Poczytam książkę, bo czasu mi żal. Niech wzrosną na kartach nowe horyzonty. Niech splatają się życiorysy bohaterów nowych i nieznane lądy wynurzają z morskich bezkresów. Miłości, intrygi, przygody szaleńcze. Śmiech, płacz i melancholijna zaduma. Poczytam książkę, bo szkoda mi życia, by marnować je na z życiem zmagania.

W której to nie będzie aroganckich chamów i agresywnych łotrów. A jeżeli, to poniosą zasłużoną karę. Kłamstwo i przemoc zostaną błyskawicznie zdemaskowane, a ci którzy je krzewią, poniosą zasłużoną karę. Krew przelewać się będzie jedynie w naszych żyłach, podczas miłosnych uniesień. Silniejszy swą siłę poświęci na pomoc słabszemu. Bogacz podzieli się chlebem z biedakiem. Każde słowo dialogu będzie miało swą wagę, a ten który je wypowie, przyjmie za nie odpowiedzialność. Słońce będzie zachwycać tym, że wciąż uporczywie świtem z łóżka wstaje.

Złożoną mozolnie z tych samych liter, co wszystkie regulaminy, przepisy i kodeksy. Co poradniki kucharskie, instrukcje obsługi i nekrologi. 32 znaki a tyle możliwości, wariantów. Tyle dróg nowych, postaci i ich życiorysów. Emocji, hałasów, ciszy i kręgów na wodzie po spłoszonej rybie. 32 znaki ustawiane, przestawiane, łączone i rozdzielane. Znaki są umowne, jak umowne historie, które opisują. Tak jak się umówiliśmy, znaczą to co znaczą. Nie znają granic poza możliwościami wyobraźni, a ta niezmierzona jest i bezdenna. Znaki w słowa złożone, rzecz opisujące i myśl ulotną. Złożoność przedmiotu i splątanie uczuć. Zmysły wszelakie, łącznie ze smakiem umami, co to wszyscy wiedza, a opisać nie sposób, choć znajdują się tacy, co walczą mozolnie. 32 literki w kształcie różnym, jednakie w swym znaczeniu, na wymyślność i ozdoby nie zwracające uwagi. A – a znaczy i nic ponad to, jeśli autor podtekstu nie ukrył jakiegoś. Dwuznaczności przebiegłej, przymrużenia oka. A znaczy a nawet tłustym drukiem, nawet z zawijasami. Pisane piórem, czy w laserowym druku. Tylko a, jeśli bez kontekstu pozostałych liter.

Litery, słowa, zdania i to co ukryte między wierszami. Od zarania nas uczą tej sztuki niełatwej – pojmowanie treści zawartej w słowach. I tak mi się zdaje, że próżne nauki i pisanie próżne, gdy z książki na książkę, tych co rozumieją jakby ubywało.

Nie brak tych natomiast, co te znaki łączą. W kolejną opowieść mniej lub bardziej zdałą. Co po raz kolejny wiodą nas w swe światy. Uwodzą i mamią obiecując cuda. I co zadziwiające, czasem się to im udaje. Trwa odwieczna gra pomiędzy tymi co piszą, a tymi co czytają. Nie ma zwycięzców ani zwyciężonych, często natomiast jest więź umysłów. Braterstwo uczuć ponad różnice dzielące osiemnastowiecznego autora i dzisiejszego czytelnika. Bywa też, że znać nie chcesz autora, ani wódki się z nim napić, bo kaleczy okrutnie i litery, i zebrane z nich słowa.

Książkę poczytam, bom nie głąb i kaleka. Sięgnę jeszcze do półki i litery wciąż widzę. Dowiem się co u innych słychać. Jak kwitnie rabarbar, jak się ludziom wiedzie. Bo tu niewesoło, w krzyżu częściej strzyka, choć u progu lata powinno być lepiej… Poczytam Zafona, bo On mistrz nad mistrze. Bo tęsknię do słów co treści niosą i mają znaczenie. Niech zawiedzie mnie na Cmentarz Zapomnianych Książek po tę jedną jedyną, która wszystko wyjaśni i da odpowiedź na pytania wszystkie.

 

Prestiż  
Czerwiec 2022