip mieszka w Warszawie.

Krytycy już oceniają pierwsze odcinki drugiej serii. Jakie sygnały i opinie docierają do Pana?

Odbiór jest bardzo pozytywny. Przyznam szczerze, że spodziewałem się bardziej mieszanych recenzji. Miłe zaskoczenie, które tylko potwierdza, że udało nam się utrzymać poziom, a zdaniem niektórych – w tym moim – ten sezon jest lepszy.

– Reklama –

spot_img

Skąd wzięła się kariera sławnej żółtej kurtki – puchówki Arkadiusza Jakubika w pierwszej serii „Klangoru”? Czy wróci w drugim sezonie ? Dla wielu internautów i użytkowników mediów społecznościowych, to bardzo ważne zagadnienie i przedmiot gorących dyskusji. Czy podobny element pojawia się w drugiej serii?

Zwykle scenarzyści nie przejmują się kostiumami. Gdybyśmy charakteryzowali ubiór każdej postaci, scenariusze byłyby dwa razy dłuższe, a pion kostiumowy popukałby się w czoło. Wyjątkiem są sytuacje, w których jakiś element garderoby jest istotny dramaturgicznie. Żółta kurtka wzięła się od faceta, którego widziałem w parku albo na ulicy, nie pamiętam. Natomiast fuksjowa kurtka Heli Zdun (główna bohaterka drugiej serii – przyp. aut.)w drugim sezonie została zainspirowana kurtką naszej producentki liniowej. Natomiast jeśli chodzi o powrót w drugim sezonie – proszę wypatrywać. Jeśli gdzieś pojawia się żółta kurtka, to raczej nie przypadek. Na przykład – scena w pierwszym odcinku drugiego sezonu, w którym Hela płynie promem, a w tle przemyka żółta kurtka była w scenariuszu od jego pierwszej wersji. Zależało mi na symbolicznym przekazaniu pałeczki między naszymi głównymi bohaterami. Swoją drogą – dziwię się, że nie padło pytanie o to, dlaczego prom a nie tunel! Na wszelki wypadek odpowiem – kiedy zaczynaliśmy prace literackie tunel nie był jeszcze otwarty. Ale otworzył się w ich trakcie. Po długich dyskusjach stwierdziliśmy, że zdjęciowo promy są po prostu ciekawsze niż przejazd tunelem.

Czy zapadła już decyzja o realizacji trzeciej części „Klangoru”?

Decyzja nie zapadła, ale rozmawiamy – a pomysł na oczywiście zupełnie nową historię w tym samym świecie i częściowo z tymi samymi bohaterami jest już na stole.

fot: „Klangor 2” – Jarosław Sosiński / materiały prasowe CANAL+, zdjęcia scenarzysty: foto: Patrycja Toczyńska

 

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać