„Wszystko, wszędzie, naraz”

Scenariusz i reżyseria: Dan Kwan, Daniel Scheinert

W skrócie: chodzi o to, że każda nasza życiowa decyzja tworzy równoległy świat, który toczy się dalej podług jej efektów czy konsekwencji. Takich światów jest nieskończona liczba. Dość powiedzieć, że ta surrealistyczna koncepcja czerpie z fizyki kwantowej, a dokładniej z teorii strun, która zakłada, że fundamentalnym budulcem świata nie są punktowe cząstki, lecz rozciągłe struny.

Nie, nie chciałem lub nie potrafiłem odnaleźć w tym inspiracji czy nawiązania do współczesnych dystopijnych, fantastycznych utworów (powieści, sag, filmów, seriali, a nawet fabularyzowanych gier). Mimo, że jestem ateistą, nie mogłem uwolnić się od nachalnych skojarzeń religijnych, albo szerzej – teologicznych. Filozofia multiwersum owszem odrzuca istnienia Boga czy Bogów, ale wartości stojące u podstaw każdego wierzenia już nie. Ścieranie się dobra i zła jest totalnym lejtmotywem dla każdego z nas, WE WSZYSTKIM, WSZĘDZIE I NARAZ… Michelle Yeoh (filmowa Evelyn Wang) stworzyła rolę, która na długo zostanie zapamiętana w historii kina. Na podstawie jej kreacji można by napisać podręcznik aktorstwa. Zaskakujący w swych metamorfozach był jej filmowy mąż Waymond Wang w interpretacji Ke Huy Quana. A to jak narysowała swoją postać Jamie Lee Curtis (Deirdre Beaubeirdra) jest właściwie niemożliwe do opisania. Czy jest jakiś wyżej wartościujące określenie niż „wirtuozerska brawura”? Ta szalona baśń ma równie szaloną i piękną sferę wizualną. Podróż po tysiącach różnorodnych strunach multiwersum pozwoliła na niesamowity rozmach. To zachwycające zdjęcia (Larkin Seiple) oraz misterny montaż w teledyskowym rytmie (Paul Rogers). Na bezgraniczne szaleństwa mogli sobie też pozwolić (i pozwolili) autorzy scenografii (Jason Kisvarday, Kelsi Ephraim) oraz olśniewających, pomysłowych kostiumów (Shirley Kurata). Podkreślane kolejnymi fantastycznymi stylizacjami wcielenia Jobu Tupaki vel Joy Wang (Stephanie Hsu) to swoiste dzieła sztuki. Znając zaledwie podstawy zasad i tajników produkcyjnych, myślę, że każdy z aktorów musiał podczas zdjęć wykazać się niesłychaną cierpliwością. Liczba ujęć niezbędnych dla stworzenia kilkusekundowej sekwencji musiała iść w tysiące. Myślę, że równie ciekawy i zaskakujący, co sam film może być dokument z rodzaju „making of”. Zawieruchę planu filmowego, może oddać jedynie sam tytuł – tu też musiało być WSZYSTKO, WSZĘDZIE, NARAZ. Prestiżowe 7/6 ;-)

Prestiż  
Kwiecień 2023