Lalki takie jak My
Kiedy pojawiła się propozycja by zrobić materiał o lalkach i zilustrować go fotografiami lalek będącymi małymi kopiami ich dorosłych właścicielek, zaczęłam się zastanawiać nad swoim stosunkiem do tych ponadczasowych zabawek. Bawiłam się w dzieciństwie lalkami, ale tę pasje dzieliłam ze zbieraniem samochodzików — resoraków Matchboxa. Oczywiście marzyłam o Barbie, ale kiedy ją dostałam, zmieniłam w niej prawie wszystko, począwszy od fryzury, a skończywszy na tym, że szybko… mi się znudziła. Zastąpiłam ją laleczkami wyglądającymi jak postacie z Gwiezdnych Wojen. Ulubiona, plastikowa lalka z dużymi oczami i sztucznymi rzęsami przetrwała dzięki mojej babci, która ją przechowała u siebie w domu.

Sylwia Różycka
Lalki ponownie pojawiły się w moim życiu razem z komiksami. Teraz jako dorosła osoba zbieram laleczki, głównie komiksową Catwoman. Czekam również na fabularną historię o Barbie, która do kin wejdzie jeszcze tego lata.
Tymczasem w gronie innych dorosłych dziewczyn oddałam się zabawie niezwykłymi lalkami od szczecińskiej La Lalli.
Sylwia Różycka, aktorka
Bawiłaś się w dzieciństwie lalkami?
Moimi lalkami były... tzw. historyjki z gum do żucia... Od dziecięcych lat płynęła we mnie żyłka kolekcjonerki obrazków gum Turbo. To były czasy, które jeszcze nie zaznały smaku programów motoryzacyjnych, a więc jedyna motowizja była osiągalna po ich zdobyciu w najbliższym spożywczym. Kiedy opowiedziałam o tym mojemu synowi, zapytał: A nie mogłaś wpisać w Google? Mmmm... pomyślałam: czas na dłuższą opowieść… Wtedy nie było Google, a dzisiaj gum Turbo nie znajdziemy w sklepach. Najbardziej zależało mi na zdobyciu Mustanga. Dlaczego Mustang? Bo miał w sobie połączenie drapieżności z obłymi kształtami. Można oszaleć.
W takim razie jaki miałaś stosunek do lalek?
One w moim życiu także zaistniały, kiedy bazgrząc flamastrem po rozgrzanym piecu węglowym odgrywającym tablicę —wcielałam się w rolę ich nauczycielki. Były lalki działaczki, przyjaciółki, tajemnicze, wagarujące, kochające naukę, księżniczki, opiekunki, chłopczyce, z problemem. Przeróżne, w zależności od dnia zmieniały się, bo dużo ich nie miałam fizycznie, a wyobraźnia szalała. Ważne było, by każda była wysłuchana i zaopiekowana, ale także nauczona. Sama lubiłam się uczyć. Dzisiaj lalki są dla mnie gdzieś na odległym planie, za cenę piłkarzy, z których odpytuje mnie Adaś — mój syn, miłośnik piłki nożnej.
Na czym według Ciebie polega fenomen lalki?
Taka lalka słucha, jest, pozwala uwalniać marzenia przenosząc nas tam, gdzie najbardziej nasza dusza pragnie...
A Twoja nowa lalka?
Zamierzam podróżować z nią w moim ukochanym aucie. Będzie się ze mną uczyć tekstów, rozśpiewywać, prowadzić szereg rozmów telefonicznych, ustalać warunki współpracy i... tankować. Przeżyjemy razem niejedno!
Sylwia Majdan, projektantka mody
Bawiłaś się w dzieciństwie lalkami?
Był taki czas, że zdecydowanie więcej czasu bawiłam się resorakami, a lalki leżały gdzieś w kącie. Lalki Barbie były marzeniem wszystkich dziewczynek, ale nie moim. Ja w tym czasie miałam inne marzenia. Jeśli bawiłam się lalkami, to bardziej tymi przypominającymi niemowlaki. Od zawsze lubiłam małe dzieci i to się nie zmieniło, rozczulają mnie bardzo!
Dlaczego lalki są wciąż tak popularne?
Lalka może być postacią, jaką tylko chcemy. To my nadajemy jej imię, przebieramy, udajemy pewne zachowania. Może w pewien sposób naśladować nas lub być cichym ukrytym alter ego. Lalka to też często przyjaciółka dzieci, i to od nas zależy, jaką rolę będzie spełniać. Kiedy pojawiły się Barbie, wzbudziły zachwyt, bo były zupełnie inne niż te lalki znane nam dotychczas. Tematyczne zestawy z różnymi ubraniami i akcesoriami, które każdy chciał mieć. Z czasem do Barbie dołączyli inni bohaterowie. Producenci budowali wokół niej całą historię, w której dzieci chciały uczestniczyć.
Co myślisz o swojej nowej lalce?
Jest cudowna! Ta miniaturka mnie wywołała uśmiech na mojej twarzy. Jestem pełna podziwu dla La Lalli z jaką starannością wykonują lale przypominające nas samych. To taki impuls, który przenosi Cię, to beztroskich czasów dzieciństwa. Cieszę się, że podjęłam się tego projektu, to ciekawe doświadczenie.
Z La Lallą współpracowałaś już jako projektantka. Jak się profesjonalnie ubiera lalki?
Cieszy mnie bardzo ta współpraca, bo jest to pewnego rodzaju wyzwanie. Projektowanie dla lalki niewiele różni się od projektowania moich kolekcji. Do tematu podchodzę z taką samą starannością. Też jest koncepcja, projekt, realizacja. Jednak zmienia się odbiorca i rozmiar. Sprawia mi dużo frajdy projektowanie dla La Lalli, to pewnego rodzaju przygoda, powrót do dzieciństwa. Wykonuję moją pracę jako dorosłej kobiety, a jednocześnie mogę wrócić do wyobraźni małej Sylwii, która od zawsze kochała modę.
Daria Prochenka, prezes Clochee
Podoba Ci się Twoja lalka?
Bardzo! Jestem zachwycona. Nie mogę się na nią napatrzeć. Przypomina mnie, chociaż ja byłam w dzieciństwie bardziej papuśna (śmiech), a ona jest taka szczuplutka.
Bawiłaś się w dzieciństwie lalkami? Miałaś ulubioną?
Tak, w zależności od etapu dzieciństwa. Kiedy miałam tak 4, 5 lat, to dostałam pod choinkę wymarzonego bobasa. To były czasy, kiedy w Polsce nie było superpięknych lalek i ten bobas był całym moim światem. Natomiast później jak już chodziłam do szkoły podstawowej, to bawiłam się Barbie. Miałam oczywiście różnego rodzaju ubranka dla niej, ale też specjalny album z naklejkami. Nie miałam ulubionej lalki czy w ogóle zabawki, ale jak wracam myślami do dzieciństwa, to zawsze pojawia się w nich ten bobas. On był mięciutki, miły w dotyku, był spełnieniem moich marzeń.
Co Ci się podoba w lalkach La Lalli?
To, że są dziewczynkami, a nie dorosłymi kobietami jak chociażby Barbie. Są naturalne, mają okrągłe buzie, nie mają makijażu. Nie są przerysowane. Podoba mi się również to, że mogą być personalizowane, można się z nimi identyfikować.
I teraz następuje pytanie: czy takie wyidealizowane zabawki jak wspomniana Barbie są dobre i jaki mają wpływ na to, jakimi dorosłymi osobami jesteśmy? Wydaje mi się, że lalki La Lalli poprzez swoją naturalność robią dobrą robotę.
Monika Krawczyńska, współwłaścicielka La Lalli
Pamiętasz swoją pierwszą lalkę?
Pamiętam takie zdjęcie, na którym stoję jako mała dziewczynka, uczesana w dwie kitki i trzymam plastikową lalkę, także z dwiema kitkami i w sukience w paski. Druga lalka to była lala a’la Barbie, tylko z dużo większą, nieproporcjonalną głową. Trzeba było ją czesać tak, by nie było widać prześwitów, ponieważ włosy były tak tkane, że czubek głowy był łysy. Następna lalka to już była piękna Barbie z Pewexu.
Miałam koleżankę, z którą budowałyśmy domki dla naszych lalek. Wyglądało to tak, że na przykład łóżko dla lalki były zrobione z piórnika przykrytego skrawkiem materiału, a szafki z pomalowanych pudełek. To była dość kreatywna praca.
Z Sandrą często rysowałyśmy laleczki na kartce papieru, później je wycinałyśmy. Podobnie było z ubrankami i dla nich — rysowałyśmy sukienki, które po wycięciu nakładałyśmy na papierowe lalki.
Zostawiłaś sobie którąś z lalek na pamiątkę?
Był taki moment, że spakowałam większość lalek i podarowałam je swojej siostrze ciotecznej. Wydaje mi się jednak, że gdzieś jeszcze moja lalka z dzieciństwa powinna być.
A teraz kiedy sama tworzysz lalki, jakie towarzyszy Ci uczucie?
Niesamowita jest radość dziecka. Te dziewczynki, które kochają lalki, są naszymi stałymi klientkami, wiernymi fankami, począwszy od momentu, kiedy były maluchami, aż do tej chwili, kiedy z tego nie wyrosną. Widzimy jak nasze klientki dorastają, jak przychodzą po nowe ubrania. Ta radość na ich twarzach to jest największy skarb.
Wasze lalki i to co jest w nich najlepsze, to że wyglądają jak ich właścicielki, czyli jak małe dziewczynki.
Chodzi o to, żeby uchwycić to podobieństwo. Dobierając elementy wyglądu, podkreśla się również charakter dziecka. Mamy różne kolekcje ubrań. Są ubranka dla dziewczynek słodkich, noszących różowe sukienki, ale też są takie bardziej dla nastolatek, czarne stroje czy dresy. Są stroje na każdą okazję. Dzieci często swoje emocje przekazują za pośrednictwem lalek. Mówią np., że lalka jest zmęczona albo że lalka pokłóciła się z koleżanką. Mama może to zauważyć, że dziecko tak naprawdę mówi o sobie, a niekoniecznie opowiada o lalce.
Sandra Mianowska, współwłaścicielka La Lalli
Bawiłaś się lalkami? Lubiłaś je?
Głównie rysowałam lalki i je wycinałam. Kochałam się bawić lalkami. Tymi, które były dostępne bawiłam się w przedszkole, bawiłam się w dom.
Era Barbie nadeszła, kiedy miałam 9 lat. Moja ulubiona lalka z tego okresu miała na imię Sindy. Wtedy problem z lalkami był taki, że albo przedstawiały dorosłe dziewczyny, albo były to bobasy, natomiast Sindy przypomniała z wyglądu nastolatkę. Oprócz tego była to lalka tematyczna. Uwielbiałam malować i w prezencie otrzymałam lalkę, która była malarką, w poplamionym farbami stroju. Kiedy dzisiaj na to patrzę, to widzę, że już wtedy w mojej głowie kiełkował pomysł na biznes (śmiech). Podświadomie wybrałam lalkę, która mnie przypominała.
W pewnym wieku przestajemy się bawić lalkami. Wracamy zazwyczaj do nich w momencie, gdy same zostajemy matkami i nasze córki zaczynają się nimi bawić.
To jest trochę wymówka (śmiech). Niby kupujemy lalki naszym córkom, ale podświadomie same chcemy się nimi bawić.
Lalka towarzyszy nam przez całe życie. Kiedy jesteśmy małymi dziewczynkami bawimy się lalkami. Dzieci, które później mamy, to nic innego jak lalki. Oczywiście jest to żywy człowiek, ale co robimy? Bawimy się z nimi. Kiedy byłam mała lalkę woziłam w wózku, później woziłam własne dziecko. Kiedy jesteśmy babciami, to ze swoimi wnukami również bawimy się jak z lalkami. Lalki są na całe życie.
I nasza sesja jest dowodem na to, że z lalek jednak się nie wyrasta.
Świetne jest to, że możemy się tak bawić z dorosłymi kobietami. Każdej z nas w tworzeniu swojej lalki towarzyszyła ogromna radość. Jesteśmy przecież tak różne, nie tylko pod względem wyglądu, ale także osobowości i charakteru a mimo to reagujemy identycznie.
Wiesz, kto wymyślił lalkę?
Zdecydowanie ktoś bardzo mądry. Lalki uczą nas bardzo wielu rzeczy. Uczą przede wszystkim relacji międzyludzkich.
Dziękuję za rozmowę.




