Szczecin ma szansę na kolejną, niezwykłą, atrakcję turystyczną. I to taką, jaką niewiele miast może się poszczycić. Napięcie już rośnie i atmosfera gęstnieje jak w filmach Alfreda Hitchcocka? No to sruuuu! Ujawniamy! To jedna z najnowszych ofert sprzedaży szczecińskich miejskich nieruchomości. Ale za to prawdziwa perełka! Potężny schron wojewody zachodniopomorskiego i jego służb w którym mieli przebywać na wypadek wojny lub innego kataklizmu. Położony jest przy ulicy Starzyńskiego. Ten obiekt był do 2011 roku mega „top secret”. Rok później jednak przestał już być taki tajny. Lokalizację kolejnego schronu zmieniono i nie wiadomo, gdzie się teraz ma skryć wojewoda, gdyby napadli na nas Węgrzy albo Estończycy, czy też Szczecin zaatakowali kosmici. Schron ma aż 90 pomieszczeń (!) i powierzchnię 1400 metrów kwadratowych. Jest w nim wszystko m.in. agregatorownia, akumulatorownia, wentylatornia, dyspozytornia, warsztat, pomieszczenie z butlami na sprężone powietrze, a także kuchnia, magazyn żywności, ambulatorium, izolatka, zaplecze sanitarne oraz dziesiątki pomieszczeń dla różnych służb podległych wojewodzie na czas kryzysu. Obiekt zaprojektowano, żeby był samowystarczalny przez tydzień. Po tym czasie wojewoda chyba miał się poddać (z powodu braku konserw i chińskich zupek?), albo nasi mieli przybyć z pomocą i pogonić wroga. Na terenie, na którym znajduje się schron kilka lat temu planowano wybudowanie nowej siedziby Urzędu Marszałkowskiego. Ale zdecydowano się jednak rozbudować w tym celu dawną przychodnię przy ulicy Piłsudskiego. 

Czy ktoś kupi schron? Dla kogo ta oferta może wydać się interesującą? Przede wszystkim, to może być kuszące dla filmowców z całego świata. Przecież to wymarzona sceneria do filmów grozy, thrillerów czy horrorów np. nowej wersji kultowego „Cube” albo „Lśnienia”. Jakie to pole do popisu dla postapokaliptycznych wizji świata. Można byłoby nakręcić także np. kilka dramatów psychologicznych o zagubieniu człowieka, który wybrał się na emigrację wewnętrzną. Albo nową wersję „Podziemnego kręgu” czy „12 małp”. Może powstałyby nowe nurty w kinie np. przyrodniczo-operetkowy ze sztandarowym dziełem „Zemsta nietoperza”. A może jakieś love story w stylu ONA i ON jako jedyni ocaleli po zagładzie i teraz pracujący nad podtrzymaniem gatunku? A może coś z mitologii? Aż się prosi o ekranizacje historii Labiryntu, Minotaura, Tezeusza i nici Ariadny. Schron może się wydać bardzo interesujący dla artystów różnej maści z tzw. undergroundu. Wreszcie mieliby wymarzone miejsce dla swej twórczości w dodatku adekwatne do nurtu w jakim tworzą. Nie wiadomo czy oferty nie złożą jacyś szataniści, którzy z mrokiem i podziemiami są za pan brat. A może hodowcy marihuany na masową skalę, bimbrownicy, specjaliści od amfetaminy, wytwórcy nielegalnych papierosów, czy też producenci pieczarek? A co z wielbicielami paintballa? Przecież tam jest 90 pomieszczeń! Zmieszczą się w nich np. członkowie szczecińskich oddziałów wszystkich partii politycznych i w końcu, przy pomocy pneumatycznej broni na kulki z farbą, będą mieli szansę wyjaśnić sobie wszystkie niejasności i żale. To także może być raj dla grafficiarzy. Osprajować tyle ścian to nie byle wyzwanie. Miłośnicy mordobicia i kopania mieliby zamiast walk w klatce, naparzanki w schronie. W końcu to może być także propozycja dla hotelarzy i gastronomików. W ofercie np. romantyczna kolacja (dania przygotowane z żelaznych, wojennych zapasów konserw i czarnego chleba) w blasku awaryjnego oświetlenia z podziemnych agregatów oraz noc w schronowej sypialni wojewody. Podziemne muzeum? Dlaczego nie. Zwłaszcza np. historii podziemia w Polsce. Może zgłosi się jakiś developer, który będzie chciał schron zamienić na podziemny apartamentowiec? To wreszcie może być raj dla prepersów, czyli tych, którzy szykują się na koniec świata albo inny kataklizm, który wcześniej czy później, podobno, musi nas dotknąć. Wreszcie schron to propozycja dla producentów różnego rodzaju telewizyjnych reality show. Można wyłonić w castingu grupę straceńców, którzy zamieszkają w nim na jakiś czas a my siedząc wygodnie na kanapach i objadając się chipsami albo popcornem będziemy się nabijać z ich przeżyć i „przygód” sztucznie kreowanych. Taki „Big Schron” albo „Love island” – „Schron miłości”. Możliwości zagospodarowania schronu wydaje się być multum. Ostatecznie, dla nas, Polaków, życie w podziemiu to nic nowego. Takie nasze „specialite de la maison”.