Projekt kuźnia

– dom niepowtarzalny

Czy przerobienie budynku gospodarczego albo stodoły na stylowy dom jednorodzinny jest możliwe? Okazuje się że tak i taki trend staje się co raz bardziej popularny, szczególnie w przypadku adaptacji nikomu już nie potrzebnych stodół. Jest to znacznie ciekawsza i często tańsza inwestycja niż wybudowanie budynku od postaw. Dostajemy w swoje ręce coś, co ma swoją historię, coś co służyło człowiekowi, ale w innym celu. Obiekt z duszą, który potrzebuje tylko tego, by ktoś tchnął w niego nowe życie.

Autor

Aneta Dolega

Choć słowo „stodoła” najczęściej pojawia się w przypadku tego rodzaju inwestycji to jednak przeróbki dotyczą także innych budynków. Znany szczeciński projektant Jacek Kolasiński, w taki właśnie sposób stworzył swój wymarzony dom. Przerobił w tym celu stary budynek, który przed wojną służył jako kuźnia. Znajdujący się na malowniczym Osowie, w momencie remontu był niemal kompletną ruiną. 

Kolasiński posiadał już doświadczenie w przerabianiu pomieszczeń – sam mieszkał na zaadaptowanym przez siebie poddaszu, znajdującym się na ul. Słowackiego, z pięknym widokiem na jezioro Rusałka. Marzyło mu się jednak coś większego, ale coś takiego co byłoby oryginalne i stanowiłoby dla niego, jako projektanta, wyzwanie. – Spędziłem trochę czasu na poszukiwaniach budynku pod dom – mówi. – Osowo nie było przypadkowe – to moja ulubiona dzielnica Szczecina. Z jednej strony położona blisko centrum, z drugiej dająca przyjemne złudzenie, że mieszka się gdzieś daleko za miastem, prawie w lesie. 

Przed drugą wojną światową, obiekt był kuźnią i małym budynkiem dla sezonowych pracowników, którzy pracowali w otaczającym go sadzie. – Fajne położenie a do tego nietypowa działka – mówi projektant. – Obok domu znajduje się wewnętrzne patio i oddzielający je od sąsiada, który ma stolarnię, stuletni mur. Dom ma 140 m2 powierzchni. W środku jest kuchnia, która ma 7 metrów wysokości i salon, którego sufit znajduje na wysokości 6 metrów. Nie ma takiego drugiego domu.

W trakcie remontu, który trwał dwa lata, starano się zachować wiele oryginalnych elementów architektonicznych znajdujących się wewnątrz tego budynku. Najważniejszym celem projektu było stworzenie otwartej przestrzeni, która wydaje się większa niż w rzeczywistości i rozjaśnienie jej poprzez wprowadzenie dużej ilości światła. Ściany pokryte naturalnym tynkiem zostały pomalowane farbą w białym kolorze z domieszką szarego. W niektórych miejscach pozostawiono widoczne ceglane ściany. Szafki kuchenne i wysoki biały regał w kuchni zostały indywidualnie zaprojektowane przez Jacka.
W salonie i kuchni znalazła się kolekcja duńskich krzeseł i foteli z lat 40-tych, 50-tych i 60-tych zaprojektowanych przez: Kofod Larsen, J. L Moller, Harry Ostergaard, Bruno Mathsson i Hans J. Wegner.  – Remont takiego budynku i jego adaptacja to spore wyzwanie i przygoda – stwierdza Jacek Kolasiński. – Wydaje się to nieco tańszą inwestycją niż kupno domu czy wybudowanie go od podstaw, ale tak naprawdę jest to najtrudniejsza do wycenienia inwestycja. Dzieje się tak, gdyż w trakcie remontu możemy trafić na tzw. „niespodzianki”. To są zazwyczaj bardzo stare budynki, często bez zachowanego planu budowy. I w tym przypadku bardzo ważne jest wsparcie fachowca, który profesjonalnie oceni taki obiekt od strony technicznej. 

Pomimo, iż adaptując taki budynek, mamy czasem do czynienia z nie do końca znaną nam materią, efekt finalny jest zachwycający. – Oczywiście można w ciekawy sposób zaprojektować zupełnie nowy dom – mówi projektant. – Jednak nic nie sprawia takiej przyjemności jak tworzenie czegoś nowego na zgliszczach starego. Sam proces jest bardzo fascynujący. Poza tym, jak już wcześniej wspomniałem, co świadczy o niezwykłości takiego budynku to fakt, że nie ma takiego drugiego domu.

Prestiż  
Lipiec 2021