MONIKA „PACYFKA” TICHY
Różnorodność jest wartością
Przewodnicząca Stowarzyszenia Lambda Szczecin, działającej na rzecz społeczności LGBT+ (skrót określający lesbijki, gejów, osoby biseksualne, transseksualne, queer i inne). Aktywistka, feministka, motocyklistka. Do 2015 roku działała głównie dla rozwoju sportów motocyklowych, ale od ostatnich wyborów parlamentarnych angażuje się przede wszystkim na rzecz społeczeństwa obywatelskiego, praw kobiet i mniejszości. Laureatka Szczupaka 2018 przyznawanego przez Gazetę Wyborczą za m.in. zorganizowane pierwszej w Szczecinie Parady Równości.
Pisze prozę, felietony i reportaże. Z powołania jest podróżniczką i fotoreporterką. Mówi, że jest człowiekiem, potem obywatelem, potem kobietą. Zdeterminowana i waleczna. Pełna empatii i kobiecej delikatności.
W dzieciństwie chciałam być… chłopcem. Gdy tylko nauczyłam się czytać w wieku 7 lat, pochłaniałam książki; w nich to zawsze chłopcy byli odważni i zaradni i przeżywali najfajniejsze przygody. Jeździli konno, wspinali się w górach, niszczyli pierścień władzy i ratowali cały świat. Staś ratował Nel, a Tomek Wilmowski tę pierdołowatą Sally. Nie chciałam być jak one, tylko jak oni. Bo to oni decydowali o sobie. Mieli wolność. Oglądałam też z bardzo bliska w swojej rodzinie i otoczeniu społecznym podległość kobiet wobec mężczyzn, niesprawiedliwe obciążenie nieodpłatną pracą w domu, przemoc psychiczną i ekonomiczną. Nie chciałam być kobietą, nie chciałam takiego życia. Zażądałam dżinsów, koszuli w kratkę, obcięcia włosów i żeby mówić do mnie „Tomek”. Dopiero dużo później zobaczyłam w akcji Sarę Connor albo Trinity
i uwierzyłam że to nie płeć, ale siła wewnętrzna decydują o tym, jak żyję.
Jestem dobra w… zmienianiu biografii i spełnianiu marzeń. To jest moja supermoc. Podam przykład. Jestem motocyklistką, chociaż sama się nie ścigam, za to uwielbiam podróżować. Zanim zaczęłam działać w obronie demokracji, praw kobiet i osób LGBT+, zajmowałam się organizacją zawodów motocyklowych i wspierałam młodych zawodników, którzy zaczynali starty w Wyścigowych Mistrzostwach Polski. Ogarniałam im sponsoringi, patronaty, logistykę, wsparcie techniczne i psychologiczne. Wszyscy zdobyli tytuły mistrzowskie i wicemistrzowskie. Ta supermoc działa też często bez mojej świadomości. Miałam mnóstwo takich przedziwnych sytuacji, kiedy ktoś nieznajomy zagadnął lub napisał i powiedział, że coś, co miało miejsce jakiś czas temu, zmieniło jego czy jej życie. Artykuł który napisałam, słowa powiedziane publicznie albo wydarzenie które zorganizowałam. Zawsze im wtedy mówię – ty sam tego dokonałeś. Morfeusz tłumaczył Neo: „Ja mogę ci tylko pokazać drzwi, ale to ty musisz przez nie przejść”.
Czerpię siłę z... kontaktu z bliskimi osobami. Z mojej Rodziny z Wyboru. Nie zgadzam się że kocha się tych którzy są rodziną, ale wierzę, że rodziną są ci, których się kocha. Z którymi dzieli się wartości, a nie geny. Doświadczam ogromnej miłości od moich Przyjaciół. Być dla nich, wspierać ich, troszczyć się i otrzymywać to samo od nich, to sens mojego istnienia. Jak to śpiewali Floydzi: “together we stand, divided we'll fall”.
Mój sposób na porażkę… przytulić się do bliskiego człowieka. Albo kilku. Iść do tęczowego klubu z dobrym kompanionem lub ekipą i przetańczyć całą noc. Wsiąść na motocykl, albo do kabrio, i ponawijać asfalt na koła, poczuć wiatr we włosach. Naładować akumulatory, otrzepać się i iść dalej do przodu. Świat będzie lepszy, ale to samo się nie zrobi. My to musimy zrobić.
Największe szaleństwo w moimi życiu… Marsz Równości. Zdecydowanie tak. Wspinałam się w górach i jaskiniach, bawiłam się w survival w lasach i na rzekach, jeździłam autostopem przez pół Europy by zobaczyć zaćmienie Słońca, ale największym wariactwem był marsz, który zorganizowaliśmy wraz ze Stowarzyszeniem Lambda Szczecin. Impreza na kilka tysięcy zwolenników miłości, kilkuset policjantów i kilkudziesięciu nazistów. Ogarnięcie tego z młodą ekipą, grupą entuzjastów, którzy poznali się wokół tej właśnie inicjatywy, było zdecydowanie irracjonalne. Czasem brak świadomości pomaga. Wiele rzeczy w trakcie przygotowań było bardzo trudnych. Było dużo hejtu z nieoczekiwanych stron, zwandalizowanie naszego pikniku przez homofobów na dwa tygodnie przed Marszem, myśleliśmy że szczecinianie się wystraszą i nikt nie przyjdzie. Okazało się, że mieszkańcy naszego miasta są wspaniali, nie tylko nie dali się zastraszyć ale właśnie tym liczniej przybyli. Zrobiliśmy największy, rekordowy pierwszy marsz równości danego miasta w historii Polski, było 3 tys. uczestników; zazwyczaj to jest 800, tysiąc osób.
Mój autorytet… Jurek Owsiak. Mówię nie tylko o tysiącach uratowanych przez niego i Orkiestrę istnień, ale o tym, że nikt nie wniósł tyle dobra do życia społecznego Polski co Jurek. Potrafi wydobywać altruizm z egocentryków, zaangażowanie z obojętnych, poczucie jedności ze skłóconych. Podziwiam Jurka, bo jest osobą o wielkiej wrażliwości i znoszenie tych wszystkich ciosów i hejtu kosztuje go naprawdę wiele. Mimo to wciąż się nie poddaje. Jest dobrym człowiekiem, więc wierzy w dobro w ludziach, w każdym. Festiwal Woodstock to moje najpiękniejsze święto roku, ważniejsze od wszystkich świąt i urodzin razem wziętych. Miejsce, gdzie ludzie są wolni, a przez to dobrzy, życzliwi, otwarci, pomocni, braterscy. To Jurek pomaga nam odnaleźć to w sobie.
Umiem walczyć o… słabszych, tych którzy nie mają takich jak ja możliwości. Teraz w Polsce jest trudno. Być kobietą, być osobą mniejszościowej orientacji albo transpłciową. Mogłabym sobie wyjechać albo udać się na wewnętrzną emigrację i spokojnie żyć. Ale wiem że nie każdy tak może. Szesnastolatek, który kocha innego chłopca, nie wyjedzie z nim do Berlina. Musi żyć tu, mieszkać z rodzicami, chodzić do szkoły i znosić szykany, nienawiść, często pięści od obcych i od „bliskich”. Moi znajomi często mówią: „gdybym nie miał dzieci to bym dawno już wyjechał”. A moje dzieci to te wszystkie nastolatki, które boją się, że rodzice odkryją kim one są. Tylko co ósmy ojciec akceptuje nieheteronormatywne dziecko. O Polskę, żeby była miejscem dobrym dla wszystkich, a nie tylko tych których lubi rząd i kler. Miejscem gdzie nikt nie jest nienawidzony za to, że kocha. Gdzie nikt nie rzuca kuflami, kamieniami i petardami w ludzi głoszących miłość.
Moje życiowe motto/dewiza… jest ich więcej niż jedna. Różnorodność jest wartością. Nieważne co się robi, tylko z kim. „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. I słowa Wyroczni z „Matrixa”. „Cookies need love like everything does”. Ciastka trzeba robić rękami, bo potrzebują miłości. Jak wszystko.