Unikatowy Jaguar

To nic, że to auto pali tyle, ile wlejemy do baku. To nic, że ma tyle miejsca, że wysoka osoba w trakcie jazdy będzie miała kolana wysoko pod brodą, a w bagażniku nie zmieścimy kijów golfowych. Kogo to obchodzi? Wszystkie „niedociągnięcia” rekompensuje piękno Jaguara, fantastyczny mocny silnik, każdy dopracowany i odrestaurowany detal. W końcu mechanicy nad przywróceniem jego blasku pracowali niemal dwa lata!

Trudno powiedzieć ile takich aut jeździ jeszcze po drogach na całym świecie. Jaguar XK 120 DHC produkowany był w latach 1948-1954. Dostępny jako dwudrzwiowy coupe lub roadster. Wyprodukowano łącznie 12055 sztuk. 

– Nasz egzemplarz pochodzi z 1953 roku. Przyprowadził go klient z regionu, który chciał przywrócić Jaguarowi pierwotny blask. Praca pochłonęły mnóstwo czasu i pieniędzy, ale śmiało możemy powiedzieć, że mamy do czynienia niemal z nowym samochodem – mówi Tomasz Cholewa, właściciel firmy BT Classcis, która zajęła się odrestaurowaniem auta. 

Pod maską znajdujemy silnik R6 o pojemności 3400 centymetrów sześciennych i mocy 160 koni mechanicznych. Napędza go czterostopniowa manualna skrzynia biegów. Moc jest odczuwalna po minimalnym wciśnięciu pedału gazu… na każdym biegu. Fantastycznych wrażeń z jazdy przy otwartym dachu dodaje imponujący ryk silnika. Auto uruchamia się po przekręceniu kluczyka, przyciskiem typu start-stop. Takim samym, którym dzisiaj szczycą się współcześni producenci samochodów. 

– Samochód nie wyglądał tak od samego początku. Nie był na chodzie, gdy do nas trafił. Zresztą jest to jedno z pierwszych aut, jakie trafiło do naszej firmy w celu kompletnej odbudowy. Wbrew pozorom okazało się całkiem wymagającym w odbudowie, zwłaszcza w początkowym etapie prac. Spowodowane jest to charakterystyczną dla tamtych lat budową samego pojazdu - jego nadwozie spoczywa bowiem na masywnej ramie i wszelkie prace, tak blacharskie, jak i lakiernicze muszą być wykonywane bez oddzielania ich od siebie. Nie ma innego sposobu na zachowanie wymiarów i szczelin pomiędzy elementami nadwozia – wspomina Tomasz Cholewa. – Poszycia maski, klapy bagażnika oraz drzwi wykonano z aluminium w większości spoczywającego na drewnianym szkielecie. Cieszymy i doceniamy fakt, że właściciel samochodu wykazał się wyrozumiałością i cierpliwością dla naszych wysiłków w przywracaniu Jaguara do życia. Wierzymy, że osiągnięty przez nas efekt zrekompensuje mu to z nawiązką. Osoba ta należy bowiem do posiadaczy aktywnie korzystających i cieszących się w praktyce z posiadania zabytkowych pojazdów poprzez częste uczestnictwo w zlotach i rajdach oldtimerów.   

Rzeczywiście zdecydowana większość podzespołów jest oryginalna, została odratowana przez specjalistów. Nie opłacało się to jednak w przypadku felg, które były na tyle skorodowane i miały splecione szprychy, że nie było większego sensu ich odzyskiwać. Drewna mają na nowo położony fornir. Cały samochód przed uruchomieniem rozebrany został na części pierwsze, do ostatniej śrubki. Każda z nich została odczyszczona, zniszczone elementy naprawione.  

– To mozolna, wręcz tytaniczna praca całego zespołu, ale okraszona reakcjami osób postronnych, które zachwycają się teraz samochodem. To właśnie dla nas największa satysfakcja oraz powód do prawdziwej dumy. Samochód teraz jest warty z pewnością ponad pół miliona złotych i mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że trudno będzie znaleźć drugi taki egzemplarz na świecie – podsumowuje mechanik. 

Prestiż  
Lipiec 2017