- Reklama -
spot_img

Między lądem a morzem: życie na granicy dwóch światów

Strona głównaBiznesMiędzy lądem a morzem: życie na granicy dwóch światów

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Branża offshore wciąż pozostaje jednym z najbardziej wymagających sektorów gospodarki morskiej. To świat ogromnych konstrukcji, międzynarodowych projektów i pracy prowadzonej setki kilometrów od lądu – najczęściej przez zespoły zdominowane przez mężczyzn. Ewelina Domagalska, szczecinianka i inżynier konstrukcji stalowych offshore, doskonale zna tę rzeczywistość. Zdarzało się, że była jedyną kobietą na statku wśród kilkuset mężczyzn. Jak sama podkreśla, w tej branży nie ma miejsca na taryfę ulgową – liczą się wiedza, doświadczenie i odpowiedzialność.

Na co dzień projektuje konstrukcje wykorzystywane przy instalacji i demontażu platform wiertniczych oraz farm wiatrowych. Gdy projekt wchodzi w fazę realizacji, wsiada na statek i staje się częścią operacji, w których margines błędu praktycznie nie istnieje. Porozmawiałyśmy z Eweliną o pracy na morzu, odpowiedzialności, stereotypach i dwóch światach, w których odnajduje równowagę.

Zacznijmy od podstaw: czym właściwie się zajmujesz? Jak wygląda Twoja praca i… jak się tu znalazłaś? (śmiech)

Jestem inżynierem konstrukcji stalowych offshore. Na co dzień pracuję w biurze, gdzie projektuję konstrukcje wykorzystywane później przy instalacji i demontażu platform wiertniczych oraz farm wiatrowych na morzu. Kiedy projekt wchodzi w fazę realizacji, wyjeżdżam na statek, aby wspierać operacje i dopilnować, że wszystko przebiega zgodnie z założeniami. Od początku wiedziałam, że chcę pracować przy dużych, międzynarodowych projektachi mieć realny wpływ na to, co powstaje. To był mój cel i konsekwentnie do niego dążyłam – ukończyłam budownictwo na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie i od początku rozwijałam się w tym kierunku. Dziś pracuję na największych statkach dźwigowych na świecie. Te jednostki są w stanie podnosić konstrukcje ważące kilkanaście tysięcy ton – to jak podnoszenie kilku wież Eiffla jednocześnie. To praca, która jest jednocześnie moją pasją.

Miałaś moment zawahania, czy raczej od początku wiedziałaś, że chcesz iść w tę stronę?

Wiedziałam, że chcę pracować przy projektach o dużej skali i międzynarodowym zasięgu. Oczywiście po drodze pojawiały się momenty niepewności – to wymagająca branża – ale nigdy nie zmieniłam kierunku. Z czasem tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to dokładnie to, czego szukałam.

Napędza Cię adrenalina czy poczucie, że robisz coś naprawdę wyjątkowego?

Jedno i drugie, choć na co dzień – w pracy biurowej – zdecydowanie bardziej to drugie. To świadomość, że tworzę coś, co później jest realnie wykorzystywane w operacjach. Adrenalina pojawia się głównie wtedy, gdy jestem na statku i projekt wchodzi w fazę realizacji. Pracujemy wtedy z ogromnymi konstrukcjami, gdzie margines błędu praktycznie nie istnieje. Jeszcze ważniejsze jest jednak poczucie skali. To projekty angażujące setki osób z różnych krajów, wykorzystujące zaawansowane technologie, takie jak zdalnie sterowane roboty podwodne (ROV) czy precyzyjne systemy podnoszenia. Świadomość, że jestem częścią takich operacji, daje ogromną satysfakcję.

Jak wygląda Twoja codzienność na statku?

Każdy dzień zaczyna się od spotkań operacyjnych i omówienia kwestii bezpieczeństwa. Następnie nadzoruję prace na pokładzie – sprawdzam zgodność z projektem, koordynuję działania zespołów i reaguję na bieżące sytuacje. Bardzo ważną częścią mojej pracy są również szybkie obliczenia inżynierskie, często wykonywane pod dużą presją czasu. Zdarza się, że coś nie idzie zgodnie z planem i wtedy w ciągu kilku godzin trzeba znaleźć bezpieczne rozwiązanie problemu, który w standardowych warunkach projektowałoby się tygodniami. To praca wymagająca dużej odporności na stres, koncentracji i umiejętności działania w dynamicznym środowisku.

– Reklama –

spot_img

Najdłużej byłaś na morzu prawie… trzy miesiące? Czy jest to dla Ciebie w jakikolwiek sposób obciążające? Fizycznie albo psychicznie?

Tak długie wyjazdy są wymagające – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Pracuje się codziennie, w intensywnym trybie, często po kilkanaście godzin. Dlatego kluczowe są wytrzymałość i umiejętność pracy zespołowej, jesteśmy od siebie zależni i musimy sobie ufać. Z czasem można się do tego przyzwyczaić, ale nigdy nie jest to „łatwe”.

Jak się czujesz, kiedy po tych kilku miesiącach schodzisz na ląd?

Zawsze czuję pewną ulgę i radość. Wiem, że wracam do normalnego życia, do bliskich i swojej przestrzeni. Ale… bardzo szybko jednak zaczynam tęsknić. Za ludźmi, z którymi pracuję, za intensywnością i dynamiką pracy offshore. Co ciekawe, działa to też w drugą stronę – kiedy wracam do biura, zaczynam tęsknić za statkiem. To trochę uzależniające. Z jednej strony docenia się spokój na lądzie, z drugiej – zaczyna brakować tej drugiej rzeczywistości.

Trafiłaś do środowiska, gdzie jesteś jedyną kobietą wśród kilkuset mężczyzn. Jak buduje się tam autorytet? Czy czułaś, że musisz coś udowadniać?

Niezależnie od tego, czy jestem w biurze, czy na statku – autorytet buduje się kompetencjami. Na początku musiałam udowodnić, że jestem tu dzięki wiedzy i doświadczeniu. Dziś jestem traktowana jak każdy inny specjalista i to jest najlepszy dowód na to, że liczy się to, co robisz.

Spotkałaś się z sytuacjami, w których byłaś oceniana przez pryzmat wieku lub płci?

Zdarzało się, że ktoś mnie nie traktował poważnie albo mylił z osobą z administracji. Zamiast się tym przejmować, skupiałam się na pracy – w tej branży kompetencje bardzo szybko weryfikują stereotypy.

Nadzorujesz prace, bezpieczeństwo, ludzi. Czy można się przyzwyczaić do takiej odpowiedzialności czy po prostu trzeba mieć w sobie „to coś”?

Z taką odpowiedzialnością raczej uczysz się funkcjonować. Z czasem rośnie doświadczenie i pewność siebie, ale świadomość, że od Twoich decyzji zależy bezpieczeństwo ludzi i powodzenie operacji, zawsze pozostaje. I to dobrze, bo utrzymuje czujność.

– Reklama –

spot_img

Jakie szkolenia trzeba przejść, żeby znaleźć się na statku?

Podstawą są szkolenia bezpieczeństwa offshore, przygotowujące do pracy w wymagającym środowisku morskim. Jednym z najbardziej zapadających w pamięć elementów jest symulacja awaryjnego wodowania helikoptera. Siedzi się w specjalnej kapsule, która zostaje zanurzona w wodzie i obraca się do góry nogami. W pełnym sprzęcie, przypięta pasami, trzeba zachować spokój i wydostać się zgodnie z procedurą. To bardzo realistyczne doświadczenie, które uczy opanowania i działania pod presją. Do tego dochodzą szkolenia wysokościowe, ewakuacyjne oraz szeroki zakres BHP – od pierwszej pomocy po procedury przeciwpożarowe. To fundament tej pracy.

Ta praca daje dostęp do miejsc, których większość z nas nigdy nie zobaczy. Masz swoje ulubione? Czy podróżowanie w takim wydaniu to jeszcze „zwiedzanie”, czy raczej funkcjonowanie w zupełnie innym rytmie?

Ta praca daje dostęp do miejsc, których większość ludzi nigdy nie zobaczy – ale w nietypowy sposób. (śmiech) To bardziej życie w rytmie projektu niż klasyczne podróżowanie. Na statku przez większość czasu widzimy głównie horyzont i konstrukcję, przy której pracujemy. To bardzo specyficzna perspektywa świata. Często jednak staram się to wykorzystać. Zdarza mi się zostać kilka dni dłużej po projekcie. Tak było np. po pracy w Indonezji – zamiast wracać od razu, poleciałam jeszcze do Japonii i Korei Południowej. Dzięki temu ta praca łączy intensywne projekty z możliwością poznawania świata i, co najważniejsze, na własnych zasadach.

Praca na morzu to też pewien rodzaj izolacji. Jak radzisz sobie z samotnością?

Na statku mamy sporo możliwości, żeby zadbać o równowagę – siłownię, basen, pokoje gier czy kino. Ja najczęściej wybieram coś prostego – gram w ping-ponga. To mój sposób na odreagowanie i „wyłączenie głowy”. Poza tym ważna jest rutyna i kontakt z bliskimi, nawet jeśli tylko online.

A na lądzie tańczysz w Zespole Pieśni i Tańca Ludowego w Szczecinie. Czy to jest taki stały punkt, zakotwiczenie, które pomaga Ci zachować równowagę i budować własną tożsamość między tymi dwoma rzeczywistościami, lądem a morzem?

Zdecydowanie tak. Na co dzień pracuję w kasku i odzieży roboczej, a na lądzie zamieniam to na strój ludowy i scenę. Tańczę w Zespole Pieśni i Tańca Ludowego „Szczecinianie”. To dla mnie zupełnie inny świat. Pełen energii, muzyki i emocji. Taniec daje mi równowagę. Pozwala oderwać się od technicznej, wymagającej pracy i wrócić do czegoś lżejszego, bardziej autentycznego. To dwa równoległe światy, które – w moim przypadku – idealnie się uzupełniają.

Dziękuję za rozmowę.

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać