- Reklama -
spot_img

Szczecin i region w kryminalnych bestsellerach

Strona głównaStyl życiaLudzieSzczecin i region w kryminalnych bestsellerach

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Szczecińscy pisarze mają ostatnio dobry czas. Ich książki w których miasto i region odgrywają główną rolę zdobywają coraz więcej czytelników oraz cieszą się coraz większą popularnością. Pojawiają się nowi twórcy prezentujący coraz oryginalniejsze i niezwykłe historie. Ale co ciekawe Szczecin i Zachodniopomorskie pojawiają się też coraz częściej w książkach autorów bestselerów z innych regionów Polski . Szkoda tylko, że często to mroczne kryminalne opowieści w których trup ściele się gęsto, a zło czai się na każdym kroku. Oto kilka przykładów.

Od kilku lat trwa prawdziwa moda na niejakiego Józefa Cyppka, który przeszedł do historii polskiej kryminologii jako „Rzeźnik z Niebuszewa”. Z jakiego powodu cieszy się on mroczną sławą wie chyba w Szczecinie każdy, a za sprawą kilku powieści również czytelnicy w kraju i za granicą. Bo tak się złożyło, że nagle Cyppek został odkryty przez pisarzy i stał się prawdziwą gwiazdą zbrodni, prawie taką jak np. Ted Bundy albo Charles Mason w USA.

Józef Cyppek Superstar

Na rynku, niemal w tym samym czasie, pojawiły się aż trzy książki dotyczącego krwawego mieszkańca Niebuszewa. Jedną napisał szczecinian Jaroslaw Błahy, drugą świnoujścianin – Jarosław Molenda (m.in. autor biografii Alfreda Szklarskiego oraz Zbigniewa Nienackiego – twórcy „Pana Samochodzika”), a trzecią…lublinianin Max Czornyj. Choć każdy z nich opisał historię Cyppka w zupełnie inny sposób. „Rzeźnik z Niebuszewa” Błahego, to według jednego z recenzentów „swoista odyseja grozy. Tytułowy Rzeźnik staje się poręczną metaforą bestii, tkwiącej w każdym z nas”. U Molendy, to bardziej dziennikarskie śledztwo, rekonstruujące całą działalność Cyppka na podstawie m.in. akt jego sprawy. Natomiast u Czornyja, słynącego z kontrowersyjnych powieści np. o krwawych zbrodniarzach hitlerowskich obozów koncentracyjnych w których lubi epatować drastycznymi opisami przedstawianymi przez samych oprawców, to swoista spowiedź „Rzeźnika”.

„Bez owijania w bawełnę przyznałem się do wszystkiego, o co mnie oskarżono. Ale gdyby tylko mieli pojęcie, co naprawdę zrobiłem… Nie pozwoliliby mi tak łatwo umrzeć” – mówi Józef Cyppek u Czornyja.

„Rozdziały są krótkie, pomiędzy nimi wplecione są również teksty z prawdziwych notatek milicyjnych, które są dowodem na to, że czytamy historię opartą na prawdziwych faktach. Występują też zeznania świadków podczas rozprawy sądowej w sprawie zabójstwa, którego dopuścił się Józef Cyppek. Są one sparafrazowane oraz odtworzone na podstawie źródeł trzecich. Ogólnie w książce akcja toczy się głównie w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Występuje wiele drastycznych i szokujących opisów – zaznacza jeden z recenzentów powieści.

Kto lubi taką literaturę, tego powieść Maxa Czornyja nie zawiedzie. Warto także dodać, że niedawno jeden ze szczecińskich młodych twórców zrealizował film fabularny pt. „Miasto nocą” inspirowany historią Cyppka – Rzeźnika. Obraz ten wzbudził mieszane uczucia. Ale według niektórych widzów jest on równie przerażający, co fryzura znanego polskiego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, który w tym filmie wystąpił.

Krwawy Tulipan Bondy

Kilka lat temu Polską wstrząsnęła sprawa seryjnego zabójcy kobiet z Kołobrzegu Mariusza G. – byłego marynarza, przedsiębiorcy i wiceprezesa lokalnego klubu morsów. Najpierw rozkochał w sobie trzy kobiety, zdobył ich zaufanie, manipulował, potem przejął ich majątki a na końcu zamordował. Taki miał mieć sposób na komfortowe życie. W czerwcu ubiegłego roku został skazany na dożywocie.

Właśnie na rynku pojawiła się najnowsza książka znanej polskiej pisarki Katarzyny Bondy pt. „Krew w piach, ta historia wydarzyła się naprawdę”. Jej bohaterem jest… Mariusz G., który w powieści nazywa się Adam Szulc, a określany jest także mianem „Krwawego Tulipana”. Natomiast miejscem jego zbrodniczej działalności stały się…Międzyzdroje.

– Reklama –

spot_img

Wszystkie wydarzenia i mechanizmy są zapożyczone z akt sprawy. Szulc działał z zimną krwią i według skrupulatnie ustalonego planu. Był pierwszym w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości wielokrotnym mordercą, który zabijał dla pieniędzy. W bagażniku zawsze woził siekierę. Czasami też łopatę i koc. Zawsze stoicko spokojny, stonowany. Nie pił alkoholu, nie palił papierosów. Nie przeklinał. Pedant. Obsesyjny czyścioszek. Nie znosił nawet zagnieceń na swoich różowych koszulach. Bezbłędnie czytał ludzi, a w szczególności odgadywał pragnienia kobiet. Do perfekcji opanował imitowanie emocji: płakał na zawołanie, wzruszał się, organizował teatrzyki i posty emocjonalne — nagradzał swoje kobiety seksem lub skąpił czułości, gdy chciał coś osiągnąć. Kwieciście opowiadał o swoich uczuciach, a jego uwielbienie było niczym z romantycznych filmów, bajek i marzeń sentymentalnych dzierlatek. Mistrz iluzji – mówiła Bonda w jednym z wywiadów.

Dodawała, że ten zimny wyrachowany sprawca nie przebierał w kochankach. Wśród nich były wysoko wykwalifikowane menadżerki i urzędniczki, a także rozwódki z dziećmi po przejściach, które nie ogarniały swojego życia. Młode, stare, chude, piersiaste, piękne, zmysłowe, brunetki, blondynki. Każda z nich była głodna jego opieki, troski i uczucia.

Jak to jest, że tak wspaniale radzimy sobie na służbowych niwach, kształcimy się i dążymy do perfekcji, a kiedy na horyzoncie pojawia się miłość — większość z nas traci głowę i niejedna jest w stanie poświęcić wszystko dla dobrego związku? – pyta pisarka.

Stettin poznaniaka

Ryszard Ćwirlej znany jest miłośnikom dobrego kryminału już od lat. Słynie m.in. z nurtu milicyjnego w powieściach sensacyjnych, dziejących się w czasach PRL-u, najczęściej w Poznaniu oraz Wielkopolsce. Czasami jednak sięga do kryminału retro, tak modnego ostatnio, nie tylko w Polsce. Akcja powieści „Śmierci ulotny woal” rozgrywa się w kwietniu 1930 roku w Poznaniu. Kilka intrygujących wątków oraz krwiści bohaterowie na czele z komisarzem Antonim Fischerem, który już po raz kolejny rozwiązuje kryminalną zagadkę w powieściach Ćwirleja. Tym razem jednak pisarz postanowił część akcji przenieść do przedwojennego Szczecina, czyli Stettina. Nie zdradzając szczegółów – kilku bohaterów w tym m.in. szef poznańskiej złodziejskiej szajki, działając na zlecenie polskiego wywiadu, wyrusza do stolicy Pomorza Zachodniego, aby włamać się do sejfu znajdującego się w pilnie strzeżonym miejscu, aby wykraść niezwykle tajne dokumenty mające skompromitować Niemców. Ćwirlej nie żałuje czytelnikom opisów przedwojennego Szczecina. Oto jeden z takich fragmentów:

„Restauracja Forsthaus Julo była położona w malowniczym lesie, a dokładnie na leśnym wzgórzu w podszczecińskim Gotzlow. (…) To co do piwa będzie? – zapytała, stawiając kufle przed klientami. – Niech nam pani da na razie parówki i paluchy z solą – zaordynował przewodnik, który widać dobrze znał tutejsze zwyczaje. Dziewczyna skinęła głową i poszła szybkim krokiem do budynku, by złożyć zamówienie. – Dobre piwo – stwierdził z zadowoleniem Tolek, ocierając wierzchem dłoni wąsy unurzane w pianie. – Trochę jakby przypomina naszego pilsnera huggerowskiego z Poznania. – Widać, że z kolegi prawdziwy znawca piwnego tematu – ucieszył się Krüger. – Bo to w istocie jest pilsener, tyle że szczeciński z browaru Elysium. Wielki to browar i wiele różnych piw tu ważą. Wszystkich, żeby skosztować, wieczoru by nam nie starczyło. A ten pilsener najbardziej popularny i we wszystkich szczecińskich birstubach go leją razem z drugim, co się nazywa stołowe, a jak kto woli ciemne, to może sobie zamówić piwo karmelowe. Wszystkie one bardzo dobre i popróbować warto. (…) Krüger chciał coś powiedzieć, ale właśnie w tym momencie pojawiła się kelnerka z koleżanką. Każda miała w rękach tace zastawione talerzami z gorącymi, grubymi parówkami, kosze ze świeżymi bułkami i grubymi paluchami oblepionymi kryształkami soli. – Parówki to mają tu najlepsze w mieście. – Przewodnik pochwalił restauracyjną kuchnię. – Jak zjecie je dziś, to już zawsze będą wam się śniły. Do tego musztarda, powiadam wam, palce lizać. (…) Parówki to była tylko przegryzka. Ale czeka nas jeszcze doskonała zupa fasolowa na boczku i drugie danie. (…) Do stolika podeszły kelnerki. Tym razem na tacach przyniosły miski z parującą fasolówką i kolejny koszyk z pieczywem. Tym razem zamiast bułek był ciemny razowy chleb. – W tej fasolówce łyżka się nie utopi – stwierdził Krüger z uznaniem. (…) – A co po zupce sobie panowie życzą? – zapytała, patrząc tym razem na Krügera, w którym wyczuła szefa tej wycieczki. – Oczywiście, waszą specjalność, pstrąga z patelni z ziemniaczkami i zasmażaną kapustą z kminkiem. Nie musiała tego notować. To było danie, z którego restauracja słynęła. Każdego dnia sprzedawało się tu ponad setkę pstrągów.”

Brakuje chyba takiej gawędziarskiej opowieści o Szczecinie, która przenosi w przeszłość i ożywia dawne miasto oraz jego mieszkańców.

Dziki Zachód na krańcu Polski

Jaroslaw Sokół – świnoujścianin z urodzenia, od wielu lat jest cenionym warszawskim scenarzystą filmowym i telewizyjnym. To spod jego pióra wyszła m.in. popularna opowieść o losach polskich cichociemnych w czasie II wojny światowej składająca się na serial pt. „Czas honoru”. Ale jest też twórcą kryminalnej trylogii – „Wyspa zero”, „Czerwona zaraza, czarna śmierć” i „Raport o końcu świata”, której głównymi bohaterami są Świnoujście tuż po zakończeniu II wojny światowej oraz Adam Kostrzewa, przedwojenny polski policjant, który trafia do miasta, chcąc przedostać się na Zachód.

Fakt, że urodziłem się w Świnoujściu, znacznie ułatwia sprawę – znam topografię i klimat tego miasta, a to zawsze pomaga. Po prostu pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że historyczne Swinemünde to idealna sceneria dla mrocznego cyklu kryminalnego – położone na wyspie, odcięte od świata, wielonarodowe, pogrążone w atmosferze strachu i niepewności – opowiadał Jarosław Sokół w jednym z wywiadów.

– Reklama –

spot_img

Ale Świnoujście w jego trylogii, to prawdziwy Dziki Zachód. Rządzi nim sowiecki komendant pułkownik Arłam Osipowicz, który nie może sobie jednak poradzić z bandytami, mordercami, złodziejami, szabrownikami i wszelkimi innymi mętami. Kostrzewa będzie musiał się zmierzyć m.in. z zagadkowymi morderstwami byłych więźniów obozów koncentracyjnych, czy też mrocznymi tajemnicami III Rzeszy.

 

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać