Pianista, aranżer, producent muzyczny. Mimo młodego wieku ma już na swoim koncie wiele sukcesów. Grał z zespołem Harlem, z jego udziałem powstawały m.in. płyty „Szczecin Główny” i „Granie Herberta”, wspomaga też muzycznie szczecińskiego rapera Łonę.
Współpracował z zespołem gospel Bassanda, a salsę grał z samym Jose Torresem. Z Maćkiem spotykamy się przed samą premierą musicalu „Rent”. Czasu ma niewiele, bo praca przy musicalu to 24 godziny z przerwą na sen. Jest kierownikiem muzycznym, ale w plecaku nosi kable potrzebne do nagłośnienia. Śmieje się, że jak dobrze poszukać, młotek też by się pewnie znalazł.
– „Rent” to wielka sprawa – opowiada Maciek. – Ale też ogromne wyzwanie i odpowiedzialność. Byłem bardzo dumny, gdy dyrektor Warcisław Kunc zaproponował mi kierownictwo muzyczne. Gdy podjąłem decyzję, nie zdawałem sobie do końca sprawy, czego się podejmuję. To była praca u podstaw, przygotowanie całego materiału muzycznego, od zespołu instrumentalnego po zespół wokalistów i solistów, nauczenie ich tego materiału i pilnowanie wykonania. Sam nie wiem, jak temu podołałem.
Muzyczną pasję ma we krwi. Jego tata jest z wykształcenia dyrygentem, był asystentem Jana Szyrockiego. To właśnie on wysłał małego Maćka do szkoły muzycznej, a później pomógł nawiązać kontakty w branży. – Nie było jednak tak, że robił coś za mnie. Dostałem wędkę, a nie rybki – śmieje się Maciek. – Oczywiście było mi łatwiej, ale wszędzie musiałem udowodnić, co jestem wart.
Oprócz pracy nad kultowym musicalem jest współtwórcą wielu autorskich projektów, m.in. Łona & The Pimps, płyt „Szczecin Główny” czy też singla Beaty Andrzejewskiej „Poleż ze mną”. – Wytworzyliśmy w Szczecinie coś w rodzaju mody na konsolidowanie się muzycznego środowiska. Zaczęło się to dosyć dawno od projektu Łona & The Pimps – opowiada.
– Sam pomysł powstał bardzo spontanicznie, w grupie przyjaciół. Zanim jeszcze kupiliśmy pierwszą skrzynkę wina, wszystko już było ustalone i obgadane. Pomimo rozlicznych obowiązków gramy do dzisiaj. Projekt „Szczecin Główny” to kolejna sprawa szczecińska i już trzecia płyta z tej serii. Ważnym etapem w jego karierze była współpraca z twórcą pierwszej w Polsce orkiestry salsowej Jose Torresem.
– Salsę znałem od dawna dzięki mojemu przyjacielowi Manolo, który w tej chwili gra z annamem jako perkusista. Praktycznie wychowywaliśmy się razem, a muzyka kubańska w jego rodzinie była stale obecna. Siłą rzeczy zacząłem grać rytmy latynoamerykańskie. Jose Torres szukał akurat zastępcy pianisty do swojej orkiestry, a dobry kolega Maćka –Andrzej Janusz, który gra u Jose, zaproponował jego kandydaturę. – Było to ogromne wyzwanie i ciężki temat. W krótkim czasie musiałem się nauczyć bardzo trudnych technicznie utworów – wspomina.
– Jose prywatnie jest cudownym człowiekiem, ale na próbach to prawdziwy wódz. Jak się myliłem, to szły iskry z jego oczu. Jest to człowiek, który dokładnie wie czego chce i wymaga od ludzi naprawdę wiele. Po dwóch koncertach powiedział mi, że jest bardzo zadowolony i tak się zaczęła nasza współpraca. By uzupełnić muzyczne wykształcenie, pojechał na rok do London Music School. – Nie był to do końca dobry pomysł, gdyż szkoła była na kiepskim poziomie – opowiada. – W ostatnich miesiącach zastępowałem wykładowcę. Pamiętam, że jak przyjechałem do Londynu z zespołem z Polski, to po prostu kapcie im spadły, nie wierzyli, że Polacy potrafią tak dobrze grać.
Przywiozłem jednak stamtąd kilka ciekawych kontaktów muzycznych. Po powrocie z Londynu wpadł na pomysł otwarcia studia nagrań w Babigoszczy. Udało się tam zrealizować wiele projektów, w tym najważniejszy – płytę dla upamiętnienia roku Zbigniewa Herberta „Granie Herberta”, która zbiera dobre recenzje między innymi w radiowej Trójce. – Bałem się tego, bo Herbert to duże wyzwanie. Koledzy napisali melodię, dali mi do zaaranżowania i masteringu, teksty były oryginalne. Wokal nagrał Krzysztof Napiórkowski, który właśnie wydał swoją solową płytę i współpracuje z Grzegorzem Turnauem. Pech chciał, że podczas ulewy studio zostało zalane. Na szczęście udało się uratować cały sprzęt.
– Pamiętam, jak jechałem sam ciężarówką, by ewakuować pianino, bo nie było żadnej firmy, która mogłaby je przetransportować tego dnia. Na pewno będę szukał kolejnego miejsca na studio. Po gigantycznej pracy nad musicalem przyszedł czas na odpoczynek. Dlatego najbliższe plany ma już sprecyzowane. – W grudniu wyjeżdżam na wakacje. Być może będą to Wyspy Kanaryjskie, bo są blisko i ciepło zimą. Muszę naładować baterie i porządnie wypocząć.





