Leszek Szuman:
Gwiazdy nie miały przed nim tajemnic

Leszek Szuman – jeden z najsłynniejszych polskich astrologów w historii. Szczecinianin od 1945 roku. Człowiek barwny, nietuzinkowy, ale i kontrowersyjny. Dziś już, niestety, trochę zapomniany. Słynął ze sporządzania bardzo szczegółowych horoskopów, w których znaczenie miały nie tylko data narodzin, ale również godzina, a nawet minuta. Sporządzał je dla wielu ówczesnych polskich celebrytów i aktorów. Przewidział także zamach i śmierć prezydenta USA Johna F. KENNEDY’EGO. I to on odkrył dla Polaków „życie po śmierci”. Wiele informacji, które krążą na jego temat jest nieprawdziwych. Jaki więc był Leszek Szuman?

Autor

Dariusz Staniewski

Człowiek o wielu umiejętnościach. Poznaniak, swoim życiu pracował m.in. w urzędzie celnym, był komiwojażerem, zarządzał tartakiem, młynem i żwirownią, w latach 1930-1935 był w Urugwaju pracownikiem polskiego konsulatu. Tam też sporządzał pierwsze horoskopy. Opracował i wydał podręcznik dotyczący reklamy. Przed wybuchem wojny ukończył studia ekonomiczne w Berlinie. W czasie okupacji był krupierem w kasynie, a następnie pracownikiem wydziału żywienia i rolnictwa w urzędzie gubernatora GG. W lipcu 1945 roku przyjechał do Szczecina. Był tłumaczem przysięgłym języka niemieckiego i hiszpańskiego. Sporządził kilka tysięcy horoskopów. Był autorem kilku popularnych książek. Był też współzałożycielem Pomorskiego Towarzystwa Parapsychotronicznego i jego pierwszym prezesem.

Astrolog

W archiwum Radia Szczecin znajduje się nagranie pewnej audycji z 1970 roku pt. „Jowisz na ascendencie”. Zrealizowały je Zofia Kozłowska i Alicja Maciejowska. W roli głównej – Leszek Szuman. Astrolog wyjaśnia w niej m.in. czym, jego zdaniem, jest astrologia.

Lekarz się może pomylić, sędzia, prokurator, adwokat.

I w porządku. Astrologowi nie wolno się pomylić, bo powiedzą, że oszust. (…) To się wszystko widzi, na pięć lat naprzód – tłumaczy Szuman. Dziennikarka zaintrygowana dopytuje: a jak się widzi i wie, to można zapobiegać?

Odpowiedź jest krótka i nieco gorzka.

– Czasem się da ochronić. Ale ludzie na ogół rad astrologa nie słuchają – mówi Szuman.

A w audycji zdradza także w jaki sposób zostaje się astrologiem.

I okazuje się, że nie jest to łatwa sztuka i profesja.

– Węgierski astrolog Louis de Wohl, ten, który w czasie wojny pracował w sztabie angielskim, był zdania, że trzeba tak długo studiować jak np. medycynę. Do pięciu lat trzeba studiować, siedzieć i kuć. A później jeszcze praktyka jest potrzebna. Wychodząc z założenia, że ten ktoś ma zdolności w tym kierunku. A w ogóle musi astrolog myśleć. Samodzielnie musi umieć myśleć a to jest dosyć trudne, luksus do pewnego stopnia. Potrzeba nieprawdopodobnej wiedzy i z różnych dziedzin: medycyny, psychologii, parapsychologii. Nie można tak byle jak horoskopy robić, bo to z tego potem wychodzi wróżbiarstwo takie, śmieszne rzeczy. Czasem horoskop można ująć w dwóch zdaniach, ma pani ten profil tak wyrysowany ostro jakby pani pod światło patrzyła. Mój najkrótszy horoskop miał dwa słowa: „chytry dureń”. I się zgadzało podobno cudownie (śmiech). Tyle ludzi się na mnie poobracało, bo im powiedziałem prawdę, że teraz jestem bardzo ostrożny. Dostałem niedawno datę urodzenia dziecka. Ojciec dumny, chodzi jak paw, mama sie dopatruje jakiegoś geniusza. Przynoszą mi tę datę urodzenia i widzę, że to jest baran zwyczajny. Życiowy baran, zero będzie. I co ja mam tym rodzicom teraz powiedzieć? Staram się to jakoś wygładzić, uperfumować te przykre wiadomości (śmiech). Ale jeszcze jest gorzej, gdy chodzi o dorosłego. Ludzie chcieliby, jak przychodzą do astrologa, to chcieliby Bóg wie czego się dowiedzieć. Same superlatywy o sobie. I są bardzo zdziwieni, gdy się dowiedzą, że są zwyczajnymi, przeciętnymi śmiertelnikami. Albo że może mają jakieś wady. Co ja mam wtedy zrobić? Nie wszystko można klientom mówić – zauważa Szuman.

Potwierdza także, powszechna opinię, że jego rodzina słynęła z nadprzyrodzonych zdolności.

– Pochodzę z rodziny jasnowidzów. Matka miała dziwne zdolności, wahadełkowe, różdżkarskie wspaniałe, ach nadzwyczajne. Mój brat był jasnowidzem, mój dziadek był dobrym jasnowidzem. I to nie był żaden wariat, to był prokurator! Człowiek trzeźwy zupełnie – wyjaśniał.

Horoskopy sporządzał także swojej rodzinie. Choć nie mówił im co ich czeka. Ale najbliższa rodzina niezbyt interesowała się astrologicznymi umiejętnościami Szumana.

– Nikt nie jest prorokiem w swojej ojczyźnie (śmiech). Tak samo ja nie jestem prorokiem u siebie. Gdybym ja na tym robił pieniądze, to na pewno bym miał to powodzenie w rodzinie – trochę gorzko mówił Szuman.

W radiowej audycji z 1970 roku pojawia sie także córka astrologa – Krystyna wtedy młoda dziewczyna. Zdradza nieco jak rodzina podchodzi do jego zdolności.

– Z ojcem nie rozmawiam absolutnie na te tematy. Ojciec uważa, że jestem za młoda, że nie zrozumiem pewnych rzeczy (…) Jedyne co mi powiedział, to tylko to, że dwa razy wyjdę za mąż w swoim życiu i że się z pierwszym mężem rozejdę, że on ze mną nie wytrzyma. I nic więcej. Ja bardzo jestem ciekawa. Ile razy pytam ojca to on raczej mówi: „to się okaże”. I tak nic z niego nie wyciągnę. Ojciec mi nie chce mówić. Nie wiem czemu. To już się trzeba ojca spytać – mówi córka.

Astrolog szybko odpowiada.

Bo jest za durna na to. Co ja jej będę o astrologii gadał, jak ona ma pstro w głowie.

– Ojciec jest jakiś inny. Bardzo dobry, ale uważamy ojca za pewnego rodzaju oryginał. Śmieje się (mama – przyp. red.), że dziwak z taty jest, powie najwyżej – dodaje córka.

Czy żonie przed ślubem Pan stawiał horoskop? Czy będzie dla Pana dobrą partnerką? – dopytują dziennikarki.

Tak orientacyjnie to wiedziałem, że się nadaje.

A gdyby wynikało z horoskopu, że się nie nadaje, czy nie ożeniłby się Pan?

Nie, no skąd.

A gdyby się Pan zakochał?

Gdyby, gdyby, same, gdyby. Ale nie zakochałem się – odpowiada Szuman.

Mity

Z córką astrologa spotykam się w jej mieszkaniu w jednej z modnych dzielnic Szczecina. Wcześniej, w rozmowie telefonicznej, nie kryła obaw.

– Będzie Pan rozczarowany. Niewiele pamiętam z tych lat, z działalności ojca – tłumaczy Krystyna Nowakowska.

Ale okazuje się, że spotkanie jest bardzo owocne. Dzięki jej informacjom uda się obalić pewne mity i sprostować nieprawdziwe informacje, które znajdują się np. w Internecie.

Nie ma tam zbyt wielu informacji na temat Pani ojca. Te, które są, czasami nie do końca są oparte na prawdzie.

W Internecie nie ma wielu ważnych informacji, choćby takiej, że mój ojciec pisał bardzo ładne wiersze i bajki dla dzieci. Ale niestety żadne wydawnictwo nie było nimi zainteresowane, takie były czasy. Nikt mu ich nie chciał wydać, choć znalazł nawet do nich ilustratora. Ostatnio znalazłam jedną z bajek, napisana wierszem o mnie i moim bracie.

Czy naprawdę wszystkie materiały po śmierci Pani ojca zostały zniszczone?

Wszystkie materiały po śmierci mojego ojca brat spalił.

Dlatego, że w archiwum ojca znajdowały się horoskopy znanych osób m.in. Ireny Dziedzic (królowej TV w PRL przyp. red.), czy aktorek jak Małgorzaty Braunek, Jadwigi Barańskiej. Aktorzy, tzw. dziś celebryci, naukowcy, dziennikarze, lekarze, ludzie z tzw. „świecznika” przyjeżdżali do nas do domu. Moja mama nie chciała, aby to archiwum wpadło w niepowołane ręce.

Bała się, że może dojść do takiej sytuacji? Ktoś się włamie, ukradnie…

Włamać to może nie. Ale nie wiem dokładnie, dlaczego mama podjęła taką decyzję. W każdym razie wszystko zostało spalone za jej zgodą. Nie wiem też, co dokładnie znajdowało się w archiwum. Byłam młoda, kiedy ojciec zajmował się sporządzaniem horoskopów i musze przyznać, że co innego mnie wtedy interesowało. Bardzo się pasjonowałam sportem, pływałam w klubie. Jego ówczesna działalność wtedy mnie nie interesowała. Mój brat też się działalnością ojca nie interesował.

Pamięta Pani ludzi, którzy przyjeżdżali do Waszego domu, do pani ojca?

Oczywiście. Ojciec był naprawdę bardzo wiarygodnym astrologiem. Traktował ją nie jako hobby, tylko jako dziedzinę wiedzy, nauki. Uważam, że wielu ludziom w życiu pomógł. Mnie np. powiedział, że dwa razy wyjdę za mą i to się sprawdziło. Bardzo często przyjeżdżała do ojca Irena Dziedzic. Ojciec został przez nią zaproszony do jej kultowego wówczas programu telewizyjnego „Tele echo”. Byli też w bardzo częstym kontakcie telefonicznym. Ojciec miał rozległe kontakty na całym świecie. Przepowiedział śmierć prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego. Powiedział, że coś takiego się wydarzy bratu mojej mamy, czyli mojemu wujkowi, który mieszkał w USA, w Las Vegas. Wujek opowiedział, o tej przepowiedni ojca, swoim znajomym. Ojciec w niej pomylił się chyba lekko o kilka dni. Ale kiedy do tego doszło, cała sprawa zrobiła wtedy prawdziwą furorę. Ludzie przysyłali listy z USA, oferowali pieniądze za sporządzenie horoskopów przez ojca. Przypominam sobie również historię pewnego lekarza ze Szczecina, który odwiedził nas i powiedział: „Panie Lechu, uratował mi Pan życie”. Chodziło o jakiś wypadek, który ojciec przewidział. Ale nie pamiętam już szczegółów. Tata ze swych zdolności i umiejętności przewidywania losu, sporządzania horoskopów nie robił tajemnicy. Nawet powiem, że lubił się tym chwalić. Znał swoją wartość.

Nie przychodził wieczorami i mówił np. a dziś sporządziłem horoskop temu lub tej?

Nie, absolutnie. Ojciec był bardzo dyskretny. Nigdy nie mówił kto był u niego, o czym rozmawiali, jaki sporządził horoskop itp. To czego się dowiedział, zostawiał dla siebie. Ojciec też sporządzał horoskopy na odległość, przez telefon. Listów przychodziło do nas bardzo dużo z Polski i z całego świata. I z tego co pamiętam ojciec starał się na nie odpowiadać.

Podobno był bardzo towarzyski?

Mogę powiedzieć, że bardzo lubił płeć żeńską (śmiech). Był duszą towarzystwa. Moje koleżanki uwielbiały ojca. Jednej z moich serdecznych przyjaciółek, która mieszka teraz w Norwegii przewidział, że w pewnym wieku będzie miała poważne problemy z nogami. I faktycznie. Ona jest już po dwóch operacjach. Zawsze o tym wspomina, o tych słowach mojego ojca. On był zodiakalnym Skorpionem, miał swoje zdanie i nie miał takiego łatwego charakteru. Był mocną osobowością.

Do Waszego domu ustawiały się kolejki chętnych po horoskop?

Absolutnie nie! Bez umówienia nikt nie przychodził, wszystko było uzgadniane. Fakt, telefony się urywały, wiele osób chciało się do niego dostać. Jedna z lokalnych dziennikarek bardzo często do ojca przychodziła, by zgłębić tajniki astrologii.

Rodzice Pani ojca mieli zdolności parapsychologiczne.

Moja babcia była jasnowidzem, miała do tego predyspozycje, używała wahadełka. To wszystko prawda.

Pani i brat odziedziczyliście takie umiejętności? Macie taki dar?

Nie. I nigdy nie kusiło mnie nawet, aby sprawdzić, czy mam takie zdolności. Astrologia teraz zrobiła się taka popularna, ale kiedyś była traktowana wręcz „per noga”.

W Internecie pojawiają się dwie a nawet trzy daty śmierci Pani ojca. Która jest prawdziwa? Rok 1986, czy 1987?

Na pewno 12 czerwca 1987 roku.

W czerwcu tego roku minie więc 35 rocznica śmierci Leszka Szumana.

A w przyszłym roku, w listopadzie będzie setna rocznica urodzin.

W Internecie można znaleźć też informację, że znał siedem języków obcych.

Nie sądzę, chyba, że doliczymy jeden w ustach, a dwa w butach ojca (ha, ha!).

I jeszcze jakieś narzecza afrykańskie?

Totalna bzdura. Ojciec był tłumaczem przysięgłym języka niemieckiego i hiszpańskiego. I te dwa języki znał perfekt. I mówił bardzo poprawną polszczyzną, zawsze zwracał mi uwagę na poprawne wysławianie się.

Ale pracował jako dyplomata w Urugwaju?

Oczywiście. Mam nawet na to dowód – wizytówkę ojca z tych czasów. Był sekretarzem polskiego konsula generalnego w Urugwaju, w Montevideo. Pojawia się także informacja, że był także w Argentynie. Ale ja o tym nic nie wiem.

A jak to było ze sprzedażą praw autorskich do książek Pani ojca oraz jego badań?

Mój ojciec pod koniec życia sprzedał prawa autorskie jakiemuś wydawnictwu w Gorzowie Wielkopolskim. Ojciec jeszcze za życia mówił, że potrzebuje pieniędzy i dlatego to sprzedawał. Mówił o tym w domu bardzo wyraźnie. Twierdził, że sprzedaje prawa autorskie do wszystkich swoich książek i badań jakiemuś Towarzystwu Wróżbiarskiemu z Gorzowa. Ojciec nie był skrytym człowiekiem, żeby o tym nie powiedzieć, co robi. Był otwarty. Ja z nim miałam fantastyczny kontakt. Ojciec lubił ludzi, bardzo lubił młodzież. To był normalny człowiek. Był bardzo dowcipny, miał taki dowcip sytuacyjny. To mi się bardzo u niego podobało. Był bardzo lubiany przez moich znajomych.

Podobno Leszek Szuman chętnie pomagał Milicji Obywatelskiej w różnych sprawach?

Z tego względu, że był tłumaczem języka hiszpańskiego a w Szczecinie nie było drugiej takiej osoby. Przypływały statki m.in. z Kuby z cytrusami, a członkowie ich załóg po zejściu na ląd w Szczecinie lubili się awanturować w nocnych lokalach. Milicja nie mogła się z nimi porozumieć więc często dzwonili do ojca z prośbą o pomoc jako tłumacza. Tak wyglądała ta współpraca. A ktoś o jakiejś innej myślał?

Tak, że np. odnajdywał zaginione osoby, pomagał w niektórych śledztwach. W zamian MO miała mu umożliwiać badania różnych zwłok…

To bzdury kompletne. Ludzie jakieś głupoty opowiadają i wypisują. Był tylko i wyłącznie tłumaczem.

Interesował się spirytyzmem?

Bardzo chętnie wychwytywał takie osoby, które mogłyby być dobrym medium. Chodzi o osoby, z którymi miał kontakt. Bardzo się też interesował seansami spirytystycznymi.

Organizował takie spotkania?

Chyba nie. Ale natomiast uczestniczył w takowych. Znał osobiście największego polskiego jasnowidza okresu międzywojennego Stefana Ossowieckiego i uczestniczył w wielu jego seansach spirytystycznych. Interesował się parapsychologią oraz UFO. Pisał artykuły na ten temat, ale nic mi nie wiadomo o tym, gdzie były one publikowane.

Sąsiad

Mecenas Włodzimierz Łyczywek jest jednym z najbardziej znanych i doświadczonych szczecińskich adwokatów. Przez kilka lat jego rodzina (ojciec – sławny adwokat, mama – wybitna fotografka) byli sąsiadem rodziny Szumanów przy ulicy Marii Curie – Skłodowskiej.

– Sąsiadem moich rodziców był także Konstanty Ildefons Gałczyński. Choć ja sam, osobiście go nie poznałem. Myśmy się sprowadzili do mieszkania przy ulicy Curie – Skłodowskiej w 1961 roku. Gałczyńskiego już niebyło. Szuman natomiast miał go z jednej strony, a z drugiej moich rodziców. W tej chwili dom Szumana i Gałczyńskiego wykupiła jakaś klinika medyczna– opowiada Włodzimierz Łyczywek.

Dodaje, że obie rodziny utrzymywały kontakty towarzyskie.

– Oczywiście, że tak. Choćby przez ogród, który nie miał muru. Te kontakty nie były może bardzo przyjacielskie, co pewien czas, przy okazji świąt czy imienin z życzeniami się szło wzajemnie do siebie. Natomiast ja i brat kontaktowaliśmy się z pokoleniem niżej. Ja byłem zaprzyjaźniony z dziećmi pana Leszka – Krysią i Michałem. Ich ojciec zdaje mi się, że mnie lubił. Bo zagadywał do mnie, coś na temat moich studiów prawniczych. Szczupły, siwy, trochę łysawy, bardzo dowcipny, żartowniś, wręcz krotochwilny. Nie krygował się, jeżeli chodzi o słowa, włącznie z poważniejszymi. Ale były one używane w odpowiednich miejscach nie odczuwało się wrażenia wulgarności. Pasowały do kontekstu wypowiedzi. Taki był, takim go pamiętam. Nie miał charakteru dyplomatyczności w rozmowie, choć przecież był dyplomatą – dodaje adwokat.

Z tamtych czasów pamięta pewną anegdotę związana z Szumanem.

– Na początku lat 80. ubiegłego wieku zgłosił się on do mnie jako do młodego adwokata. I mówi: „Włodek, musisz koniecznie reprezentować pewnego człowieka”. Nie pamiętam czego ta sprawa dotyczyła, Boże, minęło 40 lat. Ale była to jakaś karna sprawa, dotycząca jakiegoś jego młodego krewniaka. I ja tę sprawę dość dobrze poprowadziłem, wygrałem. A Szuman mi potem żartobliwie powiedział: „Włodek, jakieś dwie Twoje dziewczyny, znajome mają u mnie, za darmo, horoskop”. A wiem, że do niego, to trzeba było się długo umawiać. Ale nie skorzystałem z jego propozycji, nie miałem takich osób, które mógłbym polecić (śmiech). Ale tę rozmowę dobrze pamiętam – mówi mecenas Łyczywek.

Sąsiad – astrolog nie sporządził horoskopu ani dla niego, ani dla jego ojca.

– Nigdy się nie fascynowałem horoskopami. Czytałem jakieś tam horoskopy, przepowiednie Nostradamusa. Ale to raczej z ciekawości. Wiem, że Leszek Szuman sporządził horoskop mojej mamie. Ale nie znam treści. Mam nigdy o tym nie mówiła.

Ja unikałem tego typu rzeczy jak horoskopy uważając, że lepiej nie wiedzieć co człowieka czeka. Nawet gdyby miała to być prawda. Ojciec też nie chciał. Był jeszcze bardziej pragmatyczny ode mnie – dodaje adwokat.

Życie po śmierci

To była prawdziwa sensacja i autentyczny bestseller w Polsce lat 80. ubiegłego wieku. Ludzie wyrywali sobie, dosłownie, tę książkę z rąk. Dla wielu Polaków była ona szokiem. Ktoś wreszcie oficjalnie napisał o tym, o czym niektórzy czasami wspominali, aczkolwiek niezbyt chętnie, żeby nie narazić się na opinię osoby niezrównoważonej, kpiny, złośliwe docinki. Teraz ktoś opisał wiele autentycznych przypadków, przedstawił relacje, tych, którzy byli „po drugiej stronie” i wrócili.

„Czyżby zatem dawno odrzucona, ośmieszona i „załatwiona” teza spirytystów o dalszym istnieniu na „tamtym świecie”, miała okazać się faktem? Tej tezie twardo przeciwstawia się jednak cała falanga naukowo przygotowanych lekarzy. Ich główne uzasadnienie? Otóż, kto może być reanimowany dzięki sztuce lekarskiej, ten nie był jeszcze naprawdę „martwy” – pisał Leszek Szuman.

Pamięta Pani jak się pojawiło „Życie po śmierci”, najsławniejsza książka Pani ojca?

Otóż nie. Przyznam się, że przeczytałam ją trochę „po łebkach” (śmiech). Czy zrobiła na mnie wrażenie? Nie pamiętam. To było tak dawno – wyjaśnia Krystyna Nowakowska.

Czytał Pan jego najsławniejszą książkę „Życie po śmierci”? - podpytuję mecenasa Włodzimierza Łyczywka.

Oczywiście. Aczkolwiek tak zdaje mi się, że nie wszystko do końca jest prawdą, szczególnie jeżeli chodzi o te zdarzenia na Niebuszewie.

Chodzi o sławnego Rzeźnika?

Nie wszystko jest historyczną prawdą. W każdym razie tę książkę czytałem dawno temu. Myślę, że miał dobre pióro, dobrze pisał.

Medium

W 1985 roku na ekrany polskich kin wchodzi film w reżyserii (oraz według scenariusza) Jacka Koprowicza pt. „Medium”. Błyskawicznie staje się absolutnym hitem. To horror i jednocześnie pierwszy polski film poświęcony w całości tematyce okultystycznej. Akcja filmu rozgrywa się w Sopocie zaraz po dojściu Hitlera do władzy. Występują w nim same aktorskie gwiazdy polskiego kina i teatru m.in. Władysław Kowalski, Michał Bajor, Grażyna Szapołowska, Jerzy Stuhr, Jerzy Zelnik, Ewa Dałkowska, Jerzy Nowak, Henryk Bista i Piotr Machalica. Film trafia w dobry czas. W Polsce wróciła moda na okultyzm, jasnowidzów, horoskopy. Ale jedna postać wzbudza w filmie szczególną uwagę. To sopocki okultysta Ernst Wagner. Okazuje się, że jego postać jest wzorowana na… Leszku Szumanie. Reżyser filmu – Jacek Koprowicz doskonale pamięta okoliczności w jakich zetknął się ze szczecińskim astrologiem.

– Przed rozpoczęciem zdjęć do filmu „Medium”, szukałem kontaktu z osobami, które, mówiąc delikatnie, są w temat wtajemniczone. Spotykałem się z przedstawicielami tych kręgów.

Z jednej strony były to media transowe, mające silę oddziaływania na nasz umysł na znaczną odległość, z drugiej parapsycholodzy, a także okultyści. Mieszkałem wtedy w Szczecinie. Dowiedziałem się, że osobą wyjątkowo kompetentną w temacie” sił nadprzyrodzonych” jest Leszek Szuman. Zaciekawiony tematem filmu zaprosił mnie do domu. To spotkanie było dla mnie bardzo interesujące. Nagle, w innym świetle, zobaczyłem choćby problem stawiania horoskopów. Dla Szumana nie była to „czarna magia”, a działanie o podłożu naukowym. Ciąg bardzo precyzyjnych danych, związanych z datami urodzenia, zresztą bardzo szczegółowymi, najlepiej co do minuty, a także układ planet. Dzięki tym wszystkim elementom składowym można przewidzieć to, co nas spotka w życiu. Wydawało mi się to mało prawdopodobne, ale z drugiej strony rozbudzało wyobraźnię. Szuman rozumiejąc moje obiekcje pokazywał mi zalakowane koperty. Zapisana była w nich prognoza losu osób, zgłaszających się do mistrza, aby poznać swoją przyszłość. Okazało się, że „królikom doświadczalnym” nie wszystko można mówić – opowiada Jacek Koprowicz.

To czego dowiedział się w trakcie tej wizyty przeniósł do „Medium” m.in. motyw zapisków chowanych w zalakowanych kopertach.

– Są w moim filmie sceny z udziałem Jerzego Nowaka, który gra okultystę. Ta postać to „przedłużenie” Szumana. W każdym razie okultysta - szarlatan, tak przecież postaci z wymiaru kina gatunkowego na pograniczu horroru są traktowane, dzięki Szumanowi dryfuje w kierunku naukowca, który zbiera dane.

I w dodatku te dane ułożone w horoskop, dla jednego z bohaterów filmu, sprawdzają się. A zatem metoda okazuje się prawdziwa. Być może prawdą jest, że wszyscy w dniu urodzin otrzymujemy legitymację Stowarzyszenia Skazanych Na Śmierć. Z jedną rubryką pustą. Od Szumana dowiedziałem się, że tej daty nie wolno ujawniać. Nie tylko daty śmierci, ale też złych wiadomości, bo ta wiedza, jak bumerang obróci się przeciw temu, który stawia horoskop. Dlatego winna zostać w zalakowanych kopertach wyjaśnia reżyser.

Scenariusz do „Medium” był napisany dużo wcześniej nim doszło do spotkania obu panów. Ale Koprowicz jest przekonany, że gdyby nie doszło do tego spotkania, gdyby nie poznał Leszka Szumana, to postać okultysty miałaby inny format.

– A tak, wizualizując sposób bycia na ekranie Jerzego Nowaka cały czas widziałem Szumana. I ta jego rola, dzięki szczecińskiemu spotkaniu, ma właśnie taki wymiar – dodaje Koprowicz.

To pytanie musi paść – czy Szuman sporządził horoskop reżyserowi?

– Nie, nie. On chciał, ja nie chciałem. Po tym spotkaniu lekko się przestraszyłem (śmiech). Wolę żyć w nieświadomości niż być zaprogramowanym. To musi być przerażające. Wiedzieć wszystko to co nam się wydarzy. I czekać, aby się spełniało – dodaje Jacek Koprowicz.

Koniec

Córka astrologa pamięta, że przewidział on datę swojej śmierci.

– Może tak dokładnie nie określił pełnej daty, ale powiedział nam w którym roku do tego dojdzie – wspomina Krystyna Nowakowska. – Kiedy to oznajmił wybierałam się do USA. Powiedział mi: „jedź, ale jak wrócisz, to ja jeszcze będę żył”. I faktycznie, ja wróciłam w maju, a on w czerwcu umarł. Był ze śmiercią pogodzony. Do ostatniej chwili życia zachował jasny i trzeźwy umysł. Pracował do końca. Po gruźlicy zachował tylko jedno płuco, które po latach zaatakował nowotwór. Ojciec zmarł w szpitalu. Jak przyszłam do niego, to powiedział mi: „widzisz, mówiłem, że zdążysz jeszcze wrócić. Ja jeszcze żyję, ale już stąd nie wyjdę”.

 

W materiale wykorzystano fragmenty audycji Agaty Rokickiej (Radio Szczecin) pt. „Machina czasu – Gwiaździsty Szczecin”.