- Reklama -
spot_img

KATEGORIA

Kultura

    Szczecin czeka na Oscara

    Brzmi to niewiarygodnie, ale dwa polskie filmy dokumentalne związane ze Szczecinem mają szansę na zdobycie najwyższego wyróżnienia w filmowym świecie – nagrody amerykańskiej Akademii Filmowej, czyli Oscarów! Czy dzięki nim Szczecin przełamie złą passę filmową i w końcu stanie się obiektem zainteresowania polskich filmowców? Ostatnio coś się w tej sprawie ruszyło. Bo jak na razie częściej w stolicy Pomorza Zachodniego gościli chyba niemieccy filmowcy. Może więc już czas na przełom?

    Śladami dawnych kin Szczecina

    „Najlepsze te małe kina/ w udręce i rozterce, / z krzesłami rozściełanymi/ pluszem czerwonym jak serce”: napisał Konstanty Ildefons Gałczyński w wierszu „Małe kina”. Poeta dobrze znał czar szczecińskich srebrnych ekranów, a my wraz z tym utworem dziś możemy myślami popłynąć ku przeszłości. Przenieść się do złotej ery lokalnych kin. Na myśl o tych dawnych miejscach starszych mieszkańców miasta z pewnością zalewa fala wspomnień i nostalgii, młodszych – zdziwienia oraz zaskoczenia. W latach 60. XX wieku na terenie Szczecina działało aż 20 kin! Ta liczba na przestrzeni lat ulegała wahaniom, ale nie zmienia to faktu, że było ich całkiem sporo. Dziś w przeważającej większości należą do wspomnień, a ich miejsce zajęły multipleksy.

    Niezwykła pani Tilebein

    Dama z Żelechowej, malarka i rysowniczka, mecenaska, twórczyni salonu artystycznego. Sophie Caroline Auguste Tilebein to jedna z tych postaci szczecińskiej historii, które dla wielu wciąż pozostają w cieniu. Sylwetka niezwykłej mecenaski gościła na deskach lokalnych teatrów, co jakiś czas wraca temat rewitalizacji parku przy Dębogórskiej, gdzie miała swój pałacyk, a kilka miesięcy temu miasto obiegła informacja o pracach tam prowadzonych. Znaleziono wtedy parę ważnych pamiątek związanych z Sophie, a lokalne media okrzyknęły to sensacją.

    Gryf: strażnik i opiekun Szczecina

    „Cudny twór złotą miał szyję i głowę,/ A reszta ciała była barwy mlecznej,/ Z którą się zlały barwy purpurowe”: tak w „Boskiej komedii” gryfa opisał Dante Alighieri. Fantastyczne zwierzę zajęło w jego dziele wyjątkową pozycję. Nie on jeden przypisał tej bestii znaczące miejsce. Pół-orzeł, pół-lew. Znany z mitów i legend. Waleczny, drapieżny, o dwoistej naturze. Skrzydlata bestia od wieków żyje tuż obok nas. Gryf obecny jest w przestrzeni miasta oraz województwa. Wpisany w lokalną tożsamość. Mimo to, fantastyczna bestia wciąż owiana jest nimbem tajemnicy.

    Blues z najwyższej półki

    – After Blues to najbardziej niedoceniony szczeciński zespół. Tak o Waldemarze Baranowskim i Leszku Piłacie mówi czołowy szczeciński malarz i grafik – Leszek Żebrowski. Bluesowy duet obchodzi w tym roku 40-lecie nieprzerwanej działalności artystycznej. – Przez te wszystkie lata nagraliśmy 13 autorskich płyt i zagraliśmy kilka tysięcy koncertów – mówią muzycy – Stworzyliśmy kilka projektów muzycznych, poznaliśmy ciekawych ludzi i mamy nadzieję, że sami również stanowimy inspirację, dzieląc się swoją pasją.

    Marek Stelar: Ludzie z ABW, Agencji Wywiadu czy SKW to trybiki w wielkiej machinie

    Pisarz, miłośnik muzyki rockowej i elektronicznej, fan kryminału oraz szeroko pojętej grozy. Twórca silnie związany z Pomorzem Zachodnim. Urodził się i mieszka w Szczecinie. Z wykształcenia architekt, z zawodu urzędnik. W świecie literatury zadebiutował powieścią „Rykoszet”, wydaną w 2015 roku. Marek Stelar, a właściwie Maciej Biernawski, niedawno wydał kolejną powieść i już pracuje nad następnymi! „Intruz” opowiada o dwóch braciach, jeden to cichy urzędnik, a drugi: funkcjonariusz ABW, który zdradził. W tle – rozgrywka polskich służb specjalnych oraz wywiadu Chińskiej Republiki Ludowej. W rozmowie dla „Prestiżu” opowiedział o swoich inspiracjach, pracy nad książką, mrocznej stronie naszego miasta oraz planach na kolejne powieści.

    Historie ze ściany

    Street art jest zjawiskiem, w którym sztuka przekracza wszelkie granice, przełamuje stereotypy, wychodzi nie tylko poza ramy, ale i poza mury budynków, wprost na ulicę. Dzieła określane tym mianem mijamy niemal codziennie przemierzając ulice miast. Część z nic jest naprawdę piękna, a skala ich wielkości czasem zapiera dech w piersiach. Od dłuższego czasu prace artystów street artowych trafiają do galerii a chyba każdej, nawet nie interesującej się sztuką osobie, znany jest Banksy. Street art to nie tylko forma malarstwa ale też często komentarz do rzeczywistości, w której żyjemy.

    Inwestycje w kulturę i naukę

    W Szczecinie sporo się dzieje. Przyjrzeliśmy się postępom dwóch inwestycji współfinansowanych ze środków unijnych będących w dyspozycji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego: budowom Teatru Polskiego i Morskiego Centrum Nauki.

    Boginie, demony… kobiety

    „Projekt Kobiety” to cykl, w którym Maksymilian Ławrynowicz fotografią portretową opowiada o kobietach. Zawsze stara się uchwycić zmienność i skrajność kobiecej natury. Nie idzie na skróty i wybiera postacie nietuzinkowe, oryginalne, niejednokrotnie dyskusyjne. Takie, obok których trudno przejść obojętnie, niezależnie czy będą to słynne władczynie czy żony owianych złą sławą dyktatorów. Najnowsza odsłona projektu nosi nazwę „Biesy Polskie” i jest opowieścią o kobietach widzianych poprzez pryzmat mitologii starożytnych Słowian oraz legend i opowieści różnych regionów Polski.

    Aktualny numer

    Musisz przeczytać

    - Reklama-
    spot_img