Październik od wielu lat uznawany jest na całym świecie za miesiąc świadomości raka piersi i kojarzony jest z kolorem różowym, a dokładnie z symbolem jakim jest różowa wstążka. W tym roku Zachodniopomorskie Centrum Onkologii wspólnie z Okręgową Izbą Lekarską zainicjowało kampanię społeczną pod hasłem „Rak piersi nie ma barw”, której celem jest przypomnienie tego jak ważne są badania profilaktyczne, popularyzowanie edukacji onkologicznej oraz wsparcie pacjentek, które w swoim życiu mierzą się z chorobą jaką jest rak piersi.
Inicjatorami akcji są chirurdzy onkologiczni Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii, którzy zaprosili swoje pacjentki do udziału w sesjach zdjęciowych oraz podzielenia się swoimi osobistymi przeżyciami związanymi z chorobą. W kampanii udział wzięli również szczecińscy sportowcy, osoby zawodowo uprawiające rozmaite dyscypliny sportu i szczecińskie kluby sportowe. Wszyscy biorący udział w sesji a stanęli przed obiektywem Karoliny Tarnawskiej. Na zdjęciach obok głównych bohaterek akcji, pojawiły się m.in. przedstawicielki kobiecej drużyny Pogoni Szczecin, siatkarki Chemika Police, przedstawiciele Klubu Motorowego Szczecin, Centrum Żeglarskiego, Klubu Mistrzów Sportu w Szczecinie i Klubu Sportów Walki Berserkers Team. Efektem tego przedsięwzięcia jest seria pięknych i radosnych fotografii, które są pochwałą zdrowej walki i życia a których część, razem z historiami ich bohaterek prezentujemy, na łamach magazynu.
Cala akcja będzie miała swój uroczysty finał już 15 października, podczas wydarzenia zorganizowanego w Urzędzie Marszałkowskim w Szczecinie. Kampania została sfinansowana z budżetu Województwa Zachodniopomorskiego. Została objęta Patronatem Honorowym Prezydenta Miasta Szczecin.
Anna Wołoszczuk – joga (Yoga Academy)
Byłam mile zaskoczona propozycją udziału w tym projekcie. W trakcie leczenia był to bardzo przyjemny przerywnik. Cała sesja, osoby w niej biorące – wszyscy byli bardzo przyjaźni i mili. Joga to był mój pomysł, gdyż ćwiczę ją na co dzień.
Badanie jest tylko i wyłącznie dobrą rzeczą, a całe podejście do choroby nowotworowej z ogromnym lękiem i wizją śmierci jest według mnie mitem. Żyjemy w paradygmacie tego mitu. Jeśli chodzi o mnie, to gorsza sytuacja jest wtedy, kiedy np. dopada mnie grypa, bo wtedy naprawdę cierpię.
Warto się badać, gdyż posiadamy do tego narzędzia, dzięki którym można się wcześniej zdiagnozować. Tak było w moim przypadku – diagnoza została postawiona dość wcześnie, dzięki czemu uniknęłam straszliwych męczarni i bólu „rakowego”. Takie kampanie jak ta są zatem potrzebne. Ważna jest świadomość społeczna. Osobiście nie mam problemu z opowiadaniem o swojej chorobie, nie traktuje tego jako tematu tabu. Jest to o tyle istotne, gdyż statystyki wyraźnie pokazują, że co druga osoba na świecie ma szansę zachorować na raka.
Rak kojarzy się z umieraniem. To prawda, ale cały czas uciekamy od tematu śmierci. Współczesny świat jest tak bardzo nakierowany na temat młodości i długowieczności, że zapominamy, że każdy z nas kiedyś umrze. Rak przypomina mi o tym, że jestem istotą śmiertelną. Ponadto ta choroba daje mi poczucie, że można dużo więcej zrobić, dużo więcej osiągnąć. Następuje dewaluacja wszystkich wartości, które były do tej pory naszym udziałem. Rak uczy, że nie cel jest ważny w życiu tylko droga do niego. To co przeżywamy z dnia na dzień, z godziny na godzinę.
Anna Wiktorowska – koszykówka (King Wilki Morskie Szczecin)
Na początku czułam się lekko zawstydzona udziałem w sesji zdjęciowej. Nie miałam wcześniej takiego doświadczenia. Jednak pomoc i wskazówki pani fotograf a także przesympatyczni towarzysze z drużyny Wilków – to wszystko pomogło mi w przełamaniu tremy. Po sesji natomiast czułam się naprawdę dobrze i bardziej zainteresowałam się koszykówką, o które do tej pory miałam raczej słabe pojęcie (śmiech). Generalnie byłam zaskoczona propozycją udziału w tym projekcie, więc chwilę się wahałam, ale potem stwierdziłam, że o tej chorobie należy jak najwięcej mówić. Jeżeli ta akcja zachęci do profilaktycznych badań to będzie sukces.
Drugi powód, dla którego wzięłam udział w tej kampanii to rzecz, która mnie autentycznie przeraziła. Są kobiety, które zresztą spotkałam w szpitalu podczas terapii, które bardzo wstydzą się tego, że zachorowały i mają poczucie, że to co je spotkało jest ich winą. Ukrywają chorobę nawet przed najbliższymi osobami. A nowotwór to przecież nie jest kara, tylko mutacja pewnej części komórek. Czysta biologia. Na dodatek jest szansa na przejście tej choroby i powrotu, dzięki rehabilitacji, do normalnego, pełnowartościowego funkcjonowania.
Iwona Ucińska – piłka nożna (Pogoń Szczecin Kobiety)
Piłką zainteresowałam się dzięki mojemu mężowi, który jest kibicem, do tego stopnia, że potrafię sama, bez niego, obejrzeć mecz. Naszych wspaniałych piłkarek jest mi trochę żal, a z tego powodu, że dziewczyny zasługują, na dużo większe zainteresowanie. Tworzą świetną drużynę i niczym nie odbiegają od męskiej Pogoni.
Jeśli chodzi o samą akcję to niedawno usłyszałam w wiadomościach informację, że zachorowalność na raka będzie dotyczyła ponad 70 procent społeczeństwa. Przypomniałam sobie, o tym co wcześniej myślałam na temat tej choroby. Uważałam, że ona mnie nie dotyczy. No bo jak? Nikt u mnie w rodzinie nie chorował, prowadzę zdrowy tryb życia, uprawiam sport, dobrze się odżywiam a dzięki mężowi, który jest lekarzem jak ja, robiłam regularnie USG piersi. Na mammografię zdecydowałam się dopiero, kiedy coś się pojawiło, ale jeszcze nie wiedzieliśmy co. Mammografia też nic konkretnego nie wykazała. Dopiero rezonans pokazał, że przywlokło się do mnie to „choróbsko”. Tak więc mój przypadek pokazał, że rak dotyczy każdego, a regularne badania powinny stać się dla wszystkich nawykiem.
Na niejedną osobę słowo „rak” działa tak, że od razu czarna sukienka i to jest już koniec. Mi nadzieję na wygranie tej walki dali ludzie na chemioterapii. Nie tylko personel, ale przede wszystkim pacjentki i pacjenci. Spotykamy się regularnie. Rozmawiamy, śmiejemy się, dobrze się znamy. Tam nabrałam przekonania, że niezależnie od tego co się dzieje, trzeba cieszyć się życiem, że po jednym dniu jest następny. Przestałam planować co będzie za 20 czy 10 lat. Cieszę się tym co jest dzisiaj, co będzie jutro.
Katarzyna Koniewicz – wiosła (AZS Szczecin, sekcja wioślarska)
Trochę się bałam tej sesji, bo zawsze uważałam się za niefotogeniczną osobę. Kiedy jednak dostałam zdjęcia – zmieniałam zdanie. Jestem nimi zachwycona. Atmosfera podczas zdjęć była znakomita, dziewczyny, wioślarki – cudowne. Były pewne, że miałam z wiosłami już wcześniej coś wspólnego, gdyż dobrze sobie z nimi poradziłam. To było miłe.
Zdecydowałam się na udział w tym projekcie przede wszystkim dlatego, że denerwuje mnie przedstawianie w telewizji osób chorych na raka jako ciężko chorych i biednych ludzi, nad którymi wszyscy się użalają. Rak, w wielu przypadkach jest chorobą przejściową. Pomijam oczywiście jego ciężkie odmiany. Można z nim żyć i naprawdę nie trzymałabym się takiego negatywnego przekazu jaki istnieje na temat tej choroby. Kiedy zachorowałam nie załamałam się. W trakcie leczenia poznałam wielu wspaniałych ludzi, zapisałam się do Stowarzyszenia Amazonek Agata, gdzie spotkałam inne kobiety i mogłam z nimi porozmawiać, podzielić się doświadczeniami.
Uważam, że każda kobieta przynajmniej raz w roku, powinna odwiedzić ginekologa. Kiedy odkryłam u siebie guza, od razu, na drugi dzień udałam się do ginekologa. W ciągu dwóch, trzech dni byłam już zdiagnozowana. W ciągu tygodnia wiedziałam, że to nowotwór. Bardzo też szybko rozpoczęłam chemioterapię. Dlatego, jeżeli coś nas niepokoi w trakcie badanie piersi, nie warto zwlekać. Nie załamujemy się, badamy się i walczymy, gdyż im wcześniej to zrobimy, tym nasze szanse na zwycięstwo wzrastają.
Anna Pacocha – konie (Stajnia Brzózki)
Udział w projekcie zaproponował mi pan doktor. Od razu się zgodziłam. Wcześniej ze mną było tak, że kiedy zachorowałam to nikomu o tym nie powiedziałam. Wiedzieli tylko moi najbliżsi, rodzina i osoby z pracy. Teraz postanowiłam, że będzie inaczej. Że jeżeli opowiem chociaż o kawałeczku tej drogi, którą przeszłam i że dałam radę, to może to komuś pomoże, może wesprze tego kogoś w jego drodze. Ponadto może zachęci do tego by pamiętać o profilaktycznych badaniach. Mnie zainspirowały kobiety, które spotkałam w Centrum Onkologii, będące w różnych etapach leczenia. Pomimo choroby widziałam w ich oczach siłę. Trudno to wytłumaczyć, ale była tam moc. Nastawiło mnie to pozytywnie.
Zachorowałam, ale moje życie się nie skończyło. Zmieniały się za to moje priorytety. Nauczyłam się, że nie muszę za wszystkim gnać. Nie mam już do siebie pretensji o to, że nie zdążyłam czegoś w swoim życiu zrobić. Żyję teraźniejszością. Rak jest częścią mojej historii, ale on mnie nie definiuje. Żyję normalnie, pełnią życia. Utkwiły mi w głowie takie słowa, że póki walczę jestem zwycięzcą. I faktycznie, póki walczę jestem zwycięzcą, bez względu na to czy dobiegnę do tej mety czy nie. Nie chcę się poddać.
Na początku były trudne chwile, bo człowiek nie wie co go czeka a czekanie, np. na wyniki badań jest najgorsze. Później jest już lżej, jak wiemy co nam jest. Wiemy co robić dalej. Także nie jestem taka „uchachana” od rana do wieczora, ale nie wiem, gdzie bym dziś była, gdybym tylko siedziała i płakała. To nic by mi nie dało. Wierzę w pozytywne myślenie.Wyczuwalny guz w trakcie samobadania
Lek. Norbert Szram (Zachodniopomorskie Centrum Onkologii) – specjalista chirurgii onkologicznej specjalizujący się w profilaktyce, diagnostyce i leczeniu chorób piersi oraz skóry.
W pierwszej kolejności należy podkreślić, że większość „guzków” wyczuwalnych w trakcie samobadania piersi, to zmiany łagodne takie jak torbiele i gruczolakowłókniaki, a częstość ich występowania jest zależna głównie od gospodarki hormonalnej organizmu kobiety, jak i jej wieku. Nie oznacza to jednak, że takie sytuacje należy ignorować i biernie czekać na to co przyniesie los. Większość kobiet, która wykonuje regularnie samobadanie piersi, wie jakich struktur może spodziewać się podczas badania i co jest akceptowalne, a które zmiany wyczuwalne pod palcami są czymś nowym i niepokojącym, dlatego właśnie tak ważna jest powtarzalność i dokładność w miesięcznej profilaktyce.
Objawy które powinny wzbudzić kobiecą czujność to m. in. wyczuwalna nowa zmiana w trakcie samobadania piersi, krwisty/ciemnobrunatny wyciek z brodawki, wgłębienie/zaciągnięcie skóry piersi, utrzymująca się zmiana koloru skóry piersi czy chociażby wciągnięcie/zmiana kształtu brodawki sutkowej.
Powyższe sytuacje wciąż nie są powodem do paniki i nie oznaczają rozpoznania raka piersi, natomiast powinny być sygnałem ostrzegawczym dla kobiety, który zmotywuje ją do podjęcia działań.
Najprostszą drogą jest zapisanie się do lek. POZ, który zakłada dokumentację medyczną obejmującą kartę DILO z rozpoznaniem D48.6 (Nowotwory o niepewnym lub nieznanym charakterze innych i nieokreślonych umiejscowień – sutek) w etapie wstępnym ze skierowaniem do poradni chirurgii onkologicznej oraz e-skierowanie do poradni chirurgii onkologicznej z tym samym kodem ICD-10. Następnie należy udać się do Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii w Szczecinie przy ulicy Strzałowskiej 22, a konkretnie do budynku numer 8. Kobiety, które mają ze sobą powyższe dokumenty najczęściej przyjmowane są wciągu kilku dni, a niekiedy i w dniu zgłoszenia się do poradni.
Pierwsze badania i wizyty, do momentu postawienia rozpoznania histopatologicznego włącznie, zajmują niespełna 2 tygodnie.
Odpowiednia decyzja, kilka dokumentów i trochę czasu poświęconego swojemu zdrowiu może uratować życie i pozwolić na to, by pacjentka mierzyła się z niewielkim, kilkumilimetrowym nowotworem, a nie rakiem piersi rozsianym do kości, płuc i wątroby.












