Lubię życie
Myślałam, że daję z siebie 150 procent, a i tak spotykam trudności na swojej drodze. I to był dla mnie sygnał, że nie mogę żyć na takim poziomie stresu i brać tak dużej odpowiedzialności na siebie. Staram się odpuszczać i pewne rzeczy traktować mniej poważnie, a więcej czasu przeznaczać na odpoczynek i czyszczenie głowy – mówi Monika Brodka.
fot. Luke Jascz
Trudno namówić Cię na rozmowę?
Robię to najczęściej przy okazji jakiegoś projektu lub promocji płyty. Zazwyczaj nie rozmawiam dla samego rozmawiania.
"Sadza” to chyba najbardziej osobista płyta Moniki Brodki?
Ona jest osobista z wielu względów, ale wszystko co chciałam powiedzieć, udało mi się na niej zawrzeć. Wróciłam z powrotem do języka polskiego, kontaktu z nim i wyrażania siebie w nim. Tym razem jest dużo więcej o mnie jako o Monice i o Brodce.
Producentem "Sadzy” jest 1988, szczeciński muzyk związany z hip-hopem. To, że jest Twoim rówieśnikiem miało dla Ciebie jakieś znaczenie?
Przemek chciał i zawsze miał głód robienia czegoś więcej niż hip-hopowe bity. On się nie definiuje jako producent hip-hopowy i czekał na taką szansę by zaistnieć w szerszej świadomości ludzi. Spotkaliśmy się w odpowiednim miejscu i porze. Chciałam pracować z kimś w Polsce, bo od czasu "Grandy” nie zrobiłam płyty z polskim producentem. Tęskniłam za kontaktem w tym języku i procesem organicznym, że porozumiewamy się tym samym językiem ojczystym. Pytałaś o wiek...
Tak.
Rzeczywiście, tak się złożyło, że czułam, że mam partnera w tym samym wieku. Dorastaliśmy na podobnej muzyce i pod tym kątem jesteśmy z Przemkiem z jednej gliny.
Napisałaś wszystkie teksty, które znalazły się na krążku "Sadza”. Są bardzo osobiste.
To, że zaczęłam pisać to był naturalny proces. Na "Grandzie"” też napisałam kilka swoich tekstów i później były dwie płyty w języku angielskim z moimi słowami. Dorastałam w pełni niezależnego działania, by zacząć pisać po polsku i mam nadzieję, że to słychać na "Sadzy”.
W Polsce osiągnęłaś wszystko co artystka może osiągnąć, ale nie odcinałaś kuponów od sukcesu. Stawiałaś przed sobą nowe wyzwania.
Miałam ochotę na więcej i wychodziłam poza polskie granice. Cały czas staram się dostarczać sobie nowych bodźców i wrażeń. Wciąż chcę przeskakiwać siebie z każdą kolejną płytą, ale staram się to wszystko robić z mniejszą presją w stosunku do siebie samej. Podobne odczucia mi towarzyszyły w tym procesie. W przypadku "Sadzy” widzę napływ nowej publiczności, bardzo młodej. To ludzie, którzy dorastali razem ze mną. Nagrałam płytę, która do nich trafia.
Porozmawiajmy o nich. To często ludzie sukcesu, tacy jak Ty. To pokolenie, które masowo szło na studia, by coś w życiu osiągnąć, a gdy się udało, to okazało się, że czegoś brakuje. Ty otwarcie mówisz o tym, że miałaś kryzys. Pamiętasz co się do tego przyczyniło?
Na pewno ilość pracy odcisnęła na tym swoje piętno. Płyta "Brut” ukazała się w pandemii. To był ciężki czas dla wszystkich. Wszędzie było dużo frustracji. Też poznałam to uczucie i doszło przepracowanie. Myślałam, że daję z siebie 150 procent, a i tak spotykam trudności na swojej drodze. I to był dla mnie sygnał, że nie mogę żyć na takim poziomie stresu i brać tak dużej odpowiedzialności na siebie. Staram się odpuszczać i pewne rzeczy traktować mniej poważnie, a więcej czasu przeznaczać na odpoczynek i czyszczenie głowy. Wspomniany kryzys był też sygnałem, że pewna formuła się wyczerpała i trochę wypaliła. W związku z tym musiałam stworzyć coś innego.
A jak sobie odpuszczasz?
Staram się uciekać z Polski, z Warszawy. Często podróżuję i wyjeżdżam, gdy tylko mogę. To coś, co mnie relaksuje i daje poczucie anonimowości. A przede wszystkim daje mi balans od pracy.
Gdzie uciekasz?
Zimą wybieram dalsze kierunki, a latem podróżuję po Europie. Ale wracając do odpuszczania, to staram się też robić przerwy w pracy po to, żeby trochę pożyć i odsapnąć przez pół roku.
Tak było w przypadku moich dwóch poprzednich płyt.
Kilka tygodni temu widziałam Twój występ na Fryderykach. I miałam jedno skojarzenie – trendsetterka, która trzynaście lat temu otworzyła drogę do kariery innym artystkom. To dzięki Tobie zaczął się boom na wokalistki.
Na zdrowie! (śmiech) A tak poważnie, to staram się robić swoje i Fryderyki są taką okazją, gdy widzimy przekrój polskiej muzyki. Od dwudziestu lat robię swoje i jestem w czołówce artystów. Postawiłam na bezkompromisowe prowadzenie swojej drogi i kariery. I cieszę się, że są w Polsce ludzie, którzy to doceniają.
Niewiele osób wie, że jesteś reżyserką swoich klipów.
Widać, że masz z tego ogromną frajdę.
To podobny proces jak tworzenie muzyki. Wizja, która się pojawia w połączeniu z moją muzyką, jest logicznym dopełnieniem. Wyobrażam sobie jakieś obrazy sceny historii, które pasują do muzyki. Zawsze chciałam robić klipy. Myślałam nawet o tym, by pójść na studia na reżyserię i w pewnym momencie się na to otworzyłam. Cieszę się, że ludzie zaczynają traktować moją działalność wizualną coraz poważniej. Robię klipy od dawna, ale rzadko ktoś mnie o nie pyta.
Zapewne częściej pytają o wizerunek, który jest dla Ciebie...
Szalenie ważny. Jest narzędziem, którym posługuję się od lat. Pozwala mi tworzyć różne postaci, w które się wcielam. Nie traktuję jednak mody w formalny sposób. Wychowałam się na takich idolach jak Michael Jackson albo Spice Girls. Moja ostatnia płyta "Sadza” jest jednak tak personalna, że tu nie było tworzenia wizerunku. Starałam się, żeby to ubranie nie przykryło osoby, która w nim jest. Wcześniej tego mojego wizerunku było bardzo dużo i to już nie szło w parze z moją muzyką. Dziś jestem w T-shircie i w dżinsach.
Skromnie. W przeciwieństwie do wielu innych polskich artystek, które stawiają na kolorowe, wyraziste stroje jak np. Maryla Rodowicz.
Myślę, że pani Maryla dość mocno eksperymentuje z modą. Jednocześnie uważam, że należy poczuć temat dojrzewania i starzenia się kobiet w popie. Zwróć uwagę na to jaką mamy presję w stosunku do kobiet, które się starzeją. A jednocześnie mamy straszny lincz społeczny, gdy te kobiety poddają się zabiegom estetycznym. Ta presja jest ogromna i to jest przerażające. Można się w tym zatracić i pogubić, bo przecież ludzie pokochali nas artystów, gdy byliśmy piękni i młodzi.
A jak Ty sobie radzisz z tą presją odnośnie wyglądu, kultu młodości?
Moje życie nie jest podporządkowane temu jak wyglądam. Myślę, że problem, o którym rozmawiamy był zawsze obecny. I choć w kulturze popularnej jest coraz więcej naturalności i zwracania na nią uwagi, to jednak nadal nie ma w tym zdrowego balansu.
Jesteś szczęśliwa?
Szczęśliwa i świadoma. Jestem w bardzo dobrym miejscu życia i mojej kariery zawodowej. Nie rozpatruję mojego życia w kategoriach, co mogłabym zrobić inaczej. Nie mam takiej potrzeby. Robię rzeczy, które przynoszą mi satysfakcję. Moje życie jest przez to ekscytujące. Lubię je.




